Miejsca
Agnieszka Kluba

Miejsca
Agnieszka Kluba

Warszawa

Marszałkowska 17, adres poety, fot. 1939.

Miasto rodzinne Lesmanów, w którym poeta spędził kilka lat życia po urodzeniu, zanim nie zamieszkał w Kijowie. Do Warszawy wracał zawsze z licznych podróży i pobytów w innych miastach; warszawskie adresy Leśmiana to Wspólna 19, Nowy Świat 37, Kopernika 11, Marszałkowska 148 i Marszałkowska 17.

Nie jest pewne, w którym roku mały Bolesław opuścił Warszawę. Także inne pytania pozostają bez odpowiedzi: kiedy jego ojciec otrzymał posadę dyrektora kasy emerytalnej przy Dyrekcji Południowo-Zachodniej Kolei Żelaznej w Kijowie? czy stało się to już w 1879 roku, jak twierdzą niektórzy badacze, czy też kilka lat później w 1887 roku, po śmierci żony, Emmy z Sunderlandów, która pozostała w Warszawie, gdzie zmarła 1 sierpnia tego roku? A może dzieci nie towarzyszyły ojcu w przeprowadzce od początku? Na pewno jednak wiadomo, że w styczniu 1887 roku poeta wraz ojcem i bratem przyjął chrzest w warszawskiej Katedrze św. Jana. Kolejne lata miał spędzić w Kijowie; do Warszawy zaczął przyjeżdżać pod koniec lat 90., powrócił na dobre jako młody poeta po ukończeniu studiów w 1901 roku. Po przyjeździe rozwinął nawiązane wcześniej kontakty literackie, przede wszystkim z Miriamem (Zenonem Przesmyckim) i jego powstającą właśnie „Chimerą”. Podjął też pracę jako pomocnik radcy prawnego Kolei Nadwislańskiej. W Warszawie poznał kuzynkę, Celinę Sunderlandównę, przyszłą malarkę. W 1903 roku, po wyjeździe Celiny do Paryża, Leśmian przez Wiedeń, Salzburg i Monachium podążył za nią. Do Warszawy wrócił po trzech latach, z żoną Zofią i córką Marią Ludwiką. W Warszawie w 1908 roku przyszła na świat kolejna córka poety, Wanda, zwana Dunią.

Lata 1906-1911 to czas intensywnej pracy twórczej i dojrzewania poglądów estetycznych Leśmiana. Poeta współpracuje z licznymi czasopismami polskimi i rosyjskimi, chłonie artystyczny ferment warszawskich kawiarni. W jednej z nich, Udziałowej, mieszczącej się u zbiegu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu narodziła się koncepcja Teatru Artystycznego. Poeta zaangażował się w powstanie nowej warszawskiej sceny teatralnej jako jej główny teoretyk. Jednak realizacja tej idei nie w pełni zadowoliła Leśmiana. W 1911 roku ponownie wyruszył wraz z całą rodziną do Paryża.

W Warszawie spędzili Leśmanowie pierwsze dwa lata I wojny światowej, w 1916 roku przenieśli się do Łodzi, gdzie poeta przez jeden sezon pracował jako kierownik literacki Teatru Polskiego. W 1918 roku sprawował funkcję pomocnika adwokata przysięgłego, jednak już we wrześniu objął urząd w Hrubieszowie. W późniejszych latach, jako notariusz hrubieszowski i zamojski, bywał w Warszawie częstym gościem, a w czasie ofensywy bolszewickiej w 1920 roku przystąpił wraz z innymi artystami do ulokowanego w stolicy Centralnego Komitetu Propagandy, powołanego dla wzmocnienia patriotycznego ducha w społeczeństwie. Od roku 1933 uczestniczył regularnie w obradach Polskiej Akademii Literatury. Trzykrotnie, w 1920, 1933 oraz w 1935 roku starał się o notariat w stolicy. Po ostatnim niepowodzeniu przeprowadził się do Warszawy na stałe, jak się miało okazać, na ostatnie dwa lata życia.

