Rodzinne strony Henryka Sienkiewicza na mapie Europy

Rodzinne strony Henryka Sienkiewicza

Warszawa młodego Henryka Sienkiewicza

1846–1866

Wybierz rok: 1846, 1855, 1856, 1858, 1859, 1862, 1864, 1865, 1866

1846

Henryk Sienkiewicz rodzi się 5 maja w Woli Okrzejskiej, na Podlasiu, w domu swego wuja; ochrzczony 7 maja w Ok­rzei imionami Henryk Adam Aleksander Pius.

Akt urodzenia. Wola Okrzejska. Henryk Adam Aleksander Pius. Działo się we wsi Okrzei, dnia siódmego maja tysiąc ośmset czterdziestego szóstego roku, o godzinie siódmej wieczór. Stawił się Wielmożny Józef Sienkiewicz, ojciec, dziedzic Grotek, lat trzydzieści dwa mający, w Grotkach zamieszkały; w obecności Wiel­możnego Adama Cieciszowskiego, dziedzica Woli Okrzejskiej, lat dwadzieścia trzy mającego, zamieszkałego w Woli Okrzejskiej, i Wielmożnego Aleksego Dmochowskiego, dziedzica Burca, lat czterdzieści jeden mającego, w Bur­cu zamieszkałego, okazał nam dziecię płci męskiej, urodzone we wsi Woli Okrzejskiej dnia piątego bieżącego miesiąca i roku, o godzinie szóstej wie­czór, z Jego małżonki Wielmożnej Stefanii z Cieciszowskich, lat dwadzieścia ośm mającej. Dziecięciu temu na chrzcie świętym, odbytym w dniu dzisiejszym przez księdza Antoniego Gutmana, proboszcza miejscowego, nadane zostały imiona Henryk Adam Aleksander Pius, a rodzicami chrzestnymi byli Wielmożny Adam Cieciszowski z Wielmożną Józefą Cieciszowską w asystencji Wiel­możnego Zdzisława Dmochowskiego z Wielmożną Pauliną Dmochowską. Akt ten po przeczytaniu podpisany został. Jako świadek Z. Dmochowski, A. Cieci­szowski, ks. Antoni Gutman P Ok., Sienkiewicz Józef, ojciec.

Hoffman K., W Woli Okrzejskiej i w Okrzei, „Kurier Warszawski” 22 XII 1900, nr 353, s. 10; „Kraj” 28 XII 1900, nr 50, s. 12; Kozłowski-Boleścic SA, Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 24, 25.

 

1855

Dzieciństwo. Józefostwo Sienkiewiczowie z Grabowiec, gdzie miesz­kali od r. 1843, przenoszą się do wsi Wężyczyn, nabytej za 16 500 rb, sprzeda­nej zaś w r. 1861 za 24 600 rb, z czego po potrąceniu długów hipotecznych pozostała im suma 10 504 rb.

Kozłowski-Boleścic S.A., Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 33 i n.

 

1856

Pierwsze wrażenia literackie. W końcu jubileuszowego ro­ku 1900 pytano niejednokrotnie Sienkiewicza o pochodzenie jego zaintere­sowań literackich. Odpowiedzi, dawane ustnie lub na piśmie, pojawiały się w druku, w obydwu postaciach, układając się w rodzaj gawędy z dzieciństwa.

Na pytanie I. Balińskiego, redaktora „Wieczorów Rodzinnych”, Sienkiewicz odpowiedział listem z 5 XII 1900:

„Nie wiem i nie pamiętam, czy umiałem już czytać, gdy uczono mnie Śpie­wów historycznych Niemcewicza. Chciałem wówczas jeździć po cecorskim i po innych błoniach, jak Sieniawski «odważny i smutny» – innymi słowy: pragnąłem być rycerzem. Potem rozpalił moją wyobraźnię Robinson Crusoe i Szwajcarski. Marzeniem moim było osiąść na bezludnej wyspie. Te wraże­nia dziecinne zmieniły się z czasem w chęć i zamiłowanie do podróży. Pory­wy te zdołałem w części urzeczywistnić w życiu. Trzecią książką, która wy­warła na mnie nadzwyczajne wrażenie, było ilustrowane życie Napoleona. Od chwili jej przeczytania chciało mi się być wielkim wodzem […]

Od dzieciństwa pisałem wiersze i utwory prozą, ale – właściwie mówiąc jako dziecko nie marzyłem o zawodzie wyłącznie pisarskim”.

