Rękopisy w Harry Ransom Center
Dariusz Pachocki, Katolicki Uniwersytet Lubelski

Rękopisy w Harry Ransom Center
Dariusz Pachocki, Katolicki Uniwersytet Lubelski

Rękopisy Bolesława Leśmiana cudem ocalone z płonącej Warszawy przebyły długą i dramtyczną drogę przez trzy kontynenty, by ostatecznie trafić do Harry Ransom Center w USA. Przez wiele lat mieliśmy dość ograniczoną wiedzę na temat tej peregrynacji. Na szczęście czas ujawnił dokumenty, dzięki którym możemy dokonać rekonstrukcji zdarzeń sprzed ponad siedemdziesięciu lat. Pierwsze informacje o rękopisach Leśmiana, które są przechowywane za oceanem dotarły w połowie lat 80. Wtedy to amerykańska badaczka polskiego pochodzenia Rochelle Stone opublikowała dużą część ocalonych archiwaliów. Po niej także inni badacze w swoich pracach odnosili się do tej kwestii. Swoją wiedzę czerpali najczęściej ze wspomnień córki Leśmiana, Marii Ludwiki Mazurowej, która po dwóch dekadach dosyć precyzyjnie odtworzyła traumatyczne przeżycia:

 

„(…) parę felietonów, niedokończone poematy podzieliły los swoich właścicielek – powędrowały z nami do obozu koncentracyjnego Mauthausen – skąd przez obozy pracy dotarły na drugą półkulę. Pamiętam jak je niosłam. Ledwo żywa, z okropnym bólem serca, po trzech dniach i trzech nocach jazdy w zaplombowanym pociągu. Otoczyli nas żołnierze z pochodniami. W blasku tych płonących pochodni, od których poszarpanych, ognistych płomieni odbijała się czerń nocy, pięłyśmy się z matką pod górę, z trudem dźwigając drogocenny tobołek. Było to w sierpniu 1944 roku”[1].

 

W przywoływanych tu wspomnieniach starszej córki poety pojawia się niezmiernie istotna informacja. Okazuje się bowiem, że cała zachowana spuścizna Leśmiana została podzielona na dwie części. Z trawionej ogniem, powstańczej Warszawy zostały wyniesione niepublikowane prace poety. Natomiast cała reszta, wraz z obrazami Zofii Chylińskiej, żony Leśmiana, oraz innymi rodzinnymi pamiątkami została zdeponowana w jednej z piwnic:

 

„Bruliony w czarnej, ceratowej okładce. Zaginione rękopisy. Nie udało nam się uratować wszystkich i wynieść z płonącego domu. Matka osłabła z rozpaczy. Nie była w stanie listka podnieść z ziemi. Przecież płonęła Warszawa. A mimo to przeniosłam pękatą walizkę na Rakowiecką, do jeszcze nietkniętego ogniem domu. Stał naprzeciwko zaimprowizowanej przez Niemców twierdzy. Tam, na parterze, mieszkała nasza znajoma. Nazywała się Czarnocka. Umieściłyśmy rękopisy w jej piwnicy (…). Były to już wydane utwory. Wiele z nich datowało się z czasów paryskich, bo przecież tam częściowo powstawał Sad rozstajny[2].

 

Kamienica, o której mowa była w przeszłości obiektem poszukiwań. Jacek Trznadel czynił usilne starania, by schowane tam dobra odnaleźć. Próbował także zainteresować tą sprawa stołeczne władze. Ponadto korespondował z żoną poety, która upoważniła go do wydobycia i zabezpieczenia rękopisów i obrazów. Niestety, bezcennego dla polskiej kultury depozytu do dziś nie odnaleziono.

