Badacz mitów, mitotwórca i baśniopisarz
Agnieszka Kluba

Leśmian od najwcześniejszych lat zgłębiał baśniowość ludową. Był znawcą symboliki słowiańskiej i wschodniej, poznał gruntownie tradycję rosyjskich bylin. Jako autor zbiorów Klechdy sezamowe, Przygody Sindbada Żeglarza, Klechdy polskie stworzył oryginalne interpretacje tradycyjnych baśni. Echa fascynacji baśniową wyobraźnią słychać w jego późniejszych poetyckich balladach.

Poeta bardzo często posługiwał się słowem „baśń”. Baśniowość wykraczała jednak w jego rozumieniu poza sferę istniejących podań, mitów czy legend, znanych z tradycji mitologicznej i ludowej. Traktował je raczej jako punkt wyjścia niż zobowiązujący wzorzec. Baśń uznawał bowiem przede wszystkim za instrument pozarozumowego poznania. Widział w niej wyraz najbardziej twórczych mocy wyobraźni, nieskrępowanej więzami logiki, konwencji i zastałych form obrazowania. Do takich konwencjonalnych i wyeksploatowanych form zaliczał symbolikę mitów antycznych. „Nie cierpię obrazów mitologicznych!”, pisał w 1900 roku 23-letni Leśmian do Zenona Przesmyckiego. Mimo – a może właśnie dlatego – że był absolwentem gimnazjum klasycznego – ponad symbole mitologiczne przedkładał wyobrażenia oryginalne, samodzielnie wysnute z fantazji lub mało znane i niezużyte. Pewnie dlatego chętnie przyjął zamówienie Jakuba Mortkowicza (1876-1931) na napisanie zbioru „bajek arabskich”. Ostatecznie ukazały się dwie książki Klechdy sezamowePrzygody Sindbada Żeglarza. Choć nosiły datę 1913, trafiły do księgarń jako „wydawnictwo gwiazdkowe” już przed Bożym Narodzeniem roku poprzedzającego, zyskując dużą popularność. Radość z sukcesu przyćmiła nagła śmierć ojca poety, Józefa Lesmana, w grudniu 1912 roku. Jednak już w drugiej połowie kolejnego pisarz oddał się studiom nad klechdami polskimi.

Edmund Dulac, ilustracja do Klechd Sezamowych Bolesława Leśmiana, 1913.

Klechdy sezamowe czerpią inspirację z pochodzącego z X stulecia zbioru legend arabskich, które przyswojone zostały przez kulturę europejską osiem wieków później jako Baśnie tysiąca i jednej nocy. Poeta spolszczył sześć opowieści. Były wśród nich historie zarówno znane jak te o Ali-Babie i czterdziestu rozbójnikach czy o cudownej lampie Alladyna, jak i mniej znane: Baśń o rumaku zaklętym, Rybak i Geniusz, Opowiadanie króla Wsyp Hebanowych czy Baśń o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze. Wszystkim im nadał jednak Leśmian zupełnie nową postać językową, poddając je poetyckiej trawestacji i uzupełniając fabularny schemat pierwowzoru własnymi wyobrażeniami. W opowieści wpisał swoistą filozofię baśni, namawiając czytelników do poddania się czarodziejskiemu wpływowi. W historii o Ali Babie, tytułowy bohater modli się o bajkę słowami: „Boże! Zrób tak, żeby i mnie w lesie zaskoczyła nagła i niespodziana bajka! Niech ta bajka będzie straszna i groźna, byleby była ciekawa i piękna.” Mówi też:

Pełno na świecie bajek, ale najpiękniejsze bajki kryją się w lesie. Bajki czają się w gęstych krzakach, szumią w rozchwianych gałęziach, dzwonią w powietrzu wtedy właśnie, kiedy i cisza dzwoni. Bo kto się ciszy długo przysłuchuje, ten wie, że cisza w uszach dzwoni.