Kijów

Budynek Gimnazjum Klasycznego na Bulwarze Bibikowskim w Kijowie, fot. ok. 1875

Miasto dzieciństwa i młodości, tu w latach 1886-1896 Bolesław uczęszczał do rosyjskiego gimnazjum klasycznego, podczas gdy w domu o edukację małych Leśmianów w zakresie historii, języka i literatury polskiej dbała druga żona ojca, Helena Dobrowolska.

Dzięki macosze mały Bolesław bywał od małego w domach i dworach polskich rozsianych na Ukrainie, poznawał też przyrodę i pejzaż ukraiński, których wspomnienia ukształtowały jego wyobraźnię poetycką.

Ta niepojętość zieloności to Ukraina, gdzie się wychowałem (…) Humańszczyzna i Białocerkiewszczyzna, Zofiówka i Szamrajówka. Były tam lasy Branickich, ach drogi panie, co za lasy. Leśniczy, zwany stryjem Agatonem, hodował w głębi puszczy krzewy najpiękniejszych róż, których zapach mieszał się z wonią żywicy. (…) Dziwni byli ludzie na tej Ukrainie, równie dziwni jaki zieleń tamtejsza. (Dialogi akademickie – w niepojętej zieloności. Rozmowa z Bolesławem Leśmianem, wywiad przeprowadził Edward Boyé, „Pion” 1934)

W gimnazjum zaczął pisać poezje, a dzięki pośrednictwu kuzyna (wnuka Antoniego Eisenbauma), poety Antoniego Langego (1862-1929), nawiązał kontakt z polskimi czasopismami literackimi. W 1897 roku zdobył wyróżnienie w konkursie krakowskiego „Życia” za sonet. Nadal jednak pozostawał w Kijowie. Już jako uczeń wymykał się na wykłady do budynku Uniwersytetu Kijowskiego usytuowanego naprzeciw gimnazjum. Nic więc dziwnego, że w 1896 roku podjął studia na Wydziale Historyczno-Filologicznym. Wkrótce jednak wskutek perswazji ojca przeniósł się na prawo. Był dobrym studentem, ale jego pasją nie przestawała być literatura. Z okazji setnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza, przypadającej na rok 1898, nielegalnie przygotował wraz z kolegami z Towarzystwa Literacko-Artystycznego wieczór poświęcony narodowemu wieszczowi; recytował wówczas przejmująco wiersze Mickiewicza. Brał również udział w młodzieżowych demonstracjach antycarskich, m. in. przeciw relegowaniu studentów z Uniwersytetu Kijowskiego. Uniknął represji, jednak uczestnictwo w kolejnych wystąpieniach organizowanych przeciw restrykcjom władz wobec uczelni wyższych omalże przypłacił wywiezieniem na Sybir; ostatecznie karę zamieniono na miesięczny areszt. Nie zniechęciło go to do dalszego sprzeciwiania się rusyfikacji: uczestniczył w tajnych wieczorach artystycznych organizacji „Oświata” i był współzałożycielem konspiracyjnego stowarzyszenia młodzieży akademickiej „Polonia”. Kijów opuścił w 1901 roku.

Monachium

Poeta spędził tu około czterech miesięcy roku 1903, robiąc przystanek w podróży do Francji. Zachwyciła go secesyjna architektura i… wystawa obrazów Claude’a Moneta. W Bawarii odkrył rower, na którym odbywał liczne przejażdżki.

