Kilka uwag na marginesie recepcji „Quo vadis?” Henryka Sienkiewicza we Francji
Marek Tomaszewski (Paryż, SHLP, INALCO, Paryż)

Przygody Henryka Sienkiewicza z Francją zasługują na szczególną uwagę. Obrazują one, do jakiego stopnia życie nad Wisłą i nad Sekwaną różniło się od siebie z końcem XIX i na początku XX wieku, i to mimo bliskości geograficznej oraz przyjacielskich stosunków, jakie łączyły od dawna ponapoleońską III Republikę z podzielonym na trzy części krajem, pozbawionym państwowości i zmierzającym przez długie dziesięciolecia ku niepodległości. Dziadek Sienkiewicza walczył w armii Napoleona, a jego brat Kazimierz zaciągnął się jako ochotnik do oddziałów Garibaldiego, aby już nigdy stamtąd nie powrócić do ojczyzny. Sam autor Quo vadis? deklarował głęboką sympatię dla Francji i wyrażał zachwyt dla jej literatury. Jego korespondencja obfituje w francuskojęzyczne zwroty bardziej lub mniej prawidłowe, zgodnie z ówczesną modą na tournures françaises.  Polski dziennikarz, który odwiedził pisarza w willi jego przyjaciela, Bruno Abakanowicza, w Parc Saint-Maur pod Paryżem, opowie w grudniu 1884 roku w petersburskim „Kraju”: „Nasz pisarz właśnie czyta Anatola France’a i chwali go. O Zoli rzekł, że to ogromny talent, jednak jego postaci trudne są do zapamiętania na przykład tak, jak pamięta się ludzi Dickensa, figury starego Dumasa; takiemu muszkieterowi jak d’Artagnan powinni Francuzi postawić pomnik na publicznym placu”[1]. Wprawdzie szczególnie ulubione lektury Sienkiewicza stanowiły kanon  literatury angielskiej, to jednak istotne, zdaniem Marii Bokszczanin, jego zainteresowania koncentrują się przede wszystkim na literaturze francuskiej[2].  Wielbi on twórczość Alfonsa Daudeta, a powieść Tartarin w Alpach staje się źródłem licznych błyskotliwych aluzji w listach do Jadwigi Janczewskiej. Bierze nawet prywatnie udział w polemice literackiej na temat wyśmiewczej powieści Alphonse Daudet l’Immortel, zarzucając jej autorowi w roku 1888, że przesada w satyrycznej krytyce Akademii Francuskiej bierze się u niego z zawiedzionej nadziei na honorowe wejście do niej[3]. Sienkiewicz znał również dobrze dzieła symbolistów francuskich: Pierre’a Loti i Paula Bourget’a. Le Disciple, powieść tego ostatniego w formie dziennika, inspiruje go w tworzeniu powieści psychologicznej Bez dogmatu (list do Janczewskiej z października 1889 roku). Sam przyznał się do tego, że pogłębienie psychologiczne swych powieści zawdzięcza także częściowo Edouardowi Dujardin, wynalazcy monologu wewnętrznego, i Henri Amielowi, mistrzowi introspekcji i journal intime. Jego katalog pisarzy francuskich można by śmiało poszerzyć o nazwiska  wielkiego formatu jak Molière, Alain René Lesage, Victor Hugo, Honoré Balzac, Guy Maupassant czy Romain Rolland.