D 40, s. 129. – Baliński I., Listy, t. I, cz. 1, s. 36, 37.

Zapytany w tym samym czasie przez F. Hoesicka o „pierwsze wrażenia i próby literackie” oraz o to, czy w rodzinie „nie kwitła już tzw. żyłka literac­ka”, pisarz dał dłuższe wyjaśnienie:

„Rodzina moja przechowywała pewne tradycje wojskowe, których jednak nikt nie spisywał, nie wydała bowiem żadnego literata. W dzieciństwie mym niemało się nasłuchałem o Antonim Sienkiewiczu, bracie dziadka mego. Miał to być za Stanisława Poniatowskiego, a następnie za Napoleona znany żoł­nierz. Pisano nawet o nim sporo, bo przy tym odznaczył się w dziejach naszego wolnomularstwa. Grobowiec jego na świętokrzyskim cmentarzu w War­szawie znany jest ze swego napisu: «Tu leży człowiek».

Co się tyczy pociągu do literatury, to odziedziczyłem go chyba po matce, która pisywała wiersze, jakkolwiek były to tylko poezje do albumów, bez pretensji do jakiejś głębszej wartości artystycznej. W każdym razie matka moja pochodziła z rodziny literackiej, jako spokrewniona z Lelewelami i Łuszczew­skimi. Stąd Deotyma jest moją krewną daleką. Pyta się pan o pierwsze wpływy, o atmosferę, w jakiej wzrastałem? Największy wpływ wywarło na mnie to, że całe dzieciństwo spędziłem na wsi, czemu zawdzięczam pewną znajo­mość naszego ludu i jego języka. Co także nie pozostało bez silnego wpływu na mnie, to znaleziony gdzieś na strychu kufer z książkami, pomiędzy który­mi pisarze XVI i XVII wieku trzymali prym. Do książek tych dorwałem się jako dziecko, tak iż mogę powiedzieć, że prawie uczyłem się czytać na Reju, Kochanowskim, Górnickim, Skardze, Birkowskim, Orzechowskim. Od tego czasu datuje się moja znajomość języka staropolskiego…

Później, już w szkołach, naprzód w szkole realnej, a następnie w gimna­zjum Wielopolskiego, największy zapał wzbudzili we mnie Homer i Szekspir. Szekspira zacząłem czytać w 14 roku życia. Ale mi się wtedy nie podobał. Dopiero gdym go zaczął czytać w tłumaczeniu Jana [!] Komierowskiego z ko­mentarzami Gervinusa, dopiero mi się oczy otworzyły…

Co do moich pierwszych prób literackich, to wiele istnieje legend o nich zupełnie mylnych. Często też opowiadają rzeczy, których całkiem sobie nie przypominam”.

Hoesick F., U Sienkiewicza w Warszawie, [w zbiorze:] Sienkiewicz i Wyspiański, Warszawa 1918, s. 33, 34.

Szkic Hoesicka ukazał się po raz pierwszy w „Tygodniku Ilustrowanym” 1900 (marzec), przy czym – wedle zapewnienia autora – Sienkiewicz czytał go „w rękopisie i uzupełnił w kilku miejscach własnoręcznymi dopiskami”, następnie w tygodniku „Sport”, Warszawa 1901, nr 15 (przytoczony ustęp, s. 10).

Hoesick nie należy wprawdzie do informatorów, na których polegać moż­na bez zastrzeżeń, w danym wypadku jednak zawierzyć mu można, relację jego bowiem w kilka miesięcy później, jako echo „swobodnej rozmowy towarzyskiej”, powtórzył M. Gawalewicz w jubileuszowym artykule XXV w „Kraju” 1900, XIX, nr 50, s. 2. Być zresztą może, że opowiadanie Gawalewicza nie jest powtórzeniem Hoesicka, lecz odbiciem jakiejś innej rozmowy z Sienkiewiczem; w tym wszystkim obaj biografowie są na tyle ze sobą zgod­ni, iż to właśnie pozwala uznać wersję Hoesicka za relację, na której polegać można.

„Rzeczy, których całkiem sobie nie przypominam”. Uwaga Sienkiewicza o oplatających go legendach biograficznych do­tyczy niewątpliwie sprawy, która wielokrotnie przewijała się zarówno w pra­sie codziennej, jak nawet w wydawnictwach naukowych.