Zachowało się niezwykle mało materiałów, które dokumentowałyby losy rodziny po wyjściu z Warszawy. Pewne jest to, że żona i starsza córka Leśmiana trafiły najpierw do obozu przejściowego w Pruszkowie, a stamtąd do austriackiego obozu Mauthausen (na 20 dni). Zanim zostały tam umieszczone, cenne pamiątki zdążyły zdeponować u wójta okolicznej wioski. Z Mauthausen zostały przetransportowane do Rorbach, a następnie „obozu pracy Stadl-Paura pod Lambach”[3], gdzie pracowały w fabryce nici. W kategoriach cudu należy chyba rozpatrywać fakt, iż przed tym wszystkim zdołały odzyskać bezcenny depozyt[4]. Po dziewięciu miesiącach w obozie pracy rodzina Leśmiana doczekała się wyzwolenia. Maria, razem z matką, pojechała do Włoch, by stamtąd udać się do Londynu. Mieszkała tam młodsza córka Leśmiana Wanda, która tuż przed wybuchem wojny wyszła za mąż za brytyjskiego dziennikarza Denisa Hillsa. Zofia Chylińska-Leśmianowa po scaleniu rodziny, która powiększyła się o wnuczkę Leśmiana – Gillian, miała nadzieję na nowy początek. Niestety, dość szybko zaczęły pojawiać się nieporozumienia, w wyniku których Zofia (wraz ze starszą córką) postanowiła opuścić dom Wandy. Domyślając się, iż w okupowanej przez sowietów Polsce nie ma dla nich przyszłości zdecydowały się na emigrację do Argentyny. Jednak rozłąka nie trwała długo. Po kilku miesiącach wróciły do Londynu. Fakt, że wyjazd doszedł do skutku potwierdziła wnuczka Leśmiana – Gillian Hills Young”[5]. Najprawdopodobniej podczas drugiego pobytu na wyspach żona Leśmiana porozumiała się z katolickim wydawnictwem „Veritas”, które w 1956 roku opublikowało część ocalonych archiwaliów (Klechdy polskie). Niestety, książka to jedyne, co po nich pozostało. Nie zachowały się żadne dokumenty, które mogłyby wskazywać jakie były dalsze losy tych materiałów i gdzie się obecnie znajdują.

Czas pobytu w Londynie szybko dobiegł końca i trzeba było wracać do Argentyny, a życie na innym kontynencie, w nowym, obcym kraju odbiegało od wyobrażeń emigrantek. Maria Ludwika pisała do rodziny:

 

„Wiosna ma się ku końcowi, nieznane egzotyczne drzewa kwitną, ptaki egzotyczne śpiewają, a dość często pada deszcz i bywa chłodno. O pracę trudno (uczciwą), za to raj dla prostytutek. Roślinność niesłychanie bujna, drzewa zasypane kwiatami. Miasto olbrzymie, ulice ciągną się często po kilkanaście kilometrów (…). My mieszkamy 1 g. 15 m. od centrum”[6].

 

Aklimatyzacja nie była łatwa – na każdym polu piętrzyły się trudności. Sytuacja kobiet nieznacznie się poprawiła, gdy starsza córka Leśmiana poznała malarza Alojzego Mazura, który został jej mężem. Swych malarskich pasji nie wyrzekła się także Zofia Leśmianowa, choć musiała przystosować technikę do nowych okoliczności. Trudności w zdobywaniu farb dobrej jakości zmusiły ja do porzucenia malarstwa olejnego na rzecz tempery. Malarstwo było zapewne formą ucieczki od coraz bardziej przygnębiającej rzeczywistości. Pogłębiające się kłopoty finansowe nie sprzyjały rozwojowi pracy twórczej. Niestety, utrzymanie się sprawiało rodzinie coraz więcej trudności. Przyszedł czas na rozstanie się z jedyną pamiątką z przeszłości, jaką posiadały – rękopisami Bolesława Leśmiana. Archiwalia przeszły całą emigracyjną tułaczkę razem z rodziną poety, a teraz – ze względu na klimat – były w coraz gorszym stanie. Wyzbycie się ich było krokiem desperackim, lecz miał on uchronić je przed kompletnym zniszczeniem, a rodzinie Leśmiana pomóc przeczekać zły czas. W sprawę zakupu rękopisów włączył się Jacek Trznadel, który pracował nad zbiorowym wydaniem dzieł poety. Żona i córka Leśmiana przedstawiły mu swoje stanowisko w liście z 18 marca 1959 roku:

 

„Po długich obliczeniach, według tego jak stoi u nas w Buenos dolar w tym momencie, oszacowałam nie wydane rękopisy na wysokość 500 dolarów. Nie można porównywać ceny sprzedawanych jednorazowo rękopisów z ceną wydawanej książki, której wydanie powtarza się. Gdybym chciała obliczyć wedle ceny Klechd polskich byłaby wyższa. Rękopisy mojego ojca mają bardzo wysoką wartość, tego jeszcze współcześni nie rozumieją”[7].

