BAŁUCKI RYNEK [OBSZAR]
Dawid Sierakowiak
I B, ONI
„10 listopada 1939 r.: […] Dla postrachu powieszono dziś na Bałuckim Rynku trzech zbrodniarzy, mówią, że dwóch Polaków i jednego Żyda lub na odwrót. Polaków podobno za morderstwo, a Żyda za paskarstwo. Wspaniały sposób wykazania mocnej ręki. Porządek będzie utrzymany!” (s. 94)
V A, JA
„9 marca 1943 r.: […] Przyszedł dziś do naszego Wydziału [Hans] Biebow z Gettoverwaltung i zwiedził z [Bernardem] Fuksem całe biuro. W wyniku tej wizyty (był też w Wydziale Personalnym [Dworska 1] i Gospodarczym [Lutomierska 11]) będą musieli wszyscy urzędnicy i urzędniczki w wieku poniżej 40 lat opuścić biura i pójść do resortów i pracy publicznej, zaś na ich miejsce weźmie się starych i wyczerpanych robotników. W każdym prawie pokoju biura była awantura z powodu nagromadzenia tylu młodych sił, na domiar złego malowanych i ładnie ubranych. Biebow zlikwidował też mianowanych trzech kierowników naszego Wydziału (oprócz Fuksa), [Franza Roberta] Andresa, [Azriela] Urysona i [Kiwę] Siennickiego, oddając całą władzę kierowniczą Fuksowi. […] Wczoraj taką czystkę Biebow przeprowadził też na Bałuckim Rynku w sekretariacie [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego. „Stary” zjechał teraz już zupełnie, na tyle, że niemiecka wacha przy Bałuckim Rynku zrewidowała go wczoraj, gdy wjeżdżał na plac.” (s. 368)
JA/ONI, V A (04.01.1944)
„Wczoraj, 3 stycznia, wieczorem o godz. 5.30, Prezes [Mordechaj Chaim Rumkowski] został ponownie przewieziony przez Gestapo do miasta, rzekomo w celu konfrontacji. Ponieważ wspomnienie przypadku [Dawida] Gertlera jest ciągle żywe, w getcie panuje ogromne poruszenie i obawa. Strach jak w dni jesiennych wysiedleń. Nie powrócił tej nocy. Nadchodzi ranek, 4 stycznia. Całe getto pod wrażeniem wydarzeń. Każdy czuje, że wraz z Przełożonym Starszeństwa Żydów upadnie getto. Żadnego punktu zaczepienia. Uwolniony! W końcu o godz. 4 po południu: uwolniony! Dowiaduję się od sąsiadów: «Stary [tj. Rumkowski] jest znowu na Bałuckim Rynku! Boruch poszedł do niego! Nie śpi, ani nie drzemie stróż Izraela!” (s. 29)
JA/ONI, V A, (14.12.1943)
„Największe napięcie. Ciężki dzień. Około 11 godz. Przełożony zabrany przez trzech urzędników Gestapo do miasta. Godziny strachu. Dzikie plotki. Przypomina się 12 lipca z [Dawidem] Gertlerem. Czy wróci? Co się dzieje. Robi się wieczór. Wóz z białym koniem stoi przed Rynkiem Bałuckim i czeka. Zapada noc. W końcu około godziny 1.30 w nocy stukanie do drzwi obok – Prezes wrócił. Głęboki oddech. Potem nasłuchuje się przyczyn. Rzekomo kontrola zaopatrzenia. Dostarczono większe ilości niż jest ludzi w getcie. W Wydziale Kartek [Marynarska 71] tylko 79 000, podczas gdy Urząd Statystyczny podaje 83 000. Jakkolwiek by nie było, Prezes wrócił, jest wśród żywych. Cios przezwyciążony. Prezes znów pracuje – o godz. 8 rano był już na Rynku Bałuckim. Była to ciężka noc. Weszło w kości. Stary mimo wszystko centralną figurą getta.” (s. 28)
JA/ONI, V A, (14.07.1943)
„Teraz [Dawid] Gertler upadł. Wezwany na Rynek Bałucki, wsadzony do auta, wywieziony. Przeszukanie mieszkania. Prawdopodobnie dzielił z Gestapo dobra ze złota. W każdym bądź razie do piętnastego a.c., już trzeci dzień, nie wrócił. Czy będzie miał następców?” (s. 23)
ONI, III A (31.03.1942)
„Mieliśmy dziś okropny dzień, dostaliśmy kartę na wyjazd, ale Ja i Mira [Feldmark] nie, bo my figurujemy jako robotnicy resortowi, tylko ojciec nieboszczyk, mama i brat. Oczywiście, że napisaliśmy podanie, iż ojciec nie żyje i brat z powodu choroby chwilowo nie pracuje, ale już może wrócić do pracy, a Mira i Ja podejmujemy się utrzymywać mamusię. Do podania dołączyłem zaświadczenie, że pracowałem w resorcie 11⁄2 roku, a teraz pracuję w Wydziale Warzyw [ul. Łagiewnicka 25], zastępuję ojca, który już nie żyje, ale chcę wrócić do resortu. Mira miała zaświadczenie z jej resortu, że jest wykwalifikowaną fachowczynią krawcową i jest potrzebna w resorcie, to zostało podpisane przez kierownika resortu i bezpośrednio poszło na Bałucki Rynek do Komisji Wysiedleńczej [ul. Rybna 8], cały dzień i noc byliśmy w niepewności i strachu, czy w nocy nie przyjdą wyjąć nas z łóżka.” (s. 34)
ONI, III A (20.04.1942)
„W getcie ruch ogromny, każdy chce dostać się do pracy, aby nie pójść na komisję. Wszyscy więksi dygnitarze wepchnęli swoich do resortów, a ten biedny robotnik, który nie ma protekcji, zawsze pada ofiarą. Z tego powodu we wszystkich resortach wybuchł strajk gdyż żądali, aby zrobić listę z ich najbliższych i dać im karty pracy, gdyż tylko z ich pracy utrzymuje się getto i resort, a koniec końcem ich rodzice muszą stanąć na komisję, a ci z protekcji wchodzą do pracy. Więc po obiedzie we wszystkich resortach robotnicy podawali swoich najbliższych i te listy przesłano na Bałucki Rynek. Dzieci od 10 lat wypełniali [!] ankiety w Wydziale Szkolnym [ul. Franciszkańska 27] i zaraz dostali [!] skierowanie do resortów jako uczniowie. Dziś już był pierwszy dzień komisji lekarskiej, badanie wcale się nie odbywa, tylko pytają o zawód, lat [!], datę urodzenia itp. Potem kładą stempel na piersiach, stemple są różnego rodzaju, to znaczy różne litery, potem każdy otrzymuje obiad. Przygnębienie wielkie, na ten temat krążą już różne plotki, że tych stemplowanych wyślą osobno, ażeby rozdzielić rodziny. Że zdrowych wezmą na robotę, pracujący mają zostać. Głowa boli od samego przysłuchiwania się. Ale swoim porządkiem nikt jeszcze nic nie wie, Minia podała mamę i teściową na listę, jutro będzie odpowiedź. A tymczasem wiadomości polityczne są bardzo dobre. Jak mówią, ma lada dzień być po wojnie.” (s. 39)
ONI, II B (9 czerwca 1942 r.)