Ks. Adolf Pleszczyński, folklorysta-samouk, wydrukował w książce zbio­rowej Dla sierot (Warszawa 1897) opowiadanie niejakiego ks. Marczyńskie­go, który był nauczycielem domowym u rodziców chrzestnych Sienkiewicza, Dmochowskich, w Burcu na Podlasiu. Razem z młodymi Dmochowskimi miał się uczyć ich brat cioteczny, dziesięcioletni Henryś, który pewnego razu zabłysnął talentem literackim. Napisał on mianowicie wypracowanie, opar­te na podaniach burzeckich, prawiące o magnacie, który więzi szlachciankę wraz z jej ojcem, ponieważ odrzuciła ona jego miłość. Gnębiciel i jego ofiary dostają się w moc Tatarów, od których ratuje ich narzeczony panny, młody rycerz; ciężko ranny magnat umierając oddaje dziewczynie i jej wybawcy całe swoje mienie.

Ks. Pleszczyński opowiadanie to przesłał Sienkiewiczowi i prawdopodob­nie zdziwił się, gdy otrzymał odpowiedź, iż adresat przypomina sobie z dzie­ciństwa ks. Marczyńskiego, ale owego wypracowania zupełnie nie pamięta, proponuje więc, by zapytać w tej sprawie któregoś z Dmochowskich.

Pleszczyński A., Listy, t. III, cz. 2, s. 455.  O tej rzekomej „ważnej” relacji pisał dwukrotnie W Hahn, ostatnio w artykule Najpierwsza [!] powieść Henryka Sienkiewicza w „Pamiętni­ku Literackim” R. XXXIV, 1937, s. 106 i n., por. Czachowski K., H. Sienkiewicz, Warszawa 1931, s. 21.

1858

W Gimnazjum Realnym. Dwunastoletni Sienkiewicz rozpoczyna naukę w Gimnazjum Realnym w Pałacu Kazimierzowskim (tj. gmachu dzisiejszego uniwersytetu) w Warszawie. Mieszka początkowo na stancji na Starym Mieście, po r. 1861, po sprzedaży Wężyczyna, u rodziców, Nowy Świat 7.

Kozłowski-Boleścic S. A., Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 22, 23.

„Było to przed laty. Chodziłem wówczas do klasy pierwszej i stałem na stancji na Starym Mieście, w pierwszym z brzegu domu za Świętojańską. Przez tę też ulicę wiodła najprostsza droga do gimnazjum, które mieściło się tam, gdzie dziś uniwersytet. Ale wolałem chodzić przez Piwną z powodu sklepów z ptakami. Istniało tych sklepów kilka obok siebie, po lewym boku ulicy. Na zewnątrz wisiały klatki, a w nich czyże, zięby, szczygły, słowiki i gile, niekiedy nawet sowy, sójki i kraski. Byli to dobrzy moi znajomi, których widok przypominał mi wieś, a zwłaszcza wakacje na Boże Narodzenie, gdy z powodu mrozów to ptactwo, które nie odlatuje na zimę, zbliża się do zabudowań. Wystawałem nieraz przed tymi klatkami tak długo, że spóźniałem się na lekcje, co – jak wiadomo – pociąga za sobą rozmaite niemiłe następstwa”.

Sienkiewicz H., Wspomnienie (1916), por. D 40, s. 151.

1859

Znajomość z K. Łapczyńskim. U ciotki, Konstancji Cieciszowskiej, w Warszawie mały uczeń poznaje Kazimierza Łapczyńskiego (1823­1892), świeżo zwolnionego z przymusowej służby wojskowej na Kaukazie, w niedalekiej zaś przyszłości wybitnego botanika i znawcę folkloru podhalań­skiego (autora głośnej baśni o Perłowicu). Trzynastoletni chłopiec przedkłada byłemu zesłańcowi osobliwy elaborat z receptą na wyzwolenie Polski (Polacy emigrują wszyscy do Ameryki, organizują tam armię, która wraca do Polski i wywalcza niepodległość).

Dąbrowska M., Ze wspomnień o Sienkiewiczu, „Głos Narodu” styczeń 1917; O Łap­czyńskim zob. „Wisła” 1859, VI, s. 1004; Polski Słownik Biograficzny, t. XVIII, z. 77, s. 208, 209.