Wszelako nieco odmiennie musimy spojrzeć na intelektualne i literackie kontakty Sienkiewicza z czołowym przedstawicielem francuskiego naturalizmu, Emilem Zolą. Pierwsza gwałtowna reakcja na prozę Zoli, jaką znajdujemy w Listach, ma miejsce w marcu 1890 roku, zaraz po ukazaniu się La bête humaine: „Coś sromotnego! Dochodzę do przekonania, że jest to wprawdzie utalentowany, ale jeszcze bardziej głupi doktryner, głupi taką głupotą kwadratową, ciężką i niewzruszoną jak bloki kamienne”[4]. Odium to spada nawet na A rebours Huysmansa uważanego za ucznia Zoli („szczególna książka i dziwaczna – aż do chińszczyzny lub potworności”; „autor przerafinowany, że aż zdeprawowany”[5]) – najwidoczniej Sienkiewicz nie był w stanie przewidzieć, że Huysmans przeżyje za kilka lat mistyczno-religijne nawrócenie, które swoją powagą przebije nawet akces do chrześcijaństwa zakochanego w Ligii Winicjusza. Opinie te zostały wyrażone zresztą dziewięć lat po ukazaniu się słynnego zbioru artykułów Sienkiewicza O naturalizmie w powieści, piętnujących jednostronność i brutalność tego francuskiego prądu literackiego. Ocena twórczości Zoli ewoluuje jednakowoż na przestrzeni kilkunastu lat, aby w końcu, w Listach o Zoli opublikowanych w 1893 roku, dać wyraz bardziej umiarkowanym poglądom, zostawiającym już sporo miejsca dla talentu autora Germinalu, przekraczającego rzekomo wszelkie naturalistyczne schematy. Jakoż to, co zasadniczo dzieli autora Trylogii od twórcy cyklu Rougons-Macquartów, to nie tylko jego surowy sąd na temat  szpetoty owej naturalistycznej „klatki zbudowanej z fizjologicznych drutów”, w której ciasno musi być skrzydlatemu ptakowi.

Na refleksje estetyczne nakłada się dość szybko aktualność wydarzeń politycznych, której Sienkiewicz, częsty podróżnik do Francji między 1880 a 1898 i nawet i w 1910 (Ploumanach), nie mógł nie dostrzegać. Przypomnijmy, że znaczna część powieści Quo vadis? napisana została pod Paryżem w Saint-Maur-des-Fosses, 86/88 quai du Parc, w domu wspomnianego już wcześniej przyjaciela pisarza, Brunona Abakanowicza, polskiego inżyniera, wynalazcy napędu elektrycznego i maszyny liczącej, nagrodzonego Legią Honorową. Swoją rzymską parabolę historyczną ukończył Sienkiewicz też we Francji, w Nicei w lutym 1896 r. Przy Quai du Parc natomiast, spędzając tam długie miesiące na pracy nad kilkoma powieściami (Rodzina Połanieckich, Bez dogmatu), pisarz miał okazję spotkać wielu ludzi świata sztuki, kultury i nauki oraz  przeglądać regularnie francuską prasę. Wielki projekt odnowy chrześcijańskiej Europy wyrażony w Quo vadis? za pomocą rodzącej się ideologii nadziei w samym centrum potężnego imperium rzymskiego spotykał się na pewno z oczekiwaniami niektórych środowisk konserwatywnych marzących o religijnej odnowie Francji. Nie sposób pominąć zresztą niektórych odniesień w powieści do zniewolonej ojczyzny twórcy, o czym świadczy chociażby pochodzenie głównej bohaterki, Ligii, wywodzącej się z ludu Ligów, żyjącego niegdyś w krainie położonej między Odrą i Wisłą[6].

Prawie w tym samym czasie Emile Zola odnosi się z coraz większą troską i empatią do upośledzonych  środowisk społecznych we Francji, oddalając się tym samym od Kościoła katolickiego o nastawieniu nacjonalistycznym i prorządowym. Ostry kurs antyklerykalny, który pisarz obiera, wzmacnia u niego sympatie socjalistyczne (dodajmy, że francuski socjalizm pochodzenia syndykalnego promował od początku idee demokratyczne, kwestionując zarówno tradycję monarchii, jak i bonapartyzmu), a jego książki znajdują się nawet jakiś czas na Indeksie. Pisarz wytyka także obojętność rządów Francji i Europy wobec ludobójstwa dokonanego na Ormianach przez sułtańską Turcję w latach 1894-1896. Sienkiewicz, ze swej strony, interesuje się bardziej Europą środkowo-wschodnią, co jest w jego sytuacji całkiem uzasadnione. Śledzi on uważnie losy rodaków we własnym  zniewolonym i podzielonym kraju, i stara się wprowadzić temat polski na scenę międzynarodową. Pielęgnuje rodzime symbole: we Francji zamawia u Cypriana Godebskiego posąg Adama Mickiewicza; odsłonięcie pomnika ma  miejsce w marcu 1899 roku, pisarz wygłasza  przy tej okazji odczyt pt. Mowa polska, opublikowany później w zbiorze Dwie łąki.

