Ubodzy
Halina Witek

Ubodzy
Halina Witek

– […] Taki już widać czas nastał, że wszyscy muszą zginąć – westchnął ubogi człowiek. (I, 169)

Warszawa w drugiej połowie XIX wieku borykała się z problemem ubóstwa. Zaludniana masowo przez ludność napływową, przeżywająca boom demograficzny, nie dla wszystkich stawała się Ziemią Obiecaną. Dynamicznemu rozwojowi gospodarczemu, industrializacji, towarzyszyła pauperyzacja (przy jednoczesnym wzroście dochodów burżuazji). Po ulicach i podwórzach snuło się takie mnóstwo osób żądających wsparcia, iż Warszawa wyglądała na gród zdobyty przez armię dziadowską. – pisał Prus w Kronikach. Miasto wydało walkę tej armii. O jej efektach autor Lalki pisał z przekąsem: […] żebracy są spłoszeni. Można wprawdzie jeszcze spotkać dżentelmenów klęczących na ulicy z miseczkami w rękach; no, ale ci nie żebrzą, oni tylko modlą się na ulicy i pokazują przechodniom, iż są właścicielami miseczek.

Do Lalki Prus wprowadził żebraków bezimiennych, pojawiających się przy kościołach, błagających o jałmużnę, którą Bóg zwróci litościwym w życiu przyszłym. Pojawiają się też postacie bezczelnych próżniaków, pijaków, złodziei, którym przygląda się spacerujący po Powiślu Wokulski. Ale w owym – sugestywnie odmalowanym – królestwie nędzy mieszka nie tylko nędza rozpróżniaczona i zuchwała, ale i nędza wstydliwa, której potrzeba szukać i nieledwie narzucać się z pomocą (jak pisze Prus w Kronikach). Ot, chociażby Wysocki, furman, któremu padł koń. Straciwszy konia, stracił zarazem zajęcie i zaczął popadać w ruinę. Na pytanie głównego bohatera, dlaczego nie przyszedł po pomoc do Rzeckiego, odpowiedział: Nie śmiałem, panie.
Wokulski pomaga Wysockiemu. Widząc łzy wzruszenia w oczach woźnicy, myśli: Jakże oni szczęśliwi, ci wszyscy, w których tylko głód wywołuje apatię, a jedynym cierpieniem jest zimno. I jak łatwo ich uszczęśliwić!… Sam, udręczony rozmyślaniami o Izabeli, nie może dotrzeć do źródła, w którym mógłby ugasić pragnienie, zaspokoić głód serca.
W porządku sfer społecznych ubodzy – ze względu na swe możliwości życiowe – znajdują się na przeciwległym biegunie niż syte mieszczaństwo i arystokracja. Ale to na ich biegunie istnieje nie tylko prawdziwa radość życia, lecz także prawda i szczerość. Wokulski, bywalec salonów, dochodzi do wniosku, że to ludzie biedni i ciemni są jednocześnie najczcigodniejszym materiałem…

Dobroczynność; → Powiśle; → Towarzystwo Dobroczynności.

Bibliografia

  1. B. Prus, Kroniki. Wybór. Tom I. 1875-1900, wybór S. Fita, Warszawa 1987.