1862

Gimnazjum II. Po ukończeniu czterech klas w Gimnazjum Realnym Sienkiewicz przenosi się na dalsze dwa lata do Gimnazjum II (w Pałacu Sta­szica) i kończy w nim klasy V i VI.

Sienkiewicz z kolegami 10 IV 1863 r.

Sienkiewicz z kolegami 10 IV 1863 r.

„Weszliśmy razem do klasy piątej w Warszawie, w gimnazjum, które w koń­cu 1862 r. pomieszczono w Pałacu Staszica po byłej akademii medycznej. Klasa była przepełniona, gdyż liczyła 150 uczniów. Profesorem literatury polskiej był zacny, niezapomniany Julian Bartoszewicz [1821-1870, wybitny historyk literatury]. Przed świętami Bożego Narodzenia wszyscy złożyli mu ćwiczenia na dowolnie wybrany temat. Bartoszewicz wyróżnił natychmiast wypracowa­nie Sienkiewicza i wywoławszy go na środek klasy, długo, pilnie badał. Od­tąd zasłynął między nami jako stylista. W naukach ścisłych nie odznaczał się wzorowymi postępami, mimo to zadowalająco przeszedł trzy ostatnie klasy”.

Skarżyński St., Ze wspomnień o Sienkiewiczu, „Kurier Poznański” 1916, nr 269; „Kurier Warszawski” 3 XII 1916, nr 335; „Glos Narodu” 11 XII 1916, nr 580.

1864

Ukończenie klasy VI. W lipcu Sienkiewicz kończy klasę VI i otrzymuje świadectwo, które brzmiało:

„Rektor Gimnazjum 2-go w Warszawie Nr 501

Sienkiewicz Henryk wieku lat 18 liczący, zapisany w poczet uczniów Gim­nazjum 2-go w Warszawie, uczęszczał na nauki do dnia 3/15 lipca 1864, przed ukończeniem całkowitego kursu nauki z woli ojca szkołę opuścił. W ciągu pobytu w niej obyczajami bardzo dobrymi zalecał się, z nauk w klasie 6-ej wykładanych okazał postęp następujący:

nauce religii i moralności – dostateczny

języku polskim – celujący

języku rosyjskim – dostateczny

języku łacińskim – dostateczny

algebrze – dostateczny

trygonometrii – dostateczny

fizyce – dostateczny

jeometrii matematycznej – dostateczny

chemii – dostateczny

botanice – niedostateczny

historii powszechnej i rosyjskiej – celujący

języku greckim – dostateczny

historii polskiej – dostateczny

Na zasadzie powyższego usposobienia promocję do klasy 7-ej otrzymał. Na dowód czego wydanym mu zostaje niniejsze świadectwo własnoręcznym podpisem Rektora i pieczęcią szkolną stwierdzone

M.p. w Warszawie d. 1/13 października 1864 r. Rektor (-) Rogiński. Sekretarz (-) Maleszewski.”

Z księgi: Cenzura uczniów klasy VIB Gimnazjum 2-go w Warszawie za rok szkolny 1863/4 (spalonej w r. 1939 w Archiwum Oświecenia Publicznego w Warszawie) ogłosił Demby S., Sienkiewicz w Poświętnem, Lwów 1937 (odb. z „Pamiętnika Literackiego” R. XXXIII, 1936), s. 5, 6.; To samo źródło, nazwane Księgą postępów, omówił Bielski O., Koledzy gimnazjalni H. Sienkiewicza, „Tęcza” 1929.

W Gimnazjum Wielopolskiego. Wraz z kilku współuczniami, do których należał i Konrad Dobrski, kolegujący z przyszłym pisarzem od kl. III Gimnazjum Realnego, Sienkiewicz przenosi się jesienią 1864 r. do Gimnazjum IV (Wielopolskiego) na Królewskiej 31. Mieszka u rodziców, zarabia korepetycjami (za dwie otrzymuje 7 rb), nosi się z zamiarem porzuce­nia szkoły, pozostaje w niej jednak do końca roku.

Dobrski K., L 1; Listy, t. I, cz. 1, s. 232-334.

