02. Dwa krótkie wiersze i dwa labirynty
Ale gdy przeczyta się utwór Joanny Mueller zaraz po fraszce Kochanowskiego (kolejność może być odwrotna), nie da się uniknąć wrażenia, że ów recykling jest znacznie dalej posunięty, wygląda to bowiem tak, jakby Mueller przepisała na nowo Kochanowskiego, tyle że z uwzględnieniem słowiańskich kontekstów ludowych i obrzędowych, głównie ukraińskich, a także teorii i doktryn badawczych, które powstały stulecia po Kochanowskim. W żadnym razie nie należy jednak tego twierdzenia traktować jako deprecjacji szczodraka, nawet jeśli on sam, poprzez autorskie zastosowanie małej litery w tytule (dość jednak, na tle całego tomu, konsekwentne, a co za tym idzie i konwencjonalne), a także przez swój rytm, sam poniekąd sprowadza się do fraszki, figlika, bagateli, igraszki. Należy w tym natomiast widzieć piękne i literacko wspaniałe świadectwo wspólnoty kulturowej, która jest areną dyskusji tekstów, idei i wrażliwości. Zbliża to zresztą Mueller do Kochanowskiego, który nierzadko parafrazował, a w istocie „imitował” i „przekładał” autorów antycznych: Horacego, Katullusa, Marcjalisa i innych. Przy czym stanowisko, zgodnie z którym Mueller pisała swój wiersz, mając Kochanowskiego w pamięci, jest tylko przypuszczeniem, którego nie można udowodnić (ale też i wykluczyć), natomiast całkiem uprawomocniony będzie pogląd, że w obrębie wspólnej pamięci kulturowej podobieństwa między oboma wierszami są uderzające. Jest to również dowód nieprzerwanej aktualności Jana z Czarnolasu, mimo znacznego dystansu czasowego i językowego pomiędzy poetą i poetką, mimo dzielących ich różnic i perspektyw.