Staję się powoli cyklistą, nie dlatego, abym cykle tworzył, lecz dlatego, ze sprawiam sobie wkrótce dwukołowy samoruch. Idea samoruchów tak mi się podoba, że chętnie bym Was i Lemana [tj. Jana Lemańskiego, poetę] na nich ujrzał, do Monachium jadących. Co do mnie, gdy wyruszę z Monachium, to wyruszę rowerem do Włoch lub Paryża. Szosy są tu tak doskonałe, że wskroś gór się rowerem przejeżdża po równej jak deska drodze. (Z listu do Miriama, 1903)

Paryż

Stolica Francji dwukrotnie stała się na dłużej domem poety. Po raz pierwszy w latach 1903-1906, później pomiędzy 1911 a 1912 rokiem. W czasie pierwszego pobytu poeta wiódł w Paryżu bardzo skromne życie, otrzymując od czasu do czasu wsparcie Miriama, które i tak nie uchroniło go od ubóstwa i głodu. Z pomocą przyszedł też Wacław Berent. „Berentus się mną opiekuje jak może. Sprawił mi ubranie, lakierki i kapelusz”, pisał Leśmian do Miriama.

Mimo nędzy, Leśmian nie ustawał w pracy. Oddawał się studiowaniu literatury francuskiej, nauce języka i nawiązywaniu literackich kontaktów. Poznał wiele osobistości artystycznego Paryża, a dzięki znajomości z Konstantinem Balmontem (1867-1942) zaprzyjaźnił się ze środowiskiem rosyjskich symbolistów. W 1904 roku poznał Zofię Chylińską, uczennicę Wojciecha Gersona i koleżankę Celiny z paryskiej pracowni Rodolphe’a Juliana. Oczarowany, zaproponował jej wspólny wyjazd do Bretanii. Po powrocie zdecydowali się pobrać.

Kochany Panie Zenonie! (…) Po tym wstępie (…) – kilka słów o moim osobistym życiu, do którego przyznać się Wam chcę i muszę. Nie chwyćcie się tylko za głowę. Ożeniłem się!! Zachowajcie do czasu zupełną tajemnicę, do czasu, bo jeśli nie tajemnica, formalność ślubna jest wielka doczesnością. Możecie więc sobie wyobrazić, w jakich się znalazłem warunkach materialnych. Chorowałem z głodu tak, żem niemal nie zginął. (…) Co ze mną będzie: nie wiem. Może wkrótce wrócę do Warszawy, może zginę albo i nie zginę w Paryżu (…). (Z listu do Miriama, 1905)

Mimo wzmagających się nastrojów rewolucyjnych Leśmian zwlekał z wyjazdem, pracował twórczo (pisze m.in. Oddaleńców) i nawiązywał kontakty, m.in. z Antonim Potockim, wydawcą paryskiej „Sztuki”. Ostatecznie jednak pod koniec roku 1906 Leśmian wraz z rodziną wrócił do Warszawy.
Drugi pobyt paryski w latach 1911-1912 zaowocował ostatecznym skomponowaniem debiutanckiego tomu poetyckiego, zbiorem opowieści arabskich Klechdy sezamowe oraz Przygodami Sindbada Żeglarza. Również dla Zofii był to okres wytężonej pracy malarskiej, który zakończył się sukcesem jej akwarel na paryskim Salonie Jesiennym w 1913 roku. Pod koniec 1912 roku na wieść o śmierci ojca Leśmian wyjechał do Warszawy.

Concarneau (Bretania)

„Jest tu po prostu czarodziejsko. Taniość bajeczna” wyznawał Miriamowi. Zofia i Bolesław przebywali w bretońskim miasteczku rybackim dwukrotnie, we wrześniu 1904 roku oraz przez ponad dwa miesiące roku kolejnego. Pod koniec drugiego pobytu w Concarneau na świat przyszła ich pierwsza córka, Maria Ludwika.

Alassio (Włochy)

Nie jest pewne, kiedy dokładnie przebywali Leśmianowie w tym malowniczym miasteczku włoskiej Riwiery, najprawdopodobniej w 1912 roku, być może również w roku następnym. Wiele wskazuje, iż tam właśnie powstała część Klechd polskich. Jak ważne było dla poety to miejsce nad Zatoką Genueńską świadczy powrót do Alassio po latach w 1925 roku.