„Przy ostatnim egzaminie mieliśmy godzinę na napisanie ćwiczenia pol­skiego na temat przez każdego obrany. Sienkiewicz ćwiczenia te napisał dla dwóch kolegów, między nimi dla Moniuszki, syna Stanisława, potem artysty orkiestry Teatru Wielkiego, na temat Na kresach […] Załatwiwszy się z Mo­niuszką, sam złożył z powodu upływającej godziny krótką Mowę Żółkiew­skiego do wojska pod Cecorą, która, o ile pamiętam, kończyła się słowami: «Jezu Maryja, hejże na wroga!». Profesor literatury polskiej, Grabowski, oce­niając nasze ćwiczenia, wyróżnił przede wszystkim wypracowanie Moniuszki, gdy jednak tenże dyskretnie się z klasy ulotnił, postawił mu stopień zadowalniający tylko i pierwszą nagrodę przyznał Sienkiewiczowi. Sprawiedliwości stało się więc zadość”.

Skarżyński St., Ze wspomnień o Sienkiewiczu, „Kurier Poznański” 1916, nr 269.

1865

Guwerner w Poświętnem. Pierwsze próby literac­kie. Od sierpnia 1865 do sierpnia 1866 Sienkiewicz przebywa jako guwerner w domu Wejherów w Poświętnem koło Płońska. Na wsi prowadzi „strasznie jednostajny tryb życia”; wypełniają mu je, obok zajęć nauczycielskich: intensyw­na praca nad przygotowaniem się do matury, wyjechał bowiem po ukończeniu klasy VII, zapewne pod wpływem biedy, następnie rozczytywanie się w Słowac­kim i Mickiewiczu, dalej zbieranie fotografii „szyków” (tj. znajomych panien warszawskich), przerysowywanie tych fotografii, korespondencja z kolegami, przede wszystkim Konradem Dobrskim, jakieś zajęcia zarobkowe w rodzaju przepisywania artykułów dla redakcyj warszawskich, wreszcie pierwsze prób­ki pism literackich:

„Piszę zaciekle powieść, ale śmiać mi się chce z tych głupstw, które tam się w niej mieszczą. Wystaw sobie, piszę jaki kawałek tkliwy, czuły a ogni­sty, wyrzekający na losy i ustawy świata – pióro skrzypi, ja mam minę nie­zmiernie przejętą własną wielkością i słowo daję, zdaje mi się, że nie wiem, jakie arcydzieła tworzę – ósmy cud świata! Piszę zwykle wieczorem; na drugi dzień z rana wstaję i pierwszą moją myślą jest przeczytać słowa, które mnie mają postawić w liczbie pierwszorzędnych talentów autorskich – czytam więc i po przeczytaniu nieraz śmiechem parskam i sam sobie się dziwię, jak coś podobnie głupiego mogło wyjść z mojej głowy.

Doświadczysz tego, ręczę, jeżeli kiedy weźmiesz się do pisania. Zresztą ta­kie są tam trudności, że człowiek mało nie zwariuje. Nie wiem, co moi boha­terowie i moje bohaterki mają do siebie mówić, jak mają trzymać ręce, głowy, nogi i «inne organiczne członki». Nie wiem, jak przejść od dialogu do opisu, z opisu do rozumowania, słowem, jestem czasami jak tabaka w rogu”.

Dobrski K., L 6 (24 IX); Listy, t. I, cz. 1, s. 252.

„Niedługo nadeszlę ci moją powieść skończoną – to jest zaczętą i ukoń­czoną, bo tej powieści, którą pisałem od wakacyj, bohater był to taki «drań sobaczy», że nie umiał gadać z ludźmi – jak się zszedł przypadkiem z ideałem, to siedział jak niedołęga”.

Dobrski K., L 12 (23 XI); Listy, t. I, cz. 1, s. 278.