„Jedno warto zaznaczyć, że ludzie w getcie wszystko wiedzą z góry, co będzie, jaka racja, i inne wiadomości. Zawsze przed czymś coś się mówi z góry w getcie o tym czymś, co się ma stać! Bo są tacy, co wiedzą, gdyż pracują przy tym lub są w kontakcie z Niemcami na Bałuckim Rynku, jeden mówi drugiemu i tak się wszystko rozpowszechnia!”(s. 68)
ON, III B (17.06.1942, wspomnienie dnia 16.06.1942)
„Na drugi dzień Mira [Feldmark] cały dzień leciała tu i tam interweniować, była u [Mieczysława] Mosiężnika, to jest wachmistrza Gemüse-Abteilung [Wydział Warzyw, ul. Łagiewnicka 25}, który dzwonił do komisarza [Abrahama] Feldhendlera, lecz ten odpowiedział, że zwolnić ma tylko prawo sam pan prezes. Potem do tegoż samego komisarza dzwonił kierownik resortu, [Lajb] Glazer, lecz teraz już przyrzekł, że postara się coś załatwić. Potem Minia [Feldmark] przyniosła zaświadczenie, że pracowałem w resorcie do rewiru [ul. Łagiewnicka 61], a stąd kom[isarz] dzwonił na Bałucki Rynek, że wszystko jest zgodnie z prawdą, tak, jak zeznałem.” (s. 73 – 74)
Oskar Singer
JA/ONI, III A (29.04.1942)
„Fakt, że kierownicy różnych wydziałów są wzywani przez sekretariat przy Matrosenstrasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN], aby tam dobrowolnie zgłaszać się na następną noc do rozładunku transportu ziemniaków, także musi mieć swoją szczególną przyczynę. I jeśli nawet tylko przez godzinę pada deszcz, to jest to dla getta wydarzenie o dużym znaczeniu. A pada przecież prawie każdego dnia. Wszyscy wiedzą, co to oznacza – ciągle jeszcze odczuwamy katastrofę ziemniaczaną z ostatniej jesieni. I jeśli na Rynku Bałuckim nie widać dorożki prezesa, choć wiadomo, że jest już zdrowy, to ma to także pewne znaczenie.” (s. 19)
JA/ONI, III B
„Na żadne z tych pytań nie można w tej chwili dać obiektywnej i sprawiedliwej odpowiedzi. Wszystko dzieje się zgodnie z zasadami pewnej określonej dynamiki, już teraz dobrze znanej, a przecież i tak będącej nie do pojęcia. Wydarzenia tak szybko się zmieniają, że aż dech zapiera. Piszący te słowa znajdował się przez dwa lata w środku tego przedstawienia. Dwa lata pozostawał w ścisłym kontakcie z władzami. Poznał więc metody ich działania, ich mentalność. Naprawdę nie istnieje żaden opór przeciwko temu, co się dzieje, przeciwko skutkom racji stanu. Na ważne pytanie, czy był wyraźny rozkaz deportacji przesiedlonych – albo czy była ona wynikiem pewnych pertraktacji – nie można dać dzisiaj odpowiedzi. Po prostu tego nie wiadomo. Wie to tylko Bałucki Rynek.” (s. 37)
JA/ONI, III B (02.08.1942)
„We właściwej wytwórni nabiału dochodzimy do siebie po przeżytym szoku. W jednym z bocznych pomieszczeń w tym samym budynku robi się twaróg. Tu przekraczamy „białe morze”. Z Bałuckiego Rynku przywożone są samochodami blaszane bańki z chudym mlekiem. Część z nich dostarczana jest od razu do sklepów. Mleko dla dzieci i chorych!” (s. 55)
JA/ONI, III B (06.08.1942)
„Proces przerobu odbywa się na trzech placach, ewentualnie w trzech miejscach pracy, a mianowicie:
1) centrala i główny magazyn Sulzfelderstrasse [Brzezińska] 73,
2) warsztaty Mühlgasse [Młynarska] 21 i
3) warsztaty Am Quell [Źródłowa] 3-6.