La Bocca (Prowansja)

„Tak wonnego powietrza jeszczem nigdy nie zaznał. Ma się wrażenie, iż się kwiaty co chwila oddechem pochłania. (…) Nigdy jeszcze tak czarodziejskiego zakątka nie widziałem” – pisał poeta w liście do Miriama w 1914 roku. Pobyt w tej położonej opodal Cannes miejscowości planowany na dłużej skrócił wybuch wojny. W La Bocca poeta ukończył pracę nad Klechdami polskimi i napisał Skrzypka opętanego.

Iłża

Od założenia wytwórni fajansu w1823 roku gniazdo rodzinne Sunderlandów. Po pożarze fabryki w 1903 roku jej budynek, dawny spichlerz biskupów krakowskich, przerobiono na dom mieszkalny. Leśmian wielokrotnie odwiedzał dom prowadzony przez ciotkę Gustawę (siostrę ojca). Uwielbiał atmosferę tego miejsca. W 1902 roku z Celiną, córką Gustawy, spacerował nad rozlewiskami rzeki Iłżanki. W piętnaście lat później rozkwitła tu również miłość do Dory. Świadectwem wybuchu tego uczucia jest cykl erotyków W malinowym chruśniaku, upamiętniający nie tylko namiętność kochanków, ale także malinowy gaj rosnący wówczas u stóp iłżeckiego XIV wiecznego zamku.

Hrubieszów

Nieistniejący dziś dom przy ul. Kilińskiego, w którym poeta mieszkał podczas pobytu w Hrubieszowie, fot. przed 1939.

Tuż przed odzyskaniem Polski niepodległości Leśmian uzyskuje nominację na notariusza i jako Bolesław Lesman podejmuje pracę w Wydziale Hipotecznym hrubieszowskiego Sądu Pokoju.

Przez pierwsze pół roku, może osiem miesięcy swego pobytu w Hrubieszowie Leśmian (…) mieszkał (…) u mojego teścia, zajmując narożny, jasny pokój od frontu. Bardzo się zaprzyjaźnił z teściem. (…) kiedyś (…) rosły [w przydomowym ogrodzie] ogromne stare wierzby. Leśmian lubił pod nimi siedzieć – nawet jak teść opowiadał – rozmawiał z nimi, opowiadał coś tym wierzbom, co teściowi wydawało się dosyć dziwne. (Ze wspomnień Stefanii Zin, mieszkanki Hrubieszowa, matki Wiktora Zina)

Jednak już w 1919 roku skarżył się do Miriama: „wilgotne i malaryczne powietrze Hrubieszowa wpływa wprost rujnująco na moje płuca”. Kiedy tylko nadarza się sposobność, Leśmian wyrywa się do Warszawy, gdzie zatrzymuje się u Dory.

Zamość

Dom Centralny w Zamościu, gdzie na I piętrze w latach 1922-1935 mieszkała rodzina Leśmianów, fot. lata 20. XX w.

W 1922 roku poeta otrzymał posadę notariusza powiatowego w Zamościu. W następnym roku – rejenta przy Wydziale Hipotecznym Sądu Okręgowego. Leśmianowie zamieszkali w tzw. Domu Centralnym, najbardziej eleganckiej w owym czasie kamienicy w mieście. Drugi notariat pozwolił Leśmianowi osiągnąć wysoki poziom życia, dzięki którym poeta wznowił podróże.

Leśmian urzędował w kancelarii na parterze, prezes [Sądu Okręgowego, Romuald Jaśkiewicz] piętro wyżej. Codziennie rejent przychodził do pana Jaśkiewicza (…), zawsze pełen dowcipu, chociaż dowcip nie przejawiał się na twarzy. (…) Nie wyróżniał się elegancją, był za to bardzo elegancki w słowie. Z prezesem ciągle rozmawiał, często słyszałem śmiechy i chichot Leśmiana – właściwie były to kaskady śmiechu. Lubił ploteczki. Wieczorami przynosił prezesowie francuskie gazety, czytał, ogromnie się wtedy zaśmiewali. (Wspomnienie Hieronima Wąska, sekretarza Sadu Okręgowego w Zamościu)