Tymczasem  Francja pochłonięta  jest  w całości  jednym z najgłośniejszych  skandali politycznych w historii Europy. Dwukrotnie skazany za domniemaną zdradę francuskich tajemnic wojskowych Niemcom 35-letni Alfred Dreyfus, kapitan pochodzenia żydowskiego, staje się ofiarą spisku wewnątrz armii. Na pełną rehabilitację będzie musiał czekać całe 10 lat. Od samego początku w jego obronie staje wielu uczonych i pisarzy, podczas gdy głównym jego oskarżycielem jest Francja – antysemicka i klerykalna. Tak się składa, że trzy lata wcześniej Sienkiewicz pisze sam o sobie oraz o swoich ideałach przy okazji pracy nad Quo vadis?. Wyraża on sąd, że jego powieść przyczyniła się ogromnie „do zwrotu nie tylko idealnego, lecz wprost religijnego. Ponieważ jestem zupełnie przekonany, że racjonalizm by nas zżydził (przepraszam), wysuszył i schińszczył – więc poczytuję sobie to za zasługę. Wierzę również, że prędzej coś uzyskamy przy kierunku idealnym w Europie, niż przy tym, który reprezentuje prasa drwiąca z ideałów”[7]. Dodajmy, że w momencie, gdy autor dobiega do końca swojej powieści o Rzymie za czasów Nerona, francuski Szef Sztabu Generalnego ustala właśnie, iż poufny dokument przekazał Niemcom nie Dreyfus, ale major Ferdynand Esterhazy. W obliczu tej nowej sytuacji, brat oskarżonego, Mathieu Dreyfus, wszczyna kampanię o rewizję procesu.  Z całą pewnością on również walczy w obronie  ideałów. Póki co, stara się on o rehabilitację moralną niewinnie osądzonego. Autor Quo vadis? w korespondencji z Nicei donosi Janczewskiej o tym wydarzeniu: „Nie uwierzysz  do jakiego stopnia tu ludzie szaleją z powodu Dreyfusa. Jest to po prostu orgia. Ale więcej mnie zajmuje Austria”[8].

Trzeba przyznać, gwoli sprawiedliwości, że w parlamencie austriackim doszło wówczas do ostrej walki stronnictw i pisarz dostrzegł w tym nawet ważną rozgrywkę między rasą słowiańską a niemiecką. Sprawa Dreyfusa nie schodzi jednak z  tytułowych stron gazet francuskich. Dwa lata później, w styczniu 1898 roku, w okresie wielkiego sukcesu czytelniczego Quo vadis?, sąd, ulegając atmosferze antysemityzmu i szowinizmu, uniewinnia Estherhazego. Wtedy to właśnie Emile Zola publikuje na pierwszej stronie paryskiego dziennika „L’Aurore” słynny artykuł J’accuse w formie otwartego listu do prezydenta Félixa Faure, zawierającego ostrą krytykę  rządu i wytykającego władzom prześladowanie człowieka niewinnego. Dnia 7. lutego 1898 Zola staje przed sądem przysięgłych Departamentu Sekwany, a 23. lutego zapada wyrok skazujący go na rok więzienia i 3000 franków grzywny. Sienkiewicz bawi wtedy akurat w Nicei. W liście 453 z 25. lutego notuje: „Czytałem także trochę nowszych rzeczy francuskich – i oczywiście przeglądam gazety, które się za czupryny wodzą o Zolę. To i wszystko”[9].

Ale nie było to bynajmniej wszystko. Następny komentarz Sienkiewicza odnośnie afery Dreyfusa znajdujemy w liście 454 z 16 marca 1898: „Czytałem Paris Zoli. – Co do jego sprawy, wiem rzeczy zakulisowe. Naturalnie, że nie Dreyfus winien, i wszyscy tu o tym wiedzą, ale mówią, że nie można było inaczej”[10].

