Miasto bez imienia II
Agnieszka Kluba

Miasto bez imienia II
Agnieszka Kluba

Pochodzący z 1969 roku zbiór Miasto bez imienia stanowi całość wyjątkowo spójną i konsekwentnie zaplanowaną. Filozoficzne medytacje splatają się w nim w organiczny sposób z poetyckimi wizjami, mającymi nie tyle pełnić wobec tych refleksji rolę ilustracji, co dostarczać najistotniejszej, z punktu widzenia poety, treści. Zarówno w tytułowym cyklu, jak i w kolejnym Na trąbach i na cytrze – w pierwszym w wysiłku odtworzenia szczegółowego obrazu Wilna, w drugim w próbach uchwycenia krótkotrwałych, zmysłowych przejawów rzeczywistości – zmaga się poeta z problemem przemijalności, zawodności pamięci i niewystarczalności języka. Pomimo tych wszystkich ograniczeń z uporem rozwija Miłosz swoją poetycką ideę. Jej urzeczywistnienie wymaga od poety zastanowienia, czym jest język i poezja w ogóle, i jaki powinien być jego własny sposób pisania.

W tomie Miasto bez imienia rozważania na ten temat pojawiają się w dwóch głównych cyklach tomu oraz w licznych wierszach cyklu finalnego zatytułowanego Zapisane wczesnym rankiem mową niewiązaną (RadyZaklęcieArs poetica?Moja wierna mowo). I choć deklaruje Miłosz tęsknotę do „formy bardziej pojemnej, / która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą” (Ars poetica?), to poezji przypisuje jednak szczególną wartość, a siebie samego postrzega jako medium posłuszne jakiejś nadrzędnej instancji („dyktuje poezję daimonion”). Główne zadanie poety upatruje w podejmowaniu prób ocalenia w słowach kruchej materii – także materii języka: „Moja wierna mowo, / może to jednak ja muszę ciebie ratować. / Więc będę dalej stawiać przed tobą miseczki z kolorami / jasnymi i czystymi jeżeli to możliwe, / bo w nieszczęściu potrzebny jakiś ład czy piękno.” (Moja wierna mowo).

W tomie dominują trzy cykle. Tytułowy składa się z dwunastu zróżnicowanych stylistycznie części, w których zrytmizowane, zwarte wersy skontrastował poeta z długimi frazami, przypominającymi biblijne wersety, zaś dokładnym rymom przeciwstawił wiersz biały. W cyklu Miasto bez imienia tworzy poeta mit swojego miasta rodzinnego – Wilna. W mozaice elementów czerpanych zarówno z własnej, wileńskiej biografii (Sekcja Twórczości Oryginalnej Koła Polonistów, Klub Włóczęgów, bale studenckie, smorgońskie obwarzanki), jak i z wcześniejszych dziejów (filomaci, loże masońskie, Mickiewicz, Maryla Wereszczakówna), z rzadka jedynie uzupełnianych odwołaniami do realiów amerykańskich, utrwala Miłosz bardzo osobisty obraz Wilna i Wileńszczyzny. Gromadzeniu okruchów pamięci – indywidualnej i zbiorowej – oraz pieczołowitemu przepowiadaniu charakterystycznych nazw rekonstruowanego miejsca (Ponary, Jeziora Zielone, Wilia, Żejmiana, ulica Niemiecka, Góra Trzykszyska, Bekieszowa Góra) towarzyszy jednak poczucie daremności podejmowanych starań („Niewyrażone, nieopowiedziane. / Ale jak? / Ta krótkość życia, / lata coraz szybsze, / niepamiętanie, czy to było tej, czy tamtej jesieni.”) oraz świadomość braku wspólnoty, z którą można dzielić te wspomnienia („Może Anna i Dorcia Drużyno wezwały mnie z trzechsetnej mili Arizony, bo nikt prócz mnie już nie wie, że raz kiedyś żyły?”).

Motyw niewystarczalności języka, jego ograniczonej zdolności utrwalenia tego, co realne, stanowi główny temat ujętego w całości w biblijne wersety cyklu Na trąbach i na cytrze. I w nim przewija się nostalgiczny wątek („nazwy dla nikogo prócz mnie: Ginejty, Jaswojnie, Opitołoki”). Najwięcej miejsca poświęca jednak poeta innego rodzaju realności – zmysłowemu doświadczaniu świata. Na trąbach i na cytrze czytać można jako zapis ekstatycznego przeżywania rzeczywistości, w którym łapczywość doznań służyć ma odwróceniu uwagi od ich przemijania: „Mokre trawy żyznych dorzeczy odjęły mi czas i zmieniły wszystko w teraz bez początku i końca.” Momenty epifanicznej jedności ze światem („Na wielu brzegach równocześnie leżę z policzkiem na piasku / i słyszę jak bijąc w ekstatyczne bębny nadbiega ten sam ocean.”) i erotyczne uniesienia („Jamochłonne, z różowego pulsującego mięsa, kwiatozwierzę, / Z ogni i spadania ciał spiętych po parze czarną szpilką seksu”) nie pozwalają jednak uciec przed poczuciem upływu czasu („O godzinie kończącej się nocy zdumiewa to miejsce, ten czas, / wyznaczone przebudzeniu osobnego ciała.”). Właściwym celem Na trąbach i na cytrze okazuje się uchwycenie tego, co trwające, a przez uwięzienie w czasie nietrwałe, niepowtarzalne, raz jeden dane: „Opisywać chciałem ten, nie inny, kosz warzywa z położoną w poprzek rudowłosą lalką poru. / I pończochę na poręczy krzesła, suknię zmiętą tak, a nie inaczej./ Opisywać chciałem ją, nie inną, śpi na brzuchu upewniana ciepłem jego nogi./ Także kota na jedynej w świecie wieży, jak układa mrucząc wielkie dzieło”.

