BRWINÓW (poza Warszawą)

Adina Blady-Szwajger

JA/ONI, VI C

„W mieszkaniu w Grodzisku było nas teraz dziesięć osób. Z tego trzy osoby „jawne” – reszta w ukryciu. Z żandarmami na dole my troje nawiązaliśmy przyjazne stosunki. Do tego stopnia, że… zaprosili nas na sylwestra. …Pod latarnią najciemniej. Więc byli już Marek [Marek Edelman –dop. AKR] i Antek [Antek Cukierman – dop. AKR], byli – poza naszym mieszkaniem – gdzieś w Milanówku, Pruszkowie, Brwinowie inni jeszcze ludzie z Komisji Koordynacyjnej Żydów.” (I więcej nic nie pamiętam…, s. 283)

Antoni Marianowicz

JA/ONI, VI C

„Jak dotarliśmy do Brwinowa, już nie pamiętam. Był to zupełnie inny świat. Słoneczko, jasny domek, malwy w ogródku, sielsko i rozkosznie. Dzwonimy do drzwi i pytamy, czy zastaliśmy panią Durand. Właścicielka mówi, że nie, niestety, pani Durand jest w Warszawie, w Powstaniu, i wszyscy się o nią bardzo martwią. I pyta, czy jesteśmy jej bliskimi znajomymi. Powiedziałem, że oczywiście. Nastąpiło wspólne biadolenie nad jej losem i skutek był taki, że gospodyni zaproponowała nam gościnę w pokoju pani Durand. Wyraziliśmy wdzięczność i tak nam upłynęło kilka dni – jak u Pana Boga za piecem. Cały czas trochę się jednak martwiliśmy, co będzie, kiedy nasza „przyjaciółka” wróci. Aż pewnego dnia przychodzi hiobowa wieść, że pani Durand zeszła z tego świata. Zmarło się biedaczce, bo była już mocno starszą panią. Dla nas, przy całym cynizmie tego stwierdzenia, było to nieprawdopodobnie szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Poza tym mieliśmy coś bezcennego – rekomendacje nieboszczki. Wiadomo było, że nie przypadkowi ludzie, nie jacyś, broń Boże, ukrywający się Żydzi, lecz najbliżsi przyjaciele takiej instytucji jak pani Durand, która była w Brwinowie znana. Brwinów był jedną z naszych najlepszych wojennych met”. (s. 187)

Bibliografia

– Adina Blady-Szwajger, I więcej nic nie pamiętam, Warszawa 2010.

– Antoni Marianowicz, Życie surowo wzbronione, Warszawa 1995.