 

Niecały miesiąc później – w liście z 11 kwietnia 1959 roku – córka poety zawiadomiła Trznadla, że nie są w stanie sprzedać rękopisów za 500 dolarów. Powodem jest dewaluacja pieniądza: „za tę sumę nic nie można kupić, nawet zapłacić odstępnego gospodarzowi za wynajęcie mieszkania, co się tu praktykuje”[8]. Nowa cena wynosiła 1000 dolarów. Na taką kwotę rękopisy poety wycenili „tutejsi literaci”. Sytuacja materialna żony i córki Leśmiana musiała być jednak katastrofalna, gdyż na początku czerwca wysłały jeden po drugim dwa listy, w których informowały, iż zgadzają się na 500 dolarów. Pisały, że bardzo im zależy na sprawnym przeprowadzeniu transakcji, która wciąż nie mogła dojść do skutku. Z kolejnych listów do Trznadla wynika, iż sytuacja przedstawiała się coraz gorzej:

 

„Obie z córką jesteśmy stale krzywdzone przez wydawnictwa polskie, które gospodarują w spuściźnie pisarskiej Leśmiana jak chcą, nie troszcząc się zupełnie o płacenie honorarium. (…) Ja mam lat 74 i nie zarabiam. Córka moja, Maria Ludwika Mazurowa, jest w okresie obecnego kryzysu od dawna bez pracy, zięć zarabia minimalnie”. (Buenos Aires, 30 XII 1959)”[9].

 

Niestety, porozumienia ostatecznie nie osiągnięto. Tym samym szansa powrotu rękopisów Leśmiana do Polski – jak się miało później okazać – już na zawsze została zaprzepaszczona.

Bardzo ważną rolę w tej historii spełnił nowojorski antykwariusz Aleksander Janta-Połczyński. W połowie lat 60. pojechał on do Ameryki Południowej z cyklem wykładów. Zainicjował je w Brazylii, gdzie odbywał się wówczas międzynarodowy zjazd PEN-Clubu. Był tam delegatem ośrodka jednoczącego pisarzy tworzących na emigracji. Następnie przez Ekwador i Chile trafił do Argentyny, gdzie spotkał się z żoną i córką Leśmiana. W efekcie tego spotkania Janta obiecał pomoc w znalezieniu instytucji, która odkupiłaby rękopisy oraz w odpowiedni sposób je zabezpieczyła. Do tej ważkiej sprawy podszedł profesjonalnie i rzeczowo. Pomimo braku kompletnej wiedzy na temat stanu zachowania oraz objętości rękopisów Aleksander Janta rozpoczął konkretne działania. Sprawnie przygotował i wysłał trzy krótkie noty o niemal identycznej treści: „Szukam nabywcy na niewydane rękopisy Leśmiana. Jest między nimi scenariusz baletu pt. Skrzypek opętany i niedokończony poemat, ostatni jaki pisał. Czy w granicach od 2 do 3 tysięcy dolarów (tyle chce córka) widzi Pan szanse nabycia ich do zbiorów Harvardu? Jestem w korespondencji z p. Mazurową i chciałbym tę sprawę w jakiś sposób rozwiązać. Proszę o ewentualną ofertę albo o sugestie”.

Adresatami tych pism byli: Wiktor Weintraub, Czesław Miłosz oraz Tymon Terlecki. Każdy z nich związany był z poważnym ośrodkiem naukowym, który mógł być zainteresowany nabyciem cennych manuskryptów. Jak się później okazało, wymiana listów i uprzejmości nie przyniosła efektu w postaci zakupu rękopisów Leśmiana do zbiorów Biblioteki Harvardu. Dynamiki nabierała natomiast korespondencja pomiędzy córką Leśmiana a Jantą. W liście z 4 lipca 1966 roku Maria Ludwika Mazurowa zdawała relację z dokładnej zawartości zespołu manuskryptów:

 

„Serdecznie dziękuję za zajęcie się sprawą rękopisów. Serce mnie tylko boli, że te wspaniałe utwory mogą nie ujrzeć dziennego światła. Zwłaszcza balet, który prosi się wprost o wystawienie.