Zwiedzanie zaczyna się bez żadnych zaskakujących wrażeń. Tak mniej więcej wyglądają wszystkie miejsca zbiórki i sortowania materiałów wtórnych. Mimo znacznej ilości szmat – tych leżących w szopie i tych przeznaczonych do suszenia (razem około 15 wagonów) – obraz ten nie jest niczym imponującym. Parę wagonów żelaza, okruchów skalnych i szkła, ale to przecież tylko „buble”. Po reorganizacji będzie się ich stopniowo pozbywać. Nie przybywa już nic nowego. Tylko szmaty i materiały przysłane przez władze. Właśnie rozładowywany jest wagon wojskowych uprzęży końskich. Masywne części ze skórzanym pokryciem, jedna sztuka podobna do drugiej. Już poruszają się dłonie, rozkładają poszczególne sztuki na części: tu żelazo, tu drewno, tam skóra. Każda resztka ma swoje przeznaczenie. Nie poznamy ich, gdy z zakładu szewskiego powędrują przez getto na Bałucki Rynek, a stamtąd do miasta jako nowiutki towar.” (s. 60-61)
JA/ONI, V A
„Węgiel przychodził dwoma kanałami. Najpierw przez Bałucki Rynek, a potem przez Radogoszcz, dworzec towarowy getta. Plac ten był położony bardzo korzystnie dla obu kierunków, szczególnie w sytuacji, gdyby się udało rozwiązać problem transportu z Radogoszcza do centrum. W obliczu braku środków transportu kierownictwo stało bowiem przed zadaniami niemalże nie do rozwiązania. Dopiero po oddaniu do użytku linii tramwajowej Marysin – Bałucki Rynek – Plac Węglowy problem rozwiązano. Pierwsze transporty węgla dostarczono wiosną 1942 r. aż do bramy wjazdowej Wydziału Węglowego. Dzisiaj przychodzą bardzo duże ilości prawie wyłącznie przez Radogoszcz. Pojawiła się więc potrzeba zorganizowania placu węglowego także na Marysinie. Jest to właściwie taki sam plac, jak plac centralny przy ulicy Hanseatenstrasse – Matrosenstrasse [Łagiewnicka – Dworska, obecnie Organizacji WiN] i służy on jako miejsce rozdziału węgla dla tej części getta, która geograficznie do niego należy.” (s. 75-76)
JA/ONI, V A (10.1942)
„Wydział Tytoniu nie ma żadnego wpływu na ustalanie cen. W tych sprawach niewiele pomoże szczere dążenie pana Nowera, aby prowadzić solidny przedwojenny interes. Jego solidność będzie musiała się ograniczyć do tego, żeby powierzonym mu cennym mieniem administrować, jak przystało na porządnego kupca. Nie wolno mu prowadzić kalkulacji. Przejmuje to, co mu przekazuje Bałucki Rynek, i ma dbać, żeby równowartość wpłynęła ponownie do kas Przełożonego. Milczy, gdy pytamy o finanse jego zakładu. Czy boi się gadulstwa reportera, czy takt nie pozwala mu zdradzać tajemnicy kalkulacji, albo rzeczywiście nic nie wie na ten temat? Wszakże zadajemy to pytanie nie tylko z czystej ciekawości. Żałujemy tylko, że nie możemy zdradzić przyszłemu czytelnikowi, na ile Bałucki Rynek był w porządku w stosunku do swego monopolu tytoniowego.” (s. 83)
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Czwartek, 9 stycznia 1941 r.
[…] Dochodząc do zbiegu ulicy Dworskiej i Bałuckiego Rynku, widać było [!] jakiś nienaturalny ruch. Zbliżywszy się bliżej [!], dowiedziałem się, że wysyłają dziś partię Żydów w liczbie 500 na robotę do Niemiec. (s. 28,29)
JA/ONI, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.
[…] Słyszałem, że przyjechała delegacja najstarszych Żydów z prowincji, tj. z Pabianic, Łasku, Zduńskiej Woli, Ozorkowa, Łęczycy itd., i miała konferencję u Rumkowskiego [Bałucki Rynek], zarzucając mu, że on spowodował ten stan Żydów w Litzmannstadt, w jakim się dziś znajdujemy. A to z powodu, że nie pozwolił przysyłać paczek, że zatrzymał cały sztmukel itp. […] (s. 34,35)
JA/ONI, II A
Poniedziałek, 27 stycznia 1941 r.
O 9 godz. byłem w komisariacie na Bałuckim Rynku, gdzie umówiłem się z kolegami. Chcieliśmy dostać się do Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Gdy przyszedł łącznik, poinformował nas, że Prezes bez zaproszenia nikogo nie przyjmuje. Prosiliśmy więc go, by podał podanie nasze sekretarce Prezesa. Ten wziął i powiedział, że załatwi. (s. 40)
JA/ONI, II A
Niedziela, 2 lutego 1941 r.
Byli dziś u mnie [Franciszkańska 38] [Julek]Waks i [Szymek]Nyssel. Powiedzieli mi, że byli u Karo [Franciszkańska 27], który powiedział im, że był u Rumkowskiego [Bałucki Rynek] i przedstawił mu naszą sprawę. Ten, słysząc to, powiedział, że potrzebuje fachowców i przyjmie nas do fabryki, ale teraz ma zawróconą głowę pilniejszymi sprawami. Postanowiliśmy pójść z delegacją po raz drugi do [Władysława] Franka [Dworska 1]. Umówiliśmy się na wtorek [na] 10.30. (s. 43)
JA, II A
Wtorek, 11 lutego 1941 r.
Rano wyciągnął mnie dozorca z łóżka, bym poszedł odebrać zapomogę. Dostałem 19 mk i pokwitowanie 1 mk na wydatki domowe. Poszedłem następnie do sekretariatu [Wydziału] Szkolnego [Franciszkańska 27], by wypisali podanie i dali dyrektorowi, który chce iść z tym do Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. (s. 47)
ONI, II A
Środa, 12 lutego 1941 r.
[…] Józiek był dziś u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. [Ten] przyjął go podobnie [ż] bardzo uprzejmie. Jeśli chodzi o posadę, to powiedział, że urzędników nie potrzebuje, ale nie mogąc wypuścić go z niczym, dał mu tytułem zapomogi 50 mk i dwa talony na węgiel i żywność. (s. 47,48)
JA/ONI, II A
Piątek, 21 lutego 1941 r.
[…] Poszedłem dziś o 8 godz. do Rozenberga [Limanowskiego 38], z którym poszedłem do „Starego” [Piwna 15] wraz z [Chaimem Majerem] Kozienickim. Wyciągnęliśmy go z łóżka i zawlekliśmy do szkoły [Franciszkańska 76/78], gdzie po porozumieniu z dyrektorem napisał opinię. Poszliśmy potem do Wydziału Szkolnego [Franciszkańska 27], by bliżej dowiedzieć się o całej sprawie. Tu Karo powiedział nam, że był u Rumkowskiego [Bałucki Rynek] i przedstawił mu całą sprawę. Prezes, usłyszawszy to, odniósł się przychylnie, tylko powiedział, że chce wiedzieć, kim są ci absolwenci, jak się nazywają i gdzie mieszkają. Ze słów jego wywnioskowałem, że podanie nasze zgubił i zreferował sprawę tę, nie mając podania. Przeto zwrócił się do dyrekcji szkolnej z wymówką, że musi mieć opinię. (s. 54, 55).
JA/ONI, II A
Wtorek, 25 lutego 1941 r.
Wstałem dziś o 7 godzinie i poszedłem do fabryki [Drewnowska 77]. Warszawski, który jest tam dyrektorem, powiedział nam, że przędzalnia jeszcze nie ruszyła i że jeszcze sprawy tej nie załatwił u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Idąc do domu [Franciszkańska 38] wcale nie byłem zmartwiony tym niepowodzeniem, bo będę miał teraz czas interesować się posadą, którą przyrzekł Rumkowski. […] (s. 57)
JA/ONI, II A
Poniedziałek, 10 marca 1941 r.