Filozoficzny sens tych medytacji splata się w refleksji poety z namysłem nad ograniczeniami języka („Z otchłani dla nie ochrzczonych młodzianków i dusz zwierzęcych niech wyjdzie martwy lis i zaświadczy przeciw językowi. (…) / Nie ogólny, pełnomocnik idei lisa w płaszczu podbitym uniwersaliami.”) i nad estetyzującymi tendencjami poezji („brokat stylu [k]tóry (…) nie zna poszczególnych wypadków”). Takiemu sposobowi mówienia usiłuje Miłosz przeciwstawić „formę bardziej pojemną, / która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą” z wiersza Ars poetica? z trzeciego cyklu Zapisane wczesnym rankiem mową niewiązaną. Dwuznaczność tytułu Ars poetica? znajduje potwierdzenie w ambiwalencji, z jaką wypowiada się w tym utworze Miłosz o poezji, nazywając ją „czymś nieprzystojnym”, a jednocześnie przydając jej status czynności wzniosłej, której oddawać się wolno „rzadko i niechętnie, / (…) z nadzieją, że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument”.

Dlatego w Radach z tego samego cyklu przestrzega młodych poetów przed uleganiem pokusie poetyckiego nihilizmu, rejestrującego wyłącznie negatywny obraz świata. Dostrzegając ryzyko postawy przeciwnej – eskapistycznej i idealizującej – odnawia Miłosz zarazem dawny dylemat, po raz pierwszy sformułowany w dobitny sposób w tomie Ocalenie. Tym razem jednak wskazuje rozwiązanie: „Jest bardzo dużo śmierci i dlatego tkliwość / dla warkoczy, spódnic kolorowych na wietrze, / łódeczek papierowych nie trwalszych niż my sami…” Metonimiczna składnia Miłosza skrywa drugie – poza afirmacyjnym umiłowaniem szczegółu – przeznaczenie: staje się poetyckim rytuałem przygotowującym urzeczywistnienie idei apokatastasis, wiary w powtórzenie się całego dzieła stworzenia w najdrobniejszych szczegółach (koncepcji rozwiniętej przez poetę w Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada oraz w Ziemi Ulro).

W swoimi projekcie ocalenia w słowach specjalne miejsce rezerwuje Miłosz dla polszczyzny: „Moja wierna mowo, / służyłem tobie. (…) Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej. / Myślałem że będziesz także pośredniczką / pomiędzy mną i dobrymi ludźmi, (…) może to jednak ja muszę ciebie ratować.” (Moja wierna mowo). W całym zbiorze Miasto bez imienia brzmi mocno ton eschatologiczno-wanitatywny spleciony z demistyfikacją uroszczeń własnego „ja” („Już za chwilę tam będę z nimi, w tańcu wójtów, kurtyzan królów (…). (…) aż jestem tutaj, nie ja, przed jamą splątanych kości.”; „Chciałem, być sędzią ale ci, których nazywałem oni, zmienili się we mnie.” (Na trąbach i na cytrze), zapowiadający problematykę podjętą przez Miłosza później m.in. w Traktacie teologicznym.

Spis treści:

Miasto bez imienia:
Kiedy księżyc
Veni Creator
Okno
Słowa

Na trąbach i na cytrze:
Jak było
W drodze
Kronika
Jakże znosiłeś
Na brzegu
Ktokolwiek
Biel
Źródło
Twierdzenie i odpowiedź
Im więcej

Zapisane wczesnym rankiem mową niezwiązaną:
Rady
Zaklęcie
Ars poetica?
Twój głos
Wyższe argumenty na rzecz dyscypliny zaczerpnięte z przemówienia na radzie powszechnego państwa roku 2068
Wyspa
Kiedy byłem mały
Sposób
Moja wierna mowo

Bibliografia

Bieńkowska E., Legenda o Mieście Młodości,w: W ogrodzie ziemskim. Książka o Miłoszu, Warszawa 2004.

Błoński J., Epifanie Miłosza, „Teksty” nr 4-5/1981, [przedr. w:] Miłosz jak świat, Kraków 1998.

Czaykowski B., Lethe i Mneme, „Wiadomości”, nr 43/1970.

Fiut A., Pod znakiem nienasycenia,w: Moment wieczny: poezja Czesława Miłosza, Paryż 1987.

Gorczyńska R., Podróżny świata. Rozmowy z Czesławem Miłoszem. Komentarze, Kraków 1992.

Ligęza W., Miasta ocalone,w: Jerozolima i Babilon. Miasta poetów emigracyjnych, Kraków 1998.