  1. Balet skrzypek opętany. Baśń mimiczna w trzech przewidzeniach, stron 142 (balet).
  2. Pierrot i Kolobmina, balet w innej oprawie, treść Skrzypka opętanego, stron 71 i spis osób.
  3. Akt III Bajki o złotym grzebyku pod pseudonimem Jan Łubin, stron 52.
  4. Poemat niedokończony Zdziczenie obyczajów pośmiertnych, 85 stron.
  5. Nimfa i Faun, proza, ballada, brak 3 stron – początku, stron 23 zamiast 26.
  6. Życie snem intermedja Rybałtowskie – felieton naszykowany do druku, stron 15 – pod pseudonimem Felicjan Kostrzycki.
  7. Kołysanka, proza, strony pojedyncze: 1 – i 1[10]– 27 – 31.

Dwie luźne kartki notatek”.

 

Aleksander Janta stawiał swe pytania w sposób bardzo przemyślany. Dzięki temu, że odpowiedzi nie były lakoniczne, dowiadujemy się wielu szczegółów nie tylko na temat samych rękopisów i ich powojennych losów. Niezwykle cenne są informacje biograficzne dotyczące Leśmiana czy powojennych wędrówek jego rodziny. W liście wysłanym między 10 lipca a 9 sierpnia 1966 r. córka poety relacjonowała:

„Wszystkie utwory pisane są ręką Ojca. Są jego oryginalnymi rękopisami. Satyr i Nimfa przypada na rok mniej więcej 1934. Przyjazd do Warszawy Satyra z puszczy. Mimo braku początkowych stron nie traci nic na swym pięknie. Jest to poemat prozą. Skrzypek pisany przed wojną wszechświatową, około 1912 lub 1911 roku. Tak samo data ta odnosi się do Pierrota i Kolombiny.

Życie-snem – pierwsze lata po wojnie wszechświatowej.

Kołysanka około 1916 r. na wsi. Siwiec postać prawdziwa. Nazwisko chłopa z Iłży.

Złoty grzebyk okres mniej więcej przypadający na lata 1915 lub 1916.

Odpisów nie mamy. Nie były robione”.

(List z 12 sierpnia 1966 r. BN, k. 16)

 

Po kilku latach poszukiwań Janta nie znalazł nikogo, kto byłby zainteresowany odkupieniem rękopisów, dlatego też zapłacić za nie z prywatnych środków. Wyczuwał on zaniepokojenie Mazurowej, które dotyczyło dalszych losów spuścizny po jej ojcu. Starał się wszystko wyjaśnić:

 

„Pyta Pani kto jest ich nabywcą? Po różnych bezskutecznych próbach znalezienia osoby lub instytucji mogącej interesować się propozycją kupna tych rękopisów, zdecydowałem się sam wyłożyć tę sumę w nadziei że znajdę z czasem instytucję dającą gwarancję godnego i bezpiecznego dla nich miejsca. Uczynię też wszelkie starania aby ukazały się one drukiem, ale to kwestia czasu i kosztów, które osobno musiałbym mobilizować”.

(List z 9 stycznia 1967 r. BN, k. 54)

 

Z kolejnych listów wynika, że niektóre z nich nie dotarły do adresatów. Wyniknęły z tego powodu nieporozumienia, które korespondenci starali się wyjaśnić. Sprawa sprzedaży manuskryptów na kilka miesięcy zamarła i wydawało się, że całe przedsięwzięcie upadnie. Być może córka poety obraziła się, że Janta nie podpisał jednego z posłanych listów. Jednak w kwietniu 1967 roku manuskrypty Leśmiana były już w jego rękach.