Przed obiadem poszedłem do Waksa [Podrzeczna 9], z którym poszedłem do Franka [Dworska 1]. Ten przyjął nas uprzejmie, mówiąc, że o nas pamięta i przy najbliższej okazji załatwi to u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Poszliśmy następnie do dyrektora poradzić się go, czy wypisać deklaracje, jakich żąda Warszawski. Początkowo odradzał nam, ale w końcu powiedział, że nie chce nam radzić, bo nie wie, jak to wszystko będzie później wyglądało. Postanowiliśmy zebrać wszystkich chłopców, by sprawę tę ostatecznie załatwić. Umówiliśmy się więc na jutro. […] (s. 64,65)
JA/ONI, II A
Piątek, 21 marca 1941 r.
Po śniadaniu poszedłem do Franka [Dworska 1] dowiedzieć się, co zostało załatwione, jeśli chodzi o naszą sprawę. Powiedział mi, że dobrze o tym pamięta, tylko jak przychodzi na kilka minut do Rumkowskiego [Bałucki Rynek], to nie wie, od czego zacząć, bo ma tyle spraw do załatwienia. W końcu przyrzekł, mi że przy najbliższej okazji zainteresuje się tą sprawą. […] (s. 70,71)
JA, II A
Wtorek, 1 kwietnia 1941 r.
O 11 godz. przyszedł do mnie Szymek Nyssel, z którym poszedłem do [Mojżesza] Karo [Franciszkańska 27]. Po godzinnym czekaniu dostaliśmy się do niego, który powiedział nam, że listę naszą odesłał do Warszawskiego. Po obiedzie poszedłem do Warszawskiego [Łagiewnicka 45], mówiąc mu, że listę absolwentów otrzymał. Po dłuższej chwili przypomniał sobie, że papiery odebrał. Kazał nam przyjść za dzień–dwa, bo musi to załatwić u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. (s. 75)
JA, II A
Środa, 2 kwietnia 1941 r.
Poszedłem dziś rano do Franka [Dworska 1]. Siedząc w poczekalni, usłyszałem, że telefonują po niego z Bałuckiego Rynku, by już przyszedł. Zaszedłem więc przed bramę, by przypomnieć mu naszą sprawę. Postanowiłem czekać na niego, jak wyjdzie od Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Stojąc tak, zauważyłem, że Warszawski z jakimś gościem wychodzą od Prezesa. Doszedłem do niego, pytając się, co załatwił. Odpowiedział mi, byśmy wszyscy jutro przyszli na ósmą do fabryki. […] (s. 75)
JA, II A
Czwartek, 17 kwietnia 1941 r.
Przed obiadem miałem trochę latania. Byłem z rachunkami w różnych Arbeitsressortach na Bałuckim Rynku i w różnych wydziałach gminnych. […] (s. 81)
JA, II A
Wtorek, 22 kwietnia 1941 r.
Wstałem dziś normalnie o 6.45. Pogoda była wredna jak nigdy. Gdy przyszedłem do składu [Plac Kościelny 4], słyszałem straszne krzyki. Po chwili okazało się, że kierownik składu bardzo się denerwuje, że towar jeszcze nie wysłany na Bałucki Rynek, a dzwonią oficerowie, że czekają już od 8 godz. z autem. Już nie kazali mi się rozebrać, tylko wziąć kilka sztuczek i iść na Bałucki Rynek. Jak kazali, tak musiałem zrobić, wziąłem towar i zaniosłem. Gdy przyszliśmy na Bałucki Rynek i oddaliśmy towar, wyskoczyli na nas Niemcy, dlaczego tak późno. Widząc takie zamieszanie, odłożyłem towar i poszedłem. […] (s. 82)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (2.09.1942)
„To, czego się bano, stało się faktem. Z ust do ust przechodzi rzeczowa i pewna wieść: dzieci i starcy będą wysłani. Dzieci do dziesiątego roku i starcy od sześć- dziesiątego piątego. To już nie plotka, to fakt, będący rezultatem wczorajszej konferencji na Bałuckim Rynku, na którą wezwano Prezesa. Wysłane zostaną dzieci i starcy. Wysyłka obejmie około 20 000 ludzi.
I tak oto zaczęło się wrześniowe wysiedlenie 1942 roku”. (s. 139)
ONI, IV (5.09.1942)
„Policjanci, strażacy, „biała gwardia” i furmani uczestniczący w akcji już wcześniej zwolnili swoje dzieci i krewnych. Tak samo uczynili ci, którzy mieli protekcje i wsparcie wpływowych czynników. Pośrednikami w zwolnieniach byli: Biuro Resortów Pracy Jakubowicza na Bałuckim Rynku – zwolniło dzieci i najbliższych członków rodzin kierowników resortów; Gertler też zwolnił wiele osób; zwalniała też komenda policji, Richter z niemieckiej komisji wysiedleń i inni”. (s. 186)
Jakub Poznański
JA/ONI, II A
14 VI 1940 (zapis 3 I 1943)
„Pewnego dnia wieczorem odwiedził mnie [Jakub] Gonik, drugi kierownik Wydziału Gospodarczego i w imieniu Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] polecił mi zgłosić się 14 czerwca o godzinie 8:45 na Bałucki Rynek. Stawiłem się w gminie o wyznaczonej porze. Prezes zaprosił mnie do gabinetu i po krótkim wstępie mianował mnie kierownikiem Oddziału Plantacji, zlecając jednocześnie przeprowadzenie odpowiednich prac reorganizacyjnych. Zauważył przy tym, że powinienem postępować „po dyrektorsku”.
(s. 28-29)
JA/ONI, II A
Lipiec 1940 (zapis 4 I 1943)
„W pierwszych dniach lipca Prezes zakomunikował mi, że ma zamiar sprowadzić do getta kozy. Do gabinetu Prezesa przy placu Kościelnym 4, udałem się w towarzystwie [Emila] Bluma. Mieliśmy rozstrzygnąć kwestię, czy kozy umieścić w zabudowaniach gminnych, czy też rozdać je ludności.
Bez długich namysłów odpowiedziałem, że kozy należy bezwzględnie rozdać ludności, przy czym pierwszeństwo przysługuje, moim zdaniem, osobom chorym i obarczonym dużymi rodzinami. […]
Jakieś było moje zdziwienie, gdy już następnego dnia otrzymałem z Bałuckiego Rynku lakoniczny telefon, iż pierwszy transport kóz właśnie nadszedł i należy go odebrać. Przejąłem je w obecności weterynarza miejskiego, dr. Klawego.