Nie można było inaczej, więc w lipcu tego samego roku Zola, za namową przyjaciół, decyduje się opuścić Paryż i udaje się na emigrację do Londynu. Do Francji powróci dopiero za rok, po uchyleniu wyroku przez Trybunał Kasacyjny. Ułaskawiony  zostaje dopiero na mocy amnestii uchwalonej w r. 1900. Wytoczony przeciw niemu proces odbywający się w gorącej atmosferze manifestacji i politycznych konfrontacji odbija się szerokim echem na całym świecie. Jest to moment, w którym ogromnie ceniony i lubiany przez Sienkiewicza pisarz, Anatole France, nazywa Zolę „przebłyskiem sumienia ludzkości”[11].

Zarówno Sienkiewicz, jak i Zola, ożywieni byli nowym duchem Europy, a ich działalność literacka i polityczna zmierzała do niezbędnego jego urzeczywistnienia. Ich światopogląd różnił się zasadniczo, choć obaj byli w stanie dokonać wielu wyrzeczeń na rzecz marzeń o lepszym świecie. Sienkiewicz próbował reaktywować chrześcijańską ideę ewangelicznej troski o bliźniego wzbogaconą o pogańską, cesarsko-rzymską estetykę i filozofię. Starał się krzepić serca Polaków, a ostatnie lata życia spędzone w szwajcarskim mieście Vevey poświęcił wyzwoleńczym aspiracjom swego kraju. Tom pod redakcją Zbigniewa Przybyły uprzytamnia nam dobitnie, w jak trudnych okolicznościach przyszło autorowi Trylogii balansować między interesami Ententy i mocarstw centralnych[12]. Sienkiewicz zmarł w 1916 roku na obczyźnie i nie było mu dane cieszyć się odzyskaniem niepodległości umiłowanej ojczyzny.

Emile Zola postawił sobie za zadanie stworzyć powieść eksperymentalną opartą na  obiektywizmie narratora. W sposób racjonalny poddał w niej krytyce kult cudów i objawień, zaatakował skostniałe struktury hierarchii kościelnej oraz jej nieczułość na problemy społeczne. Swoją postawą obywatelską zwalczał odruchy fanatyzmu i nietolerancji wobec innych, przygotowując tym samym grunt do narodzenia się nowoczesnego państwa demokratycznego. Żył w środku Europy, ale w trudnych czasach. Istnieją poważne podstawy, aby sądzić, że w 1902 roku został zamordowany na tle politycznym.

Przypomnijmy, że we Francji Quo vadis? próbuje z początku wydać obóz zachowawczo-katolicki. W 1896 roku baronowa de Baulny ogłasza wyjątki tej powieści w „Correspondant”, gdzie nosi ona dopisek Un roman chrétien (powieść chrześcijańska)[13]. Od tego  momentu etykieta ta powracać będzie regularnie przy tytule książki. W marcu 1900 roku Henryk Sienkiewicz, znużony staraniami podjętymi u swego francuskiego tłumacza Potopu Rodziny Połanieckich, decyduje się wreszcie przekazać wyłączne prawo do przekładu  Quo vadis? Bronisławowi Kozakiewiczowi wspomaganemu przez drugiego tłumacza, J.L de. Janasza. Pierwszym wydawcą tej powieści jest w Paryżu la „Revue Blanche” założona w roku 1991 przez braci Natanson  i rozwijająca działalność w duchu awangardy i eklektyzmu a zaliczana do postępowego odłamu młodych republikanów stojących po stronie „dreyfusardów”. Na jej łamach publikowali tacy pisarze, jak Guillaume Apollinaire, Alfred Jarry, Marcel Proust, nie oznacza to jednak, że jej profil skierowany był na szeroką publiczność. Wydawnictwo to z trudem docierało do szerszej grupy czytelników choćby ze względu na bardzo małe nakłady wydawanych przez niego książek. Sukces „powieści z czasów Nerona” był więc, za sprawą tego wydawnictwa, tyleż znaczący, co nieoczekiwany. Tym bardziej, że francuski przekład tej książki zdystansowany był od kilku już lat przez inne liczne publikacje:  angielską (1896), rosyjską i czeską (1897), niemiecką (1898), oraz włoską, bułgarską, duńską, portugalską (1899) itd. (razem w 22 językach). Czym się zatem tłumaczy  ów rzadki sukces komercyjny pobity właśnie we Francji, gdzie ukazało się aż 200 edycji  dzieła na przestrzeni jednego roku 1900, nie licząc następnie tak zwanych wersji spopularyzowanych  Quo vadis?, by nie powiedzieć chybionych, lecz mnożących się aż do lat 1929-30 i w coraz mniej rzetelnych tłumaczeniach. Marja Kosko próbowała już udzielić odpowiedzi na to pytanie, analizując w swojej pracy, wyróżnionej w 1936 roku prestiżową Nagrodą Polskiej Akademii, przyczyny zarówno gorączki czytelniczej, jak i charakterystycznej rezerwy literackich środowisk opiniotwórczych we Francji względem tej sławnej powieści Sienkiewicza.