Pakunek z rękopisami poety został wysłany 30 marca 1967 roku. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami pierwsze 500 dolarów miało trafić do mieszkającej w Londynie Wandy Hills. Następne – do jej starszej siostry, która 1000 dolarów miała przeznaczyć na grób zmarłem niedawno matki. Kiedy sprawy finansowe z rodziną Leśmiana zostały zamknięte Janta zaczął intensywne poszukiwania nabywcy, co po pewnym czasie zostało uwieńczone sukcesem. Za pośrednictwem domu aukcyjnego „House of El Dieff” rozpoczął negocjacje z Uniwersytetem Teksańskim w Austin. Rozmowy ciągnęły się przez kilka lat. Dopiero na początku stycznia 1970 roku Janta otrzymał list od dyrektora domu aukcyjnego, który informował go o osiągniętym porozumieniu. Antykwariusz miał otrzymać kwotę siedmiu tysięcy pięciuset dolarów najpóźniej do zimy 1971 roku[11]. Zgodnie z zapowiedzią, w grudniu 1971 roku pieniądze były gotowe do wypłaty. W takich okolicznościach 393 karty rękopisów poety znalazły się w Humanities Research Center[12], gdzie są przechowywane do dziś.

Niewielka część opisywanego zbioru po raz pierwszy ujrzała światło dzienne w 1968 roku, kiedy to Janta na łamach „Oficyny Poetów” ogłosił początek dramatu Zdziczenie obyczajów pośmiertnych. Dwie dekady później opublikowano utwory: Skrzypek opętany oraz Pierrot i Kolombina, które opracowała i podała do druku Rochelle Stone. Spośród wymienionych powyżej utworów wydano także – tym razem w całości – Zdziczenie obyczajów pośmiertnych[13]. Dopiero kilka lat temu ukazały się ostatnie dwa niewydane dotąd utwory z opisywanego zespołu: Satyr i Nimfa oraz Bajka o złotym grzebyku[14]. Fakt, iż eksploracja amerykańskiego archiwum została doprowadzona do końca nie musi oznaczać końca przygody z archiwaliami Leśmiana. Być może w jednej z warszawskich piwnic wciąż czeka depozyt, którego ocalenie byłoby niezbitym dowodem na to, że rękopisy nie płoną.

Przypisy

  1. M. L. Mazurowa, Podróże i praca twórcza Bolesława Leśmiana, [w:] Wspomnienia o Bolesławie Leśmianie, pod. red. Z. Jastrzębskiego, Lublin 1966, s. 42-43.
  2. Tamże, s. 36.
  3. List Marii Ludwiki Mazurowej do Aleksandra Janty z 12 sierpnia 1966 r. Rękopisy listów znajdują się w Bibliotece Narodowej w Warszawie.
  4. „Niosłam rękopisy w worze przez 7 godzin do Mauthausen i zostawiłam na przechowanie u wójta. Ten widocznie grzebał i zgubił kartki”. List Marii Ludwiki Mazurowej do Aleksandra Janty. Brak daty [marzec lub kwiecień 1967 rok]. BN, sygn. 12844.
  5. W liście do mnie pisała: „Były w Londynie, kiedy Denis mnie im przedstawił po moim przyjeździe z Davos. To była zima 1947 roku, w listopadzie”. List z 20 marca 2013 roku – w posiadaniu adresata.
  6. List Marii Ludwiki do Haliny Kordeckiej datowany na rok 1946. Reprodukcja listu zamieszczona w:  P. Łopuszański, Leśmian, Wrocław 2000, s. 206.
  7. J. Trznadel, Korespondencja z rodziną Bolesława Leśmiana, „Arcana”, 1998 nr 2, s. 100.
  8. Tamże, s. 101.
  9. Tamże, s. 103.
  10. Podając dwukrotnie tę samą cyfrę córka poety miała na myśli dwie redakcje pierwszej strony.
  11. Jeśli do tego czasu uniwersytet nie przekazałby odpowiedniej sumy, wówczas dom aukcyjny zobowiązywał się do wypłacenia wzmiankowanej kwoty z własnych funduszy. Zob.: List L. D. Feldmana do A. Janty z 12 stycznia 1970 r. BN, k. 10.
  12. W 1982 roku zmieniono nazwę na Harry Ransom Center.
  13. B. Leśmian Poezje, oprac. J. Trznadel, Wydawnictwo Arcana, Warszawa 1994; B. Leśmian Zdziczenie obyczajów…, Kraków 1998; B. Leśmian Poezje zebrane, oprac. A. Madyda, wstęp M. Jakitowicz, Wydawnictwo Algo. Toruń 1995; Toruń 2000.
  14. Zob. B. Leśmian Satyr i Nimfa. Bajka o złotym grzebyku, oprac. i posłowie D. Pachocki, A. Truszkowski, Wydawnictwo KUL, Lublin 2011.