Prezes zadał mi pytanie, gdzie zamierzam umieścić ten nowy nabytek, gdyż zdecydował się na koncepcję stajenną. Nie starałem się nawet przekonywać go o niesłuszności tej decyzji. Wiedziałem, że rozkaz padł i musi być wykonany. Wyznaczyłem więc na ten cel stajenkę”.
(s. 30-31)
ONI, V A
14 III 1943
„W początku tygodnia rozpowszechniła się wieść, że [Hans] Biebow zrobił porządek na Bałuckim Rynku i wyrzucił stamtąd wszystkie uszminkowane panienki, jak [Esterę] Daumównę, [Alicję] Profesorską, [Hannę] Hamburską etc. etc. Dokładnie tego przebiegu sprawy nie znam, wiem tylko tyle, że Daumówna po dwóch dniach znowu wróciła na swoje miejsce. Następnego dnia Biebow był w Arbeitsamcie – Urzędzie Pracy – gdzie wyrzucił kierownika [Akiwę] Siennickiego i kilkunastu niższych urzędników i urzędniczek, nakazując im pójść do resortów. Mówiono, że jest to rezultat walki [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego z [Dawidem] Gertlerem i że Biebow widocznie stanął po stronie Gertlera i wykazuje Prezesa”.
(s. 50)
JA/ONI, V A
14.02.1943
„Gdy koło 15.45 wracałem do resortu przejściem koło ruin dawnej gminnej synagogi [Wolborska], znów nastąpiła detonacja, która jednak sprawiła na mnie wrażenie strzału armatniego. W resorcie [Żydowska 12] opowiadano mi, że widziano aeroplan, który się bardzo nisko opuścił i zaraz też raptownie się podniósł, i w tym momencie nastąpiła detonacja, sądzili, że to motor na samolocie eksplodował. Cała sprawa jeszcze jest niejasna, tym bardziej, że jak mi mówiono na Łagiewnickiej, za Bałuckim Rynkiem nic nie słyszano. U mnie w domu szyby i wszystko w pokoju się zatrząsało. Na froncie, sądząc z OKW-Berichtu — Rosjanie dalej atakują i dalej wolno się posuwaj na południowym odcinku naprzód”.
(s. 43)
ONI, V A
28 III 1943
„W ciągu ubiegłego tygodnia ludność getta przeżyła dużo chwil i momentów nieprzyjemnych. Ale wszystko po porządku. Zapowiedziano na 25 bm. Wizytę ministra pracy Rzeszy dra [Roberta] Leya. Choć w programie, który podany był w gazecie, nie wspominano wcale o tym, że ma odwiedzić i getto, to jednak Żydzi – ten naród wszechwiedzący, wiedzieli, że ma on odwiedzić i getto i że od rezultatów jego wizyty zależeć będzie dalszy los getta i jego mieszkańców. W związku z tym w początku tygodnia [Hans] Biebow, Prezes Gettoverwaltung, objechał parę minut przed 17-tą niektóre resorty i zrobił lepszą awanturę, jeżeli wypuszczano robotników przed 17-tą. Zwiedził on między innymi i resort dywanowy na Młynarskiej 7, gdzie pracować winna była [Estera] Daumówna, dawna sekretarka Prezesa na Bałuckim Rynku, którą Biebow z Bałuckiego Rynku wyrzucił i kazał jej pójść do dywanów na zwykłą robotnicę. Zastał ją przy pracy. Bardzo mu się to podobało i po pewnej rozmowie w cztery oczy rozkazał jej wrócić na Bałucki Rynek. Kierownika i komisarza resortu krawieckiego [Abram Grossman i Weiss] (Łagiewnicka 34/36) za przedwczesne wypuszczanie robotników aresztował, sam odstawił [ich) do więzienia na Czarnieckiego, ale po 24 godzinach kazał wypuścić”.
(s. 54)
ONI, V A
10 VII 1943
„Przedwczoraj wieczorem przyjechały władze niemieckie na Bałucki Rynek i wydały rozkaz wydalenia całego żeńskiego personelu, poczynając od sekretarki Prezesa[Mordechaja Chaima Rumkowskiego] – [Dory] Fuksówny, aż do ostatniej sprzątaczki, razem około 60 kobiet. Przyczyna oficjalnie nieznana, nieoficjalnie mówią, że nie życzą sobie, by Niemcy, przybywający lub pracujący na Bałuckim Rynku, wchodzili w styczność z kobietami żydowskimi, mówią nawet o konkretnym wypadku wpływu na Niemca, nawet są pogłoski o stosunku itd., ale trudno dociec prawdy. Na razie wydalono wszystkie, pozostały tylko trzy, a mianowicie: u Prezesa Fuksówna, u [Arona] Jakubowicza [Maria] Walfiszówna i [Dora] Bursztynowa jednak władze niemieckie żądają wydalenia i ich. Jak się skończą pertraktacje, jeszcze nie wiadomo. Wypadek ten wywołał dużo sensacji w getcie. Druga sensacja to jest powołanie na Bałuckim Rynku do niemieckiego rewiru policyjnego (VI Polizeirevier) córki dra Bergsona [Heleny Bergson], której powiedziano po przesłuchaniu, żeby była gotowa do wyjazdu do Poniatowej, gdzie są jej rodzice. Doktorowa B. [Dorota Bergson] wyjechała do Warszawy ostatnim transportem stąd mniej więcej przed rokiem, a doktor B.[Henryk Bergson] przyjechał do Warszawy z Tarnopola. Widocznie, że ich wysiedlono z Warszawy”.
(s. 85).
ONI, V A
12 VII 1943
„Kobiety z Bałuckiego Rynku wychodzą. Jednakże twierdzą wtajemniczeni, że trzy, a mianowicie: [Dora] Fuksówna, [Maria] Walfiszówna i [Dora] Bursztynowa, najprawdopodobniej dostaną pozwolenie pozostania. Tym, który się do tego przyczynił był niejaki pan [Oskar] Schamburg, majster szewski, zaufany Gettoverwaltung, który miał pod swoją opieką wszystkie resorty szewskie i niektóre inne. Podobno dowiedziono mu stosunków z pracującą na Bałuckim Rynku jakąś Czeszką, która była tylko pół lub nawet w jednej czwartej Żydówką”.
