Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada
Elżbieta Kiślak

Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada – poetycki tom z 1974 i jedyny z tej dekady, zawiera utwory przede wszystkim z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Tytuł jest cytatem z tłumaczenia 113 psalmu autorstwa Franciszka Karpińskiego. Wyrazistym motywem książki jest ostra, ale zarazem pełna stoickiego dystansu ocena pogrążającej się w dekadencji współczesnej cywilizacji, z krytyką języka współczesnej sztuki, ale jest to również zbiór wierszy o poczuciu nieuchronnej osobistej klęski, formułujących bezlitosne samooceny, utworów, w których poeta odprawia misterium pamięci, a zarazem autoironicznie komentuje własną twórczość, wciąż nieufny wobec poezji i, z drugiej strony, wygłaszający jej apologię. Kontrapunktem rezygnacji jest tu jednak wyraźnie artykułowana nadzieja. Trzon tomu stanowi tytułowy obszerny poemat, opus magnum Miłosza, w którym krytycy ujrzeli nową formę poematu dygresyjnego, posługującego się brawurowo wieloma dyskursami. Poeta nawiązał tu otwarcie do koncepcji apokatastasis, która w oczach krytyki stała się jednym z najbardziej intrygujących motywów w jego twórczości. Ostatnia część poematu, Dzwony w zimie, posłużyła za tytuł drugiego angielskiego wyboru wierszy Miłosza Bells in Winter. W Antologii osobistej Miłosz umieścił Zadanie, Tak mało, Dar, Œconomia divina, O aniołach oraz obszerne fragmenty tytułowego poematu.