Co się tyczy gorączki, chciałbym, dla ostudzenia emocji, przytoczyć w tej kwestii opinię naszego włoskiego kolegi, Luigiego Marinelliego z Uniwersytetu La Sapienzia, który w sposób błyskotliwy przedstawił w tym roku teorię dwuznaczności tej książki, tłumacząc tą drogą jej niebywałe powodzenie. W tym celu przywołuje on Escarpitowski termin „twórczej zdrady” i podkreśla „różnicę jakościową, ale też ilościową w przedstawieniu świata i postaci pogańskich w porównaniu z chrześcijańskimi”. Zauważa słusznie, że „wobec silnie i wyraziście zarysowanych postaci Nerona, Petroniusza, Eunice nikną blade, jednowymiarowe figury Winicjusza, szczególnie po jego nawróceniu, Ligii, a nawet Ursusa”[14]. Ryszard Koziołek również zwraca uwagę na swoistą cielesność scen autora Krzyżaków Quo vadis?: „Sienkiewicz opowiada w powieściach współczesnych o miłości wcielonej w konkretne ciała; bada nieufnie jej siłę, tropiąc ciemną energię instynktów, które igrają jednostkami, odurzając je i kamuflując śmiertelny horyzont erotyzmu”[15].

Wszystko wskazuje na to, że w przepojonej surowym jansenizmem Francji Quo vadis? odegrało zarazem rolę rewelatora i neutralizatora ukrytych głęboko tęsknot erotycznych. Dlatego niektórych katolików francuskich razi zmysłowa atmosfera wyuzdanych scen i ponętny obraz rozpusty  świata starożytnego. Jest to zarzut zrozumiały, zwłaszcza w chwili, kiedy Francja odkrywa ze zdziwieniem serię bardziej ascetycznych nawróceń ludzi pióra (Joris-Karl Huysmans, François Coppée, Ferdinand Brunetière). Nie można się też dziwić, że olbrzymiej poczytności książki przeciwstawia się zdecydowanie stanowisko wpływowej wówczas krytyki (Léon Bloy – którego pamięć odnowił świeżo Michel Hoeullebecq w Uległości, Henri Bordeaux, Camille Mauclair, Adolphe Brisson, Henri Dac, Albert Sorel, Léon Daudet)[16].

Rozgłos  Quo vadis?, to znaczy główna fala powodzenia tej książki, ogranicza się, jak wiemy, we Francji do kilku lat, chociaż i później odzywają się jej osłabione echa, utrwalone przeróbką operową, filmową, a nawet komiksową, à destination du grand public na łamach dziennika „Paris-Jours 1966[17]. W 1971 wydanie Quo vadis? zostało wznowione w formacie Livre de Poche i opatrzone nieoczekiwanie przedmową Henri de Montherlanta, wielkiego pisarza zafascynowanego ponoć od dzieciństwa tą „powieścią chrześcijańską” mimo swej nieukrywanej niechęci do męczenników-apostołów Piotra i Pawła oraz innych wyznawców wiary Chrystusowej. Po nim następuje jeszcze wydanie w serii Le Classique de Poche  pod redakcją Michela Zinka (za każdym razem w tłumaczeniu Kozakiewicza). Klamra domyka się wreszcie wraz z ostatnim, naukowo najbardziej wiarygodnym, wydaniem Quo vadis? nakładem GF Flammarion 2005 (setna rocznica Nagrody Nobla) przy starannym opracowaniu tekstu przez Daniela Beauvois, który po raz pierwszy wykorzystał konkurencyjne tłumaczenie Ely Halpérine-Kamiński z 1904 roku, niesłusznie, jego zdaniem, pomijane i niedocenione przez kolejnych francuskich wydawców.