„Posyłam Ci […] moją powieść pod tytułem Ofiara. Ja zacząłem coś i skoń­czyłem? Sam nie mogę przyjść do siebie z radosnego zadziwienia i wyznać Ci muszę, że kiedym wyczytał wyraz «koniec» na piątym arkuszu, byłem prawie dumny z siebie. – Nie dlatego byłem dumny, żeby powiastka ta miała jakąś wartość szczególną – broń Boże – cieszyłem się z tego powodu, że z pięciu rozmaitych powieści, jakie zacząłem, pierwszą skończyłem zupełnie. – Wra­cam teraz do samej powiastki. – Najprzód muszę Ci powiedzieć, że to jest dziecię chorowitej wyobraźni mojej, które pewnego dnia, mniejsza o datę, poczęło się szarą godziną pod piecem, a w dwa dni później ujrzało już świa­tło dzienne. – Jest to malowidło jaskrawe, jak wszystko, co wyjść może spod mego pióra. – Bohater na początku skacze, w środku się uczy, a pod koniec płacze. – Bohaterką jest córka budowniczego, nad której jednak charakterem nie rozpisywałem się bardzo, chcąc cały ciężar utrzymania powieści zwalić na bohatera samego. – Ale największą wadą tej powieści jest nieproporcjonal- ność składowych jej części do całości – zresztą sam to zobaczysz.  Pomimo najłatwiejszej formy powieściowej, to jest opowiadania, nie po­trafiłem uniknąć właściwych tej formie powtarzań i nudnej jednostajności stylu. – […] Gdybym miał więcej czasu, ociosałbym toporem zastanowienia te wszystkie chropowatości, które mogą razić delikatny smak czytelnika. – Ze jednak muszę się spieszyć z oddaniem, Tobie to zostawiam. Przypomnij sobie, jak pewnego razu rzucałeś projekt, abyśmy razem pisali taką powiastkę. Prawda, że wtedy miały nam przypaść różne role względ­nie do tych, które dziś przybieramy, Ty bowiem miałeś wymyślić rzecz samą, a ja miałem ją obrobić. – Ze jednak i ta rzecz, którą Ci posyłam, pomyśla­na jest nieźle, zrób więc, jeżeli masz czas, stosowne na ten temat wariacje, rozwałkuj ją na kilkanaście arkuszy, a może wtedy wyjdzie coś podobnego do ludzi. – Nie radzę Ci jednak zmieniać formy ani nawet przerabiać w zu­pełności, bo ręczę Ci, że spotkasz trudności, jakich nie przewidujesz. – W ta­kiej formie np., gdzie ktoś podstawiony przez autora opowiada rzecz samą, nie tak bardzo razi owo nudne: rzekł, powiedział, w te odezwał się słowa itp. Co innego, gdy powieść wypływa z akcji osób działających, wtedy trzeba się ogromnie pilnować prawideł powieściowych, których my na nieszczęście nie znamy wcale, bo – jak wiesz – nauki prozy, prócz wymowy, nie przecho­dziliśmy z Helladą [= nauczycielem Cyprianem Izdebskim]”.

Dobrski K., L 14 (1 XII); Listy, t. I, cz. 1, s. 282, 283.

„Nie chciałem […] pisać krytyki uwag, które względem Ofiary mi zrobiłeś. Są one nadto słuszne, obiecałem sobie tylko posprzeczać się o Twoje zasady w pojmowaniu powieści. Samą Ofiarę poświęciłem, jak owo jagnię białorun- ne, na ofiarę Minerwie, satyrom i innym tego rodzaju bóstwom. Przyjdzie jednak czas, w którym wydam wojnę tym siłom i chociaż przewiduję burzę, nie spodziewam się, ażeby olimpijskie pioruny krytyków miały mnie, bliskie­go nieba, strącić znowu do jego podnóża”.

Dobrski K., L 17 (16 XII); Listy, t. I, cz. 1, s. 293.

Pomysł powiastki historycznej. W tym samym liście znaj­duje się wiadomość o pomyśle utworu, którego źródła pisarz wyzyska dopie­ro w Krzyżakach.

„Zapomniałem ci powiedzieć, że mam zamiar napisać szkic historyczny pt. Spytko z Melsztyna – będzie to półpowieść, półhistoria. – Przedmiot dosyć się nadaje. Opisów mogę wsadzić mnóstwo, ale trzeba mieć trochę więcej źródeł, niż ja mam do tej pory. Dużo jest wprawdzie materiału w Jadwidze i Jagielle Szajnochy, ale zawsze nie tyle, co potrzeba – bądź więc łaskaw zobaczyć w III tomie «Biblioteki Warszawskiej» z roku 1844. – Tam, zdaje się, jest artykuł Michała Balińskiego pt. Spytko Melsztyński i ród jego. – Jeżeli znajdziesz, to – jak przyjadę – po­robię sobie wypisy”.

Dobrski K., L 17 (16 XII), Listy, t. I, cz. 1, s. 297.

