02. Dwa krótkie wiersze i dwa labirynty

Omawiany tu proces negocjacji wydaje się w każdym razie całkowicie różny od tego, co widzimy we fraszce. Tam podmiot przynajmniej u źródła jest renesansowym klasycystą, który wie, co pisze („W które ja wszytki kładę tajemnice swoje”), a dopiero później gubi się w labiryncie. U Mueller podmiot znajduje się w labiryncie już na samym początku, tak więc mówienie o podmiocie jest obarczone ryzykiem i słowo to powinniśmy raczej brać w cudzysłów; podmiot ten jednocześnie zagrożony jest możliwością wewnętrznej zgody na konformizm, który polegałby na pogodzeniu się z banalnością szumu i mierzwy. Podobnie jednak jak u Kochanowskiego, trudno powiedzieć, by szczodrak proponował rozwiązanie zagadki labiryntu, by rekonstruował jego mapę – nie o to zdaje się w wierszu Mueller chodzić.

Interpretacja nasuwa różne skojarzenia, niektóre wydają się tylko częściowo uprawnione. Jednym z takich skojarzeń, które pomijam w interpretacji głównej, ale które można by przy pewnym wysiłku uzasadnić, o ile wniosłoby to do interpretacji jakiś naddany sens, jest uznanie, że oba wiersze są jakąś formą sonetu. Wiadomo, że żaden z nich nie spełnia surowych wymogów formalnych gatunku, niezależnie od tego, czy mówimy o sonecie włoskim, francuskim czy angielskim: oba wiersze są stychiczne, tzn. nie wprowadzają podziału na strofy, nie ma tu typowego i jednocześnie kunsztownego układu rymów, a także charakterystycznych dominant tematycznych. Od strony formalnej wiersz Kochanowskiego jest sonetem jakby bardziej: można by go podzielić na trzy strofy czterowierszowe i końcowy dystych. Tym natomiast, co oba utwory czerpią z sonetu, jest właśnie filozoficzna refleksyjność ostatnich dwóch wersów. Brakuje mi jednak jasności, czy to porównanie dałoby się obronić i jaka byłaby korzyść z jego zastosowania. Zostawiam je zatem na boku, jako przypis i margines.