Nieodłącznym elementem Klechd sezamowych jest humor, nieobecny w tym stopniu w oryginale. W przypowieści o pięknej Parysadzie ptak Bulbulezar „głosem ludzkim gada, bajki opowiada. Co opowie bajkę – to zapali fajkę”. Nie brak także pogodnej autoironii – w historii o Geniuszu i rybaku pewien wezyr wypowiada słowa: „Myślałem dotąd, że bajki są tylko w książkach, a teraz widzę, że zdarzają się i w życiu”. Poeta sięga również po groteskę, wprowadzając do opowieści wątki, których nie ma w oryginale:

Pewnego razu rzekł Bulbulezar do Parysady te słowa:
– Pochyl się ku mnie, uderzę cię dziobem w policzek i od tego uderzenia wyskoczy ci na policzku brodawka.
– Okropny ptaku! – zawołała gniewnie Parysada. Czyż nie wiesz o tym, że jestem najpiękniejszą ze wszystkich dziewcząt na świecie? Mam cerę gładką i czystą, i białą jak śnieg. Czuję, że gdyby mi na policzku wyskoczyła brodawka, rozpłakałabym się po raz pierwszy w życiu rzewnymi łzami.
– Tego właśnie pragnę! – rzekł mądry Bulbulezar. – Jest to jedyny sposób zniewolenia cię do płaczu. Z oczu twoich wytrysną łzy szczere i gorące. Pokropisz tymi łzami posąg kamienny i przywrócisz mu życie.
Zadumała się Parysada i po krótkiej zadumie przybliżyła twarz do klatki.
Bulbulezar natychmiast ugodził ją dziobem w sam policzek. Na policzku Parysady wyskoczyła brodawka – brzydka, nieznośna, wstrętna, okropna! Podbiegła Parysada do zwierciadła, zajrzała do jego głębi i – zbladła.
– Nieszczęście, nieszczęście! – zawołała, dłonie załamując. – Przestałam być najpiękniejszą ze wszystkich dziewcząt na świecie! Mam na policzku brodawkę brzydką, nieznośną, wstrętną i okropną!
I Parysada rozpłakała się tak szczerze, tak rzewnie, tak serdecznie, że nawet Bulbulezar na widok jej rozpaczy zaczął ciszkiem w klatce szlochać.
– Płaczesz, Parysado! – zawołał głosem wzruszonym. – Zbliż się prędzej do posągu i pokrop go łzami.
Pokropiła Parysada posąg łzami. Posąg się poruszył, westchnął głęboko i zamienił się w pięknego królewicza.
– Parysado! – rzekł królewicz. – Długo czekałem na łzy twoje, lecz się ich wreszcie doczekałem. Dzięki tobie przestałem być kamieniem martwym i znów żyję! Jestem królewiczem. Państwo moje znajduje się tuż w pobliżu za twoim ogrodem. Pragnę, abyś została moją żoną. Dziś jeszcze sprawimy sobie wesele huczne i będziesz królowała w moim królestwie.
– Królewiczu! – szepnęła Parysada. – Zawsze pragnęłam zostać żoną takiego jak ty młodzieńca. Nie wiem tylko, czy mam prawo wyjść za mąż za ciebie.
– Cóż ci stoi na przeszkodzie? – spytał znowu królewicz.
– Stoi mi na przeszkodzie pewna rzecz brzydka, wstrętna, nieznośna i okropna.
– Jak się ta rzecz nazywa? – spytał znowu królewicz.
– Brodawka – szepnęła Parysada, spuszczając wstydliwie oczy.
Dopiero teraz królewicz zauważył brodawkę na policzku Parysady.
– Parysado! – zawołał z klatki Bulbulezar.
– Zdejmij z palca królewicza sygnet brylantowy i brylantem tego sygnetu dotknij brodawki, a zniknie natychmiast.
Uczyniła to Parysada i brodawka znikła.
– Teraz już mi nic nie stoi na przeszkodzie, aby zostać żoną królewicza! – zawołała uradowana Parysada.
Królewicz ujął ją za rękę i zaprowadził do swego królestwa. (Bolesław Leśmian, Baśń o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze)