1866

Widoki na przyszłość. W otoczeniu „istot, które zjadają fiksatuary zamiast czekolady, które o niczym nie gadają, prócz: co jadły i co, da Bóg, będą jadły w przyszłości”, zgnębiony wiadomościami o dogorywaniu jednego z kolegów, Michała Sławińskiego, a uwięzieniu i wywiezieniu dru­giego, Hipolita Hantowera, dwudziestoletni guwerner, wiedzący, że „z domu nie będzie miał ani grosza złamanego – bo niewiele jest, a co jest, to wezmą siostry”, jedyną drogę awansu społecznego upatruje w zdobyciu wykształce­nia uniwersyteckiego, do którego wiedzie egzamin dojrzałości:

„Nie chcę kreślić swoich zmartwień, żeby nie psuć papieru, powiem Ci tyl­ko krótko. – Do lat 20 próżnowałem, więc została czczość – miłość mnie tro­chę zawiodła (jak to wiesz), wiarę straciłem. – Oto moje nieszczęścia wymie­nione lapidarnym stylem. Twój stan, prócz względu tyczącego próżniactwa niewiele się różni – masz jednak jedną więcej szansę – to jest, możesz się uczyć. Zapewne mogę i ja, ale pozwól, że rzucę nawiasem pytanie, co by się stało, gdybym mimo całej usilności obecnej nie zdał egzaminu. – To bardzo być może – o wypadek nie trudno – a w takim razie?… Wojsko albo kula w łeb, i basta! – Trochę to ostatnie za ryzykowne, jest jeszcze wiele innych środków, a mianowicie: być ekonomem, pisarzem, guwernerem, wreszcie ka­merdynerem, lokajem, świniopasem itp., ale to wszystko nie przypada zupeł­nie do mego gustu, tak że między wyborem pierwszym a ostatnim ani chwili bym się nie wahał”.

Dobrski K., L 23 (3 III); Listy, t. I, cz. 1, s. 318, 319.

Matura. Po powrocie do Warszawy Sienkiewicz 14-15 IX składa egza­min dojrzałości w Gimnazjum IV i 29 X otrzymuje świadectwo.

Warszawskie Gimnazjum IV.

ŚWIADECTWO

Henryk, syn Józefa, Sienkiewicz, urodzony w guberni lubelskiej, powie­cie łukowskim, we wsi Okrzeja, wyznania rzymsko-katolickiego, w wieku lat 20, z polecenia p. Naczelnika Warszawskiej Dyrekcji Naukowej z dnia 17/29 maja 1866 roku nr 2234, został dopuszczony 2/14 i 3/15 września rb. przez Radę Pedagogiczną Warszawskiego Gimnazjum IV do egzaminu z kursu sied­miu klas nauk gimnazjalnych i wykazał postępy następujące:

Początki studiów uniwersyteckich. 25 X Sienkiewicz zdaje egzamin wstępny na Wydziale Prawnym Szkoły Głównej w Warszawie. Na „Liście kandydatów zgłaszających się do egzaminu wstępnego do Szkoły Głównej w roku 1866” zapisano następujące wyniki:

Nr porządkowy – 338

Data – 25 października

Imię i nazwisko – Henryk Sienkiewicz

Religia – katolicka

Z jakiego gimnazjum – IV warszawskiego Na jaki wydział – prawny Polski – 3 Rosyjski – 3 Łaciński – 3 Grecki – 2 Matematyka – 3 Fizyka i Chemia – 3 Historia Naturalna – 2 Geografia i Historia – 4 przyjęty.

Prezydiujący w Komitecie I. S. Kowalewski

Demby S., Na przełomie. Kartka z życia H. Sienkiewicza, „Kurier Warszawski” 1924, nr 300. – Demby S., L 4; Listy, t. I, cz. 1, s. 197-200.

Zmiana wydziału. 19 XI na liście osobistej kandydata w rubryce: „Na jaki wydział pragnie być przyjętym”, skreślono wyraz „prawny”, wpisa­no „lekarski”, a następnie „filologiczny”. 17 XII zaś odnotowano: „Komitet egzaminacyjny uznaje Henryka Sienkiewicza za dostatecznie usposobione­go do słuchania nauk w Szkole Głównej Warszawskiej na Wydziale «Lekarskim»”.