(s. 86)
ONI, V A
15 XII 1943
„Wczoraj o godzinie jedenastej przed południem zjawili się na Bałuckim Rynku niespodziewani goście: dwaj cywile w towarzystwie oficera Gestapo. Bez długich ceregieli zaprosili [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego do auta i wywieźli go w kierunku miasta. Do późnego wieczora oczekiwano jego powrotu. Ludność getta była bardzo zdenerwowana. […] [Mordechaj Chaim] Rumkowski powrócił około godziny drugiej w nocy. Jak wspomniałem, pogłoskom, a raczej plotkom nie było końca. Wysuwano fantastyczne domniemania o jakiejś daleko idącej zmianie struktury gospodarczej i aprowizacyjnej żydowskiej dzielnicy”.
(s. 138-139)
ONI, V A
30 XII 1943
„Przedwczoraj odbyła się na Bałuckim Rynku konferencja poświęcona sprawom aprowizacji. W zastępstwie [Hansa] Biebowa uczestniczył w niej członek zarządu [Friedrich Wilhelm] Ribbe. Na jego żądanie ponownie skasowano wszelkie talony kategorii B, B1, B2, B3 i CP, pozostawiając jedynie L, to znaczy specjalny przydział dla pracujących ponad 55 godzin tygodniowo. Jaki to ma być przydział – nie wiadomo. Słyszałem z miarodajnych źródeł, że nie będą zeń korzystać ani lekarze, ani farmaceuci, ani też kierownicy resortów. Podobno Ribbe zaznaczył z przekąsem, że „w mieście żydowskim za drutami wolne zawody nie powinny być uprzywilejowane”.
(s. 142)
ONI, V A
4 I 1944
„Wczoraj przed wieczorem zjawili się znów na Bałuckim Rynku gestapowcy i zabrali ze sobą [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego. Dotychczas nie wiadomo, czy i kiedy wrócił. Nie wiadomo również, jakich spraw dotyczyło przesłuchanie i dlaczego zastosowano konwój”.
(s. 142-143).
ONI, V A
5 I 1944
„Wczoraj około godziny 17-tej Prezes wrócił na Bałucki Rynek. Nie był to wjazd triumfalny – przywieziono go karetką więzienną. [Mordechaj Chaim] Rumkowski skarżył się ze łzami, że w ciągu ostatniej doby nic nie miał w ustach. Jako dowód rzeczowy pokazał dwa suchary, które otrzymał jako jedyny posiłek. Trudno sprawdzić, czy jeremiady te były zgodne z prawdą, czy też grał on komedię, aby wzbudzić litość”.
(s. 143)
ONI, V A
13 I 1944
„Wczoraj zjawił się na Bałuckim Rynku [Otto] Bratfisch, szef Gestapo w Litzmannstadt i zabronił honorowania jakichkolwiek dodatkowych talonów – czy to na chleb, czy też na inne produkty. W związku z tym wstrzymano w Centrali Mięsnej wydawanie specjalnych przydziałów dla kliki [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego.
(s. 145)
JA/ONI, V A
9 III 1944
„Drugim sposobem nawiązywania łączności z Europą to gazeta. Pewien Niemiec pracujący na Bałuckim Rynku codziennie „zapomina jej” w umówionym miejscu. Nie wiem, ile mu za to płacą. Korzystam z niej gratiskowo. Z biegiem czasu zostałem nawet lektorem, ponieważ – zdaniem słuchaczy – najpłynniej czytam po niemiecku”.
(s. 155).
ONI, V B
19 V 1944
„Przedwczoraj w porze obiadowej, koło godziny dwunastej, zjawili się na Bałuckim Rynku przedstawiciele władz niemieckich i zażądali 50 zdrowych robotników na wyjazd poza obręb getta. Należało ten kontyngent dostarczyć w ciągu trzech godzin.
Na takie dictum acerbum kierownictwo Gminy poszło po linii najmniejszego opory: wzięto 15 aresztantów z Centralnego Więzienia, a resztę z tzw. Abbruchstelle, to jest z brygad zajętych przy rozbiórkach domów przy ul. Brzezińskiej.
O oznaczonej godzinie podjechał tramwaj. Wzięto ludzi prosto z roboty, poddano ich kąpieli dezynfekcyjnej i natychmiast wywieziono. […] To nieoczekiwane zarządzenie już na samym wstępie nie obyło się bez ofiary. Jeden z robotników chciał na ulicy Łagiewnickiej ratować się ucieczką – wyskoczył z tramwaju i zabił się na miejscu”.
(s. 162-163)
ONI, VI A
17 VI 1944
„Dzień wczorajszy obfitował w różne sensacje. Hans Biebow szalał na Bałuckim Rynku. Poturbował Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] tak dotkliwie, że ten dostał krwotoku. Następnie pobił sekretarkę [Dorę] Fuksównę i zdemolował biuro [Arona] Jakubowicza. Zjawił się w towarzystwie innego członka Zarządu Getta, [Ericha] Czarnulli. Obaj byli pijani. Równie dobrze mogli symulować nietrzeźwość, by odegrać się na znienawidzonym współwłodarzu dzielnicy żydowskiej. Rumkowski leży w szpitalu. Zobaczymy, co z tego wyniknie”. (s. 167)
ONI, VI A
18 VI 1944
„Od wczorajszego popołudnia znowu wrze w getcie jak w ulu. Rozeszła się wiadomość, iż grozi nam systematyczne wysiedlania, które nazywa się w języku urzędowym „branką na roboty”. Do końca czerwca winniśmy dostarczyć sześć tysięcy osób zdolnych do pracy – po trzy tysiące tygodniowo. Osobom tym przysługuje prawo zabrania ze sobą żony i dzieci w wieku od 14 lat oraz 15 kg bagażu. Podobno mają ich wysyłać w okolice Lipska i Monachium dla uprzątania gruzów po nalotach bombowych.
Wiadomość ta wywołała w dzielnicy żydowskiej zrozumiały popłoch i zamieszanie. Wszyscy chodzą jak struci. Na Bałuckim Rynku urzęduje już komisja pod przewodnictwem [Stanisław] Jakobsona. W skład jej wchodzą między innymi: sekretarka Prezesa [Dora] Fuksówna i komendant policji [Leon] Rozenblat”. (s. 168)
ONI, VI A
19 VI 1944
„Wyjaśniła się wreszcie przyczyna pobicia Prezesa [Mordechaj Chaim Rumkowski]. Otóż w ubiegłym tygodniu przybyła na Bałucki Rynek jakaś komisja z nadburmistrzem Litzmannstadt [Otto Bradfischem] na czele i zażądała nowych kontyngentów do wysyłki na roboty. [Hans] Biebow odpowiedział, że wszyscy ludzie są mu potrzebni i zaprotestował przeciwko częściowej deportacji pracowników przedsiębiorstw getta. Natomiast Rumkowski miał się odezwać, że może dostarczyć 500 czy 600 osób.