Inicjalny wiersz tomu, Zadanie – od początku wprowadza ton krytyczny wobec epoki, zarazem punkt widzenia przesunięty w przyszłość ustanawia wobec niej stoicki dystans, który będzie charakteryzował również kolejne utwory; poeta wyraziście zaznacza swoje programowe stanowisko (nie bez nuty samooskarżenia, która zarazem chroni jego krytykę przed moralistyką) – obrony języka dostojnego, hieratycznego, wobec „wrzasku, ekstatycznego bełkotu”, jak precyzuje kolejny utwór, Ryba. Godzina wraca do radości życia, wciąż jednak oglądanego w szerszej, epickiej perspektywie. Myśliwską anegdotę z Przypowieści zakończenie przenosi w wymiar metafizyczny, co stanowi tylko z pozoru ekscentryczne przejście do następnych w tomie Lektur; wiersz ten, tłumaczący „korzyść z Ewangelii czytanej po grecku”, zapowiada pracę poety nad przekładami biblijnymi (również Ewangelii św. Marka); przywołując ewangeliczną przypowieść łączy obronę wysokiego tonu w sztuce z krytyką jej współczesnych przedstawicieli, zabarwioną zdystansowanym humorem. Œconomia divina daje metafizyczną wykładnię ludzkich szaleństw w epoce przesilenia, podkreślając zarówno teologiczny, jak ontologiczny aspekt kryzysu. Podobnie następny wiersz, Wieść, dystansuje się od współczesnej cywilizacji, oceniając ją sub specie przyszłego historyka, ale akcentuje też problem języka, tworzącego swoistość kruchej kultury ludzkiej, rozwijającej się „między światłem a otchłanią”, w sprzecznościach i zagrożeniu. Przed krajobrazem wraca do konfrontacji człowieka i monumentalnej natury z Widzeń nad Zatoką San Francisco, wprowadzając motyw nie tyle obcości przyrody, ile niewyrażalności zachwytu. Nieuchronnie skazane na klęskę własne życiowe dokonania – a także przyjaciół z lat wileńskiej młodości – podlegają beznamiętnej ocenie na tle całego wieku znowu oglądanego w perspektywie odległej historii w Ile świetnych zamiarów. Katastrofizm w dwóch dystychach L’Acceleration de l’histoire, proroctwo powolnego i nieuchronnego upadku dookreśla diagnoza rewolucyjno-totalitarnych mechanizmów z komentarza poety. Horyzontem ciągłego dążenia do sensu i jego wyrazu w Natrafiłem na to jest nieuchronna śmierć. Do wcześniejszych utworów należy natomiast Elegia dla N.N. z 1962, włączająca się w tonację całego zbioru nutą rezygnacji, pogodzenia się z nieuniknioną utratą, ale też wprowadzająca motyw niechętnie przywoływanej przeszłości; harmonizuje z nią równie elegijny Zaśpiew, próbujący ocalić indywidualność u progu śmierci, oglądanej tutaj w konkretnym szczególe i w historycznej perspektywie. Miłosz włączył również do tego tomu wiersz Wezwanie z początku 1954, rodzaj poetyckiego listu do przyjaciół, który zawiera w sobie punkt wyjścia Ziemi Ulro – i świadczy o konsekwencji poety w podejmowaniu problematyki egzystencji wykorzenionej, naznaczonej dysharmonią z bytem, a także w szukaniu sposobów odnowienia wyobraźni; zarysowuje się tu nawet perspektywa koniecznej i radykalnej przemiany całej rzeczywistości. Za autokomentarz ironiczny i gniewny służy Kiedy mówiłem, podsumowujący rozziew między głosem poety a jego krytykami, ale też nadający temu konfliktowi odcień metafizyczny, znaczenie spraw najważniejszych. Gorączkowy rytm wewnętrznego dialogu Przywołania do porządku nawiązuje do tego potępienia i przeciwstawia należnej krytykom „porcji nicości”, własną przepaść, własne defekty, ułomność własnych dokonań. W podobnym tonie podważa poetycki dorobek Władca Albanii, klęska, prowadząca nieuchronnie do milczenia opatrzona jest jednak znakiem zapytania. Poczucie niepełności przenika dwa kolejne utwory, Nie tak, gdzie hymniczna pochwała bytu skazana jest na rozpad również z powodu „Sielankowego, dziecinnego języka, który wzniosłe zamienia w tkliwe”, oraz Tak mało – w przeciwieństwie do rozlewnych wersów poprzedniego wiersza poczucie niedosytu i niespełnienia wyrażające lapidarnie, choć zarazem nie rezygnujące z wizyjnego obrazowania. Kolejny wiersz O aniołach – przeciwstawia przekornie poczuciu klęski nadzieję i nakaz „w nadziemskim języku” podejmowania na nowo swego zadania. Dystych Pory roku, portret chwili o epickim bogactwie opisu, zapowiada inną dykcję, ZdańHymnu o perle. Dar zmienia ton na pochwalny, oczyszczony z ironii; bezpośrednio poprzedza tytułowy poemat, dla którego krótsze wiersze służą w istocie jako prolegomena. Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada daje syntezę doświadczeń poety w mozaice różnych dykcji i różnych rytmów wiersza i prozy, pełnych erudycyjnych aluzji i autobiograficznych odniesień, cytatów i kryptocytatów; wyznacza przełom twórczości Miłosza, dobroczynne przesilenie, które przezwycięża ból utraty, udrękę pamięci, skrupuły sumienia, poczucie klęski i rozpacz pustki. Składa się z siedmiu części; pierwsza, Posłuchanie, z nawiązaniem w tytule do Wielkiej Improwizacji (również do samotności Konrada), zakreśla uniwersalny horyzont poematu i otwiera różnorodne, synchroniczne perspektywy podmiotu lirycznego; przywołany też zostaje kontekst młodzieńczego katastrofizmu Miłosza, wizji apokalipsy; tym razem poeta przyjmuje rolę proroka, lecz proroka przeszłości, widzącego rzeczy minione, wciąż zresztą niepewny swego znaczenia i misji: ten leitmotiv własnego powołania przewija się konsekwentnie w całym utworze. Tu i w następnej części poematu, Pamiętniku naturalisty, powraca także znany już motyw języka jako niedostatecznego narzędzia, odtwarzającego świat (nawiązujący do poetyckiego sporu o uniwersalia z wiersza Sroczość). Druga część podsumowuje temat natury w twórczości poety, jej uczłowieczanie, zachwyt i podziw dla piękna i majestatu przyrody, a przy tym świadomość jej okrucieństwa oraz obcości, prowadzących do światopoglądu opartego na „bezobłocznym wizerunku Ruchu”; wskazana tu została kluczowa rola pamięci, nawet jeżeli „niewiernej”, to chroniącej przed poczuciem wykorzenienia i utraty, otwierającej drogę ucieczki z ulryjskiego klimatu (wspomnienie wskrzesza tu również dziecinne lektury książek przyrodniczych). Centrum poematu stanowi Lauda, część najbardziej epicka, najobszerniejsza i najbardziej hybrydyczna, w której poeta przypomina własny rodowód, wprowadza obszerne przypisy o historycznej Laudzie i Świętobrości, przytacza dokument z 1595 roku, wyciąg z litewskiej encyklopedii, inwentarz pałacu w Opitołokach, wiersz Teodora Bujnickiego, hasła z Nowego Korbuta i z leksykonu polskich filozofów, a w poetyckich fragmentach przywołuje swoją wileńską młodość. Tytuł oznacza litewską krainę i zarazem pieśń pochwalną, tutaj wysławiającą porządek bytu i codzienność, przez tradycję podniesioną do rytuału. Medytacja o dwudziestowiecznej historii i własnej tożsamości, również narodowej, dominuje w części czwartej, Nad miastami (z fragmentem wykładu uniwersyteckiego), i powraca w piątej, Małej pauzie, w której Miłosz podsumowuje własną twórczość: „A jeżeli powiedzą, że słyszałem tylko szum heraklitejskiej rzeki”, a także w kolejnej, w rozliczeniowym Oskarżycielu. Kończące poemat Dzwony w zimie zarysowują perspektywę przemiany, również przez dobroczynną pracę pamięci, zakończenie odwołuje się wprost do eschatologii Blake’a i Swedenborga – prowadząc już do rozważań Ziemi Ulro.

Bibliografia

Błoński J., Epifanie Miłosza, w: Miłosz jak świat, Kraków 1998.

Dudek J., „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada”. Europejskie korzenie poezji Miłosza, Kraków 1991.

Gorczyńska R. (Ewa Czarnecka), Rozmowa szesnasta – O tomie „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada”, w: Podróżny świata. Rozmowy z Czesławem Miłoszem. Komentarze, Kraków 1992.