Zarówno Marja Kosko, której praca została dwukrotnie wznowiona we Francji (José Corti 1960, Slatkine 1976),  jak i Daniel Beauvois w swej Prezentacji do wydania 2005, zwrócili oboje uwagę na paradoksy i nieporozumienia, jakie pojawiły się wokół tej książki we Francji pod rządami umiarkowanego republikanina Waldeck-Rochera (1899-1902) oraz radykała o antyklerykalnym nastawieniu, Emile’a Combesa (1902-1905). W przeciwieństwie do wykreślonej od dawna z mapy Europy Polski, dążącej do odzyskania niepodległości, Francja przeżywała wówczas okres burzliwych i często dramatycznych  rozgrywek politycznych, moralnych, wojskowych i religijnych w następstwie sprawy Dreyfusa mocno dzielącej Francuzów na dwa zwalczające się nawzajem obozy w latach 1894-1906, oraz na skutek trochę mniej słynnego, ale dość znaczącego skandalu Amadeusza Thalamasa. O tym ostatnim Sienkiewicz nie wspomina nigdzie, chociaż sprawa odbiła się szerokim echem we Francji. 17. lutego 1909 roku bojówkarskie grupy wielbicieli Joanny d’Arc wdzierają się na Sorbonę i wymierzają publicznie cielesną karę młodemu profesorowi z liceum Charlemagne, który jakoby zbezcześcił pamięć ich religijno-narodowej świętości.

Byłoby jednakowoż uproszczeniem sprowadzać wszystkie te wydarzenia do jednoznacznej konfrontacji środowisk demokratyczno-republikańskich z konserwatywnymi nacjonalistami z Action Française (aktywnie wspomaganych młodą  generacją tzw. Camelots du roi). W momencie, gdy Francja pod rządami Maurice’a Rouviera przegłosowywała głośną ustawę rozdziału Kościoła i państwa według wcześniejszego projektu Aristide’a Briand’a (1905), która określała na przyszłość jej statut laickiego państwa w Europie, Henryk Sienkiewicz, po niedawnych sukcesach teatralnej przeróbki Trylogii na deskach teatru Sarah Bernard w Paryżu oraz po gigantycznych nakładach Quo vadis?, otrzymywał właśnie najwyższe literackie wyróżnienie, jaką była (i jest do dzisiaj) Nagroda Nobla.

Dlaczego wszakże czytelniczy odbiór Quo vadis? pozostaje w tak wielkiej sprzeczności z ocenami światłej krytyki literackiej tamtych czasów? Przecież nie może być tutaj mowy o spiskowych postawach pisarzy i krytyków francuskich. A może w taki właśnie sposób manifestuje się ich zazdrość wobec polskiego pisarza w obliczu miernych sukcesów prozy francuskiej? Na to pytanie nie ma, jak dotąd, jednoznacznej odpowiedzi. Jednakowoż właściwe rozpoznanie źródeł i kontekstów burzliwych lat na przełomie XIX i XX wieku w ujęciu kulturoznawczym umożliwia nam obecnie głębsze niż do tej pory wyartykułowanie ówczesnych opinii i polemik na temat polskiego pisarza w kraju Emila Zoli i Anatola France’a (od Charlesa Maurrasa, poprzez Léona Daudeta, Léona Bloy’a, Eugène’a Monforta i Henry’ego Bordeaux, i nie tylko) oraz, w następnej kolejności, ukazanie w nieoczekiwanie  intrygującym świetle obecności twórczości Henryka Sienkiewicza we Francji w dniu dzisiejszym. Otóż wszystko wskazuje na to, że pewne niezatarte stereotypy i clichés związane z wyobrażeniowym światem Quo vadis? stereotypy niekoniecznie dobrze rokujące na przyszłość odżywają w nowej francuskiej rzeczywistości.  Zastanawiające jest na przykład i dające wiele do myślenia ostatnie kieszonkowe wydanie Trylogii z 2013 roku  usytuowane w kategorii „powieści katolickich” (pod auspicjami mało znanego, lecz afirmującego swoją niechęć do „żydo-masonerii” i swą sympatię dla autorów o profilu „antyrewolucyjnym” – ESR Saint-Remi, Collection Livres en Famille – antyliberalnego, ultrakonserwatywnego wydawnictwa zbliżonego do ideologii Marine Le Pen, stojącego, jak ono samo twierdzi, „na straży literatury katolickiej”.