Następnego dnia Biebow, dając folgę oburzeniu, „odwiedził” Prezesa i pobił go tak mocno, że sam przy tym złamał wskazujący palec”. (s. 169)
ONI, VI A
21 VI 1944
„Spośród kierowników przedsiębiorstw tylko dwóch odmówiło sporządzenia wymaganych przez gminę list, a jeden zaniósł na Bałucki Rynek całą kartotekę pracowników, proponując, aby Rada Starszych dokonała selekcji. Tamci obydwaj zostali aresztowani i dopiero w murach więziennych, pod naciskiem policji, zgodzili się podporządkować rozkazom”. (s. 170)
ONI, VI A
11 VII 1944
„Wczoraj w obiad i po obiedzie znowu była konferencja na Bałuckim Rynku. Podobno był dr [Otto] Bratfisch, szef Gestapo, a zarazem i wojenny nadburmistrz miasta. Mówią o nowym kontyngencie 2000 ludzi do Krakowa, ale zupełnie zdrowych, silnych młodych mężczyzn. Natomiast są pogłoski, że poprzednie wysiedlenie na pracę w głąb Niemiec ma ustać”.
(s. 180)
ONI, VI A
19 VII 1944
„Przedwczoraj wieczorem rozpowszechniła się wiadomość o nowej ewakuacji getta, a to w związku z wizytą przedstawicieli Gestapo na Bałuckim Rynku i konferencji z Prezesem [Mordechaj Chaim Rumkowski], [Henrykiem] Neftalinem, [Sucherem] Ehrlichem (dwóch ostatnich przedstawicieli Wydziału Ewidencji i Statystyki), na której zażądali oni danych statystycznych co do stanu ludności, z podziałem na następujące kategorie: do lat 10, do 20, do 30, do 40, do 50, do 65, z podziałem na mężczyzn i kobiety i z podaniem ilości chorych w każdej grupie”. (s. 184)
ONI, VII
02 VIII 1944
„Wczoraj znowu pękła „wielka bomba” w getcie. O godz. 15-ej rozpowszechniła się wiadomość o ewakuacji całego getta wraz z ewakuacją miasta Łodzi. Ale opowiem wszystko po porządku, jak się wypadki rozegrały. Mianowicie o godz. 13-ej wczoraj zawezwano [Marka] Kligiera, [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego i [Arona] Jakubowicza do VI rewiru policyjnego na Bałuckim Rynku (niemiecki urząd policyjny, który prowadzi agendy ochrony granic getta) i zakomunikowano im, że we czwartek, 3 bm. zacznie się ewakuacja Łodzi wraz z gettem. Z getta pójdzie 5000 osób, wraz z maszynami i towarami”. (s. 190)
ONI, VII
04 VIII 1944
„Od trzech dni panuje w getcie wielki popłoch. Do godz. 12-ej w południe drugiego sierpnia nie było żadnego planu ewakuacji getta. Na godz. 13 zaproszono do gabinetu [Hansa] Biebowa wszystkich kierowników i komisarzy resortów krawieckich i metalowych, gdzie był szef Gestapo łódzkiego Stiller, Biebow i [Erich] Czarnulla z Gettoverwaltung i jeden młody człowiek, który przedstawił się jako delegat Reichsrüstungskommando, który zwrócił się do obecnych, że racja stanu i położenie wojenne nakazuje przetransportowanie resortów, w pierwszym rzucie metalowych i krawieckich (stolarskie podobno dostały na tydzień obstalunek na specjalne skrzynie) dalej od frontu, w głąb starej Rzeszy”.
ONI, VII
2 IX 1944
„Na Bałuckim Rynku pozostał inżynier [Julian] Weinberg z niewielką załogą. Korzystając z ich legalnej obecności, niektórzy ludzie wyleźli z dotychczasowych kryjówek i poruszają się swobodnie po mieście”. (s. 211)
JA/ONI, VII
19 XI 1944
„W czwartek, dziewiątego listopada, około godziny szóstej przed wieczorem rozległ się w naszym lochu umówiony sygnał – trzy silne uderzenia w okiennicę, zwiastujące bezpośrednie niebezpieczeństwo. Dwaj nasi wypróbowani informatorzy z Bałuckiego Rynku przynieśli nam iście hiobową wieść: zadenuncjowano naszą obecną kryjówkę, a komendant policji żydowskiej, [Mordka] Bruder, zamierza nas jutro odwiedzić w asyście agentów Kripo.
Doniesiono nam również, że nie jest to pierwszy wypadek ujawnienia kryjówki. W tym tygodniu zlikwidowano już pięć podobnych ,,lokali” w piwnicach, a w jednym z nich rozegrała się dramatyczna walka, której ofiarą padł lekarz, dr Daniel Wajskopf. Jego szwagier i siostrzeniec [Seweryn lub Henryk Rauchman] zostali swego czasu ujęci i skierowani na Jakuba 16, skąd udało im się zbiec. Dowiedziawszy się o tym, Hans Biebow wpadł w pasję. Dobrał sobie do pomocy [Heinrich] Schwinda, Brudera i niejakiego] Lajbla] Krajna i we czwórkę udali się do zdradzonej im kryjówki lekarza i jego rodziny. Dr Wajskopf, pomimo złamanej nogi, wyszedł im naprzeciw i bronił bohatersko wstępu do piwnicy. Z pomocą przyszli mu siostrzeńcy i siostry. W rezultacie Biebow, Schwind, Bruder i Krajn zostali dotkliwie pobici. Rzecz jasna, zwyciężyła w końcu „dzielna czwórka” Niemców i judaszów. Udało się w końcu ująć dra Wajskopfa, którego rozpaczliwa obrona umożliwiła ucieczkę niektórym członkom rodziny. Biebow i Schwind, którzy nie mieli przy sobie broni, udali się biegiem na Bałucki Rynek. Wrócili po kilkunastu minutach i czterema wystrzałami z pistoletu położyli trupem wspaniałego człowieka, który ośmielił się podnieść rękę na przedstawiciela „narodu panów”. Ten właśnie incydent zapoczątkował likwidację szeregu kryjówek w getcie.