Jeszcze dalej odszedł Leśmiana od arabskiego pierwowzoru w Przygodach Sindbada Żeglarza. W ujęciu poety motywy oryginału stały się pretekstem do stworzenia całkiem nowych fabuł, obfitujących w nadzwyczajne wypadki spotykające bohatera. Natężenie fantastyczności tych epizodów, nieprawdopodobne zwroty akcji i nie znający granic rozmach w kreowaniu zdarzeń decydują o swoistej groteskowości Leśmianowskiej wersji historii o Sindbadzie. Niewątpliwie najdobitniej tę cechę Przygód obrazuje wymyślona całkowicie od początku postać wuja Tarabuka, niewydarzonego poety, którego przedstawiane z humorem perypetie tworzą równoległy, refrenicznie nawracający wątek utworu. Groteskowe ujęcie zakładające zamierzony dystans do opowiadanych zdarzeń zdradza, iż celem poety nie była po prostu stylizowana adaptacja historii arabskich. Przeciwnie, zamierzał posłużyć się nimi, aby uzyskać efekt na wskroś oryginalny, wynikający z charakterystycznego dla siebie połączenia lekkości formy z pozornie błahymi, a w istocie ważkimi ideami. W jednym z wywiadów wyznał Leśmian, że zainteresowanie baśnią towarzyszyło mu od najwcześniejszych lat:

W czasach przerafinowania i egzotyzmu wpłynęła na mnie jedynie pieśń ludowa polska i byliny rosyjskie. Leonard Jankowski miał w Kijowie olbrzymią bibliotekę, w której zapoznałem się z ludową poezją polską, serbskimi pieśniami o królewiczu Marku i eposem fińskim Kalewala. (Dialogi akademickie – w niepojętej zieloności. Rozmowa z Bolesławem Leśmianem, wywiad przeprowadził Edward Boyé, „Pion” 1934)

Tak ważne znaczenie przypisywał poeta fantastyce ludowej również pod wpływem poznanych w Paryżu symbolistów rosyjskich, m.in. Zinaidy Gippius (1969-1945), która traktowała baśń nie tyle jako literacki gatunek, ile sposób przetworzonego odbierania i przekazywania rzeczywistości. Poszukiwania pokrewne demonologicznym studiom Gippius podjął Leśmian podczas pracy nad Klechdami polskimi. W 1913 roku pisał:

Pragnę stworzyć czystą, niepokalaną bajkę, osmykniętą z legendy, podania, zabobonu itd., to znaczy prawdziwą bajkę, która baje. Nasze literatury, jak widzę, nie odróżniają klechdy od opowiadań zabobonnych, diabelskich itd. Tym ostatnim poświęcę tomy następne. Po drodze tych studiów już zdobyłem tysiące cudów, które mi się to w powieść, to w poemat (bylinę polską) chcą ułożyć. (…) Co do klechd polskich zamierzchłych, te są najwyżej z treści jeno wiadome, lecz odarte z języka i tonu. Mam zamiar rozwinąć pewnego rodzaju zaborczość artystyczną, traktować Polskę klechdową od morza do morza, zagarnąć Litwę i Ukrainę. Czegośmy mieczem nie zrobili, zróbmy piórem. Lwia część klechd i bylin rosyjskich jest chwalebnym skutkiem takiego zaboru. (Z listu Leśmiana do Przesmyckiego, 1913)

Zamiar poety urzeczywistnił się w postaci pięciu klechd. Wnikliwe studia Leśmiana nad wyobraźnią ludową pozwoliły mu na osiągnięcie unikalnego połączenia motywów z rozmaitych podań kultury słowiańskiej (m. in. polskiej, ukraińskiej, białoruskiej, serbskiej), uzupełnionych obrazami całkowicie własnymi. Oryginalność ujęcia nie przypadła jednak do gustu wydawcy, który nie zdecydował się na publikację. Rękopis Klechd polskich ocalonych cudem z wojennej pożogi dzięki żonie i córce poety ukazał się drukiem dopiero w 1956 roku.