Szkolny Ogród Przyrodniczy w Zamościu

Wrażliwy i głęboki, miał subtelny dowcip i lubił humor. Ale nade wszystko kochał przyrodę. (…) Widzę go do dziś, jak siedzi wśród kwiatów zapatrzony. (…) Okolice Zamościa są płaskie i podmokłe, ale cóż za wspaniałe kwitnące łąki: białe, różowe, żółte, fioletowe o bujnej zieleni traw. Całe miasteczko przenika upojny zapach siana. (…) Jest malowniczy park miejski i uroczy zakątek, Szkolny Ogród Przyrodniczy, jak brzmi jego oficjalna nazwa, bo my wszyscy w skrócie nazywamy go ogrodem botanicznym, z kwitnącymi alejami róż, lilii, z bardzo szczególną roślinnością. (…) Już od wczesnej wiosny można [tam] było, prawie w każde popołudnie, zastać Leśmiana. Przebywał tam całymi godzinami zatopiony w kontemplacji przyrody. (…) Lubi[ł] przesiadywać wśród kwiatów, obok skromnego alpinarium, albo powolnym krokiem, przystając niemal przed każdą roślinką, przechadzać się po całym ogrodzie. A było na co patrzeć. Blisko 300 gatunków roślin uprawiano na jego terenie, czasami dość egzotycznych, ale przeważnie swojskich, zwykłych, niemniej pięknych. Klatek że zwierzętami Leśmian raczej unikał, wolał kwiaty. (Maria Strzeszewska, Spotkanie młodości z prawdziwą poezją)

Szkolny Ogród Przyrodniczy, zwany przez mieszkańców Zamościa zoologicznym lub botanicznym, był dla poety miejscem, gdzie obserwacje przyrody i medytacji filozoficzne stapiały się w jedno:

W jednym z naszych prowincjonalnych ogrodów zoologicznych widziałem bociany, które chodziły na wolności nie zdradzając żadnej chęci odlotu. Zdawało mi się, że trzyma je w obrębie ogrodu instynktowne i trzeźwe przywiązanie do tego kawałka ziemi, gdzie mają swój dom – pokarm i opiekę – przywiązanie do wygód życia codziennego. Myliłem się jednak… Dozorca mi wytłumaczył, że w celu przykucia ich do miejsca podcina im nożycami owe lotki, których brak, niewidoczny dla oka, uniemożliwia ptakom korzystanie ze skrzydeł. Przypominają sobie chwilami swoją wrodzoną skrzydlatość i z nagłą wiarą w siebie zrywają się do upragnionego i należnego im lotu – ale nadaremnie! Machają tylko na miejscu skrzydłami, lecz już odlecieć nie mogą. Uwięziono je w ogrodzie w sposób tak na pozór skrzydlaty i pełen pozornej swobody, że – trudno zgadnąć od pierwszego wejrzenia bolesną tajemnicę ich przyziemnego trwania – ich ruchliwego, a jednak więziennego zawieruszenia się w zaklętym kole ogrodu zoologicznego. Albo się jest ptakiem – albo się nim nie jest! Nie ma ptaków połowicznych! Skrzydło niecałkowite przestaje być skrzydłem. Albo słowo się wyzwala z pęt pojęciowych. albo dobrowolnie wdziewa te pęta. (Bolesław Leśmian, Z rozmyślań o poezji 1937)

Niestety pobyt w Zamościu nie okazał się szczęśliwy: w 1927 roku miało miejsce włamanie do kasy notarialnej, a w 1929 roku wyszło na jaw, że finanse kancelarii pozostają w opłakanym stanie z powodu defraudacji dokonanej przez zastępcę Leśmiana. Na poecie zaciążył ogromny dług. Leśmian uzyskał zgodę na ratalną spłatę. Choć Zamość odpowiadał mu bardziej niż Hrubieszów, Leśmian nie ustawał w staraniach o przeniesienie do Warszawy i nie przestawał do stolicy jeździć. Od 1933 roku dodatkowym powodem wyjazdów było powołanie poety w skład Polskiej Akademii Literatury.