Ale wracam do naszej sprawy. Jeszcze „łącznicy” nie zdążyli wyjść, gdy w progu stanął inny przedstawiciel Bałuckiego Rynku i w imieniu Brudera zadał nam pytanie, czy chcemy dobrowolnie zgłosić się do obozu. Jeśli tak, to przyjdzie on po nas nazajutrz w towarzystwie agentów. Nic nam nie grozi. Wprost z kryjówki udamy się do Kripo, gdzie nas tylko formalnie przesłuchają i zapiszą-po czym czeka nas kąpiel i dezynfekcja, no i obóz. Prosiliśmy o godzinę namysłu. Po dłuższej naradzie doszliśmy zgodnie do wniosku, że jeśli loch nasz został zdekonspirowany, i tak nas zabiorą. Może to nastąpić natychmiast albo za parę dni. W takiej sytuacji nie będziemy mieć chwili spokoju. Wszystko to rozważywszy, z ciężkim sercem przyjęliśmy propozycję Brudera. Dopiero o godzinie 21-ej przekazaliśmy wiadomość wyrażającą zgodę wysłannikowi Bałuckiego Rynku. A potem nastąpiła ostatnia noc w lochu …
W piątek nad ranem pakowaliśmy swoje rzeczy. Nie zdążyliśmy się jeszcze ogarnąć, gdy na podwórzu rozległo się wołanie: „Bajgelman! Bajgelman!” Wyjrzeliśmy na dwór. Okazało się, że oczekują nas już dwaj agenci Kripo w asyście Brudera i Krajna. Obok stał wóz przeznaczony do przewozu naszych rzeczy. Kazano nam się ubrać i wynosić wraz z tobołami całe „umeblowanie” lochu. Trwało to przeszło godzinę.
Z resortu udaliśmy się do budynku Kripo przy uIicy Kościelnej. Tam spisano nasze personalia i zadano kilka stereotypowych pytań na temat walut i kosztowności. Potem odesłano nas do dezynfekcji i kąpieli na Bałuckim Rynku, skąd tramwajem pojechaliśmy do obozu przy ulicy Jakuba 16”. (s. 254-255)
ONI, VII
21 IX 1944
„Wczoraj ujawniono kryjówkę na Marysinie. Zatrzymano osiem osób. Jedna zdołała zbiec. Był to doskonale zamaskowany schron, na samej granicy getta. Mieszkańcy jego zdradzili się, intonując śpiew z okazji Nowego Roku. Usłyszał to przechodzący poza drutami policjant schupo i zaalarmował rewir na Bałuckim Rynku. Ujęto całą ósemkę i osadzono w celach Kripo. Wieczorem wszyscy powędrowali do obozu przy ulicy Jakuba 16”. (s. 221)
JA/ONI, VII
5 X 1944
„W dniu wczorajszym sytuacja była jeszcze bardzo niepewna.
Z braku jakichkolwiek dyrektyw – odwołujących wyjazd bądź też nakazujących stan pogotowia – obóz [Łagiewnicka 36] do późnych godzin wieczornych czynił gorączkowe przygotowania. Gdy już wszystko było spakowane, [Aron] Jakubowicz około północy udał się na Bałucki Rynek, by usłyszeć z ust [Hansa] Biebowa ostatnie instrukcje. Kierownik Gettoverwaltung odbywał właśnie konferencję z [Otto] Bradfischem. Konferencja była prawdopodobnie suto zakrapiana alkoholem, bo po jej zakończeniu Biebow przyjął wprawdzie Jakubowicza, ale był nietrzeźwy. Chwiejąc się na nogach, obwieścił mu krótko, że obóz nie wyjeżdża, a szczegóły poda mu w dniu jutrzejszym”. (s. 227)
JA/ONI, VII
3 XII 1944
„Mówiono mi, że po dłuższej konferencji na Bałuckim Rynku faktyczne i prawne kierownictwo nad kilkusetosobową „ludnością” getta objął [Mordka] Bruder zamiast doktora [Michała] Eliasberga, obarczonego wyłącznie odpowiedzialnością za stan sanitarny dzielnicy”. (s. 257)
ONI, VII
17 XII 1944
„Hans Biebow nie daje za wygraną … W tych dniach, rozstrzygających naszym „być albo nie być”, rad by z nas zedrzeć ostatnią koszulę. Dziś wezwał na Bałucki Rynek kierownictwo i zażądał w sposób kategoryczny wydania wszystkich ukrytych bogactw. Był (o dziwo) trzeźwy i wyznaczył dwugodzinny termin na poszukiwania. Gdy po upływie tego czasu dostarczono mu garść nie bardzo cennych przedmiotów codziennego użytku, z ust jego posypały się przekleństwa pod adresem verfluchte Juden … [przeklęci Żydzi] Ale – jak wiadomo – z pustego i Salomon nie naleje …”. (s. 259)
JA/ONI, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945
„Z niedzieli na poniedziałek rozpoczęły się pierwsze pożary w getcie. Zaczęło się od Bałuckiego Rynku, gdzie podpalono baraki na rynku, gdzie urzędowali Niemcy, dlaczego podpalano akurat te baraki i kto podpalił, nie ustalono na razie, w każdym razie, jak pokazały następne fakty, należy to uważać za akt sabotażu lub zemsty”. (s. 268)
Bibliografia
– Dawid Sierakowiak, Dziennik, oprac. A. Sitarek, E. Wiatr, Warszawa: Żydowski Instytut Historyczny, 2016.
– Oskar Rosenfeld, Dziennik, w: Oblicza getta. Antologia tekstów z getta łódzkiego, red. K. Radziszewska, E. Wiatr, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2017.
– Dziennik Heńka Fogla z getta łódzkiego, oprac. Adam Sitarek, Ewa Wiatr, Warszawa: Żydowski Instytut Historyczny 2019.
– Oskar Singer, Przemierzając szybkim krokiem getto… Reportaże i eseje z getta łódzkiego, tłum. K. Radziszewska, Łódź: Oficyna Bibliofilów 2002.
– Lolek Lubiński, Dziennik, oprac. Anna Łagodzińska, Łódź: Muzeum Miasta Łodzi, 2014.
– Józef Zelkowicz, Tamte straszne dni, w: Notatki z getta łódzkiego 1941-1944, red. naukowa: M. Trębacz, E. Wiatr, M. Polit, K. Radziszewska, tłum. M. Polit, Łódź: Wydawnictwo UŁ, 2016.
– Jakub Poznański, Dziennik z łódzkiego getta, Warszawa 2002.