Zjawisko to każe się nam zastanowić nad wspólnym losem i wspólną przyszłością naszej starej, targanej różnymi trendami i namiętnościami Europy. Podobnie jak Winicjusz przechodząc na stronę chrześcijan, odkrywa nagle zupełny brak porozumienia ze swym starym i wypróbowanym przyjacielem Petroniuszem, tak też radykalne środowiska konserwatywno-nacjonalistyczne odcinają się od republikańskich zasad stanowiących obywatelski cokół francuskiej nowoczesności. Dla lepszego zrozumienia zawiłości tych zagadnień, chciałbym zacytować, w formie konkluzji, ciekawe sformułowanie Ryszarda Koziołka: „Jeśli treścią Quo vadis? jest opowieść o niemożliwości współistnienia chrześcijaństwa z niechrześcijaństwem, to nie jest to powieść historyczna, ale genealogiczna, wiodąca nas do źródeł problemu, który dla gwałtownie sekularyzującego się świata XX wieku znów stał się dojmujący”[18].

Przypisy

  1. Józef Szczublewski, Sienkiewicz. Żywot pisarza, WAB, Warszawa 2006, s. 239.
  2. Maria Bokszczanin, Listy do Jadwigi Janczewskiej w: Henryk Sienkiewicz, Listy tom II, część pierwsza, PIW, Warszawa 1996, s. 61-67.
  3. Henryk Sienkiewicz, Listy, tom II, część pierwsza, op. cit., s.595.
  4. Ibidem, s. 234.
  5. Ibidem, s. 223.
  6. «Moich Ligów wziąłem dlatego, że mieszkali między Odrą a Wisłą. Miło mi myśleć, iż Ligia była Polką – i jeśli nie Litwinką, to przynajmniej Wielkopolanką. To także jest poczciwy gatunek” Cytuję te słowa Sienkiewicza za Józefem Sczublewskim, Sienkiewicz. Żywot pisarza, op. cit., s. 245.
  7. Józef Szczublewski, Sienkiewicz. Żywot pisarza, op. cit., s. 247.
  8. Henryk Sienkiewicz, Listy, tom II, część trzecia, op. cit., s. 242.
  9. Ibidem.
  10. Ibidem.
  11. G. Robert, Emil Zola, przeł I. Wachlowska, Warszawa 1968, s. 177-181.
  12. Zob. Henryk Sienkiewicz i jego twórczość, red. Zbigniewa Przybyły, Wydawnictwo Naukowe Księgarnia Akademicka, Częstochowa 1996.
  13. Zob. Mieczysław Brahmer, Powinowactwa polsko-włoskie. Z dziejów wzajemnych stosunków kulturalnych. XVII. Z dziejów Sienkiewicza w krajach romańskich, PWN, Warszawa 1980, str. 285.
  14. Luigi Marinelli, Dwuznaczność „Quo vadis”, w: Sienkiewicz dzisiaj. Eseje o twórczości autora Trylogii, redaktor prowadząca: Anna Lonkwic, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2016, s. 204.
  15. R. Koziołek, Martwe kobiety, w: ibidem, s. 314-315.
  16. Zob. Marja Kosko, La fortune de Quo vadis ? en France, Slatkine Reprints, Genève 1976, chap. II „Les principales critiques adressées à Quo vadis ?”, s. 117-150.
  17. Fragment tego tekstu opublikowało warszawskie „Forum” z 3 lipca 1966.
  18. Ryszard Koziołek, Dobrze się myśli literaturą, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016, s. 63 (rozdział „Kod QV”).