FRANCISZKAŃSKA 12/14, róg św. JAKUBA 13 (drugie mieszkanie Mostowicza, mieszkanie Salomona Sera, Mieczysława Rozeblatta, Tadeusza Rozenblatta)
Arnold Mostowicz
JA/ONI, V A
„Na terenie getta mieszkanie to należało do luksusowych. Miało własną ubikację, a nawet łazienkę, tylko że ta ostatnia nie dla wszystkich była dostępna. Mieszkanie składało się z czterech pokoi. Dwa z nich zajmowała czteroosobowa rodzina człowieka, który był w getcie czymś w rodzaju ministra skarbu [Salomona Sera]. Przed wojną przyzwoity i wcale niegłupi kasjer bankowy, wplątany w sprawy zapędzonych do getta łódzkich Żydów, znalazł się nagle na stanowisku przekraczającym jego umiejętności i zdolności, ale nie ambicje. Rodzina jego była uprzywilejowana. Nie tylko zajmowała większą część mieszkania, miała także monopol na używanie łazienki. Większy z pozostałych dwóch pokoi zajmowały cztery osoby.
Gdyby były bohaterami jakiejś dziewiętnastowiecznej powieści, każda z nich zasługiwałaby na osobny rozdział. Pokój ten zajmowali mianowicie dwaj bracia Rozenblatt [Mieczysław i Tadeusz Antoni], żona jednego z nich oraz jej matka. Bracia Rozenblatt byli w trzecim pokoleniu potomkami całkowicie spolonizowanej rodziny łódzkich baronów przemysłu włókienniczego. Młodszy z braci, dziwak i abnegat, był w warunkach gettowych z góry skazany na upadek. Starszy – błyskotliwy i inteligentny, zajmował przy „prezesie” jakieś poważniejsze stanowisko. Nie znosili się nawzajem, czemu trudno było się dziwić: jeden stanowił antytezę drugiego. Żona starszego z Rozenblattów żyła tak, jak gdyby tylko chwilowo i z własnej woli przebywała za drutami. Z żydostwem nie miała nic wspólnego i czuła się w getcie całkowicie wyobcowana. Jej dotychczasowe życie toczyło się dziwnymi drogami. Obecny jej mąż był piątym z rzędu i gdyby nie wojna, prawdopodobnie nie ostatnim. Matka jej, siedemdziesięciopięcioletnia doktorowa A[burtinowa] Mina, była kiedyś jedną z najpiękniejszych kobiet Łodzi. Opowiadano, że życie jej stanowiło pasmo sukcesów sercowych. Tu w getcie nie wychodziła prawie z łóżka, obsługiwana przez córkę. Od rana do wieczora uczyła się francuskiego, miała bowiem pewność, że jej się ten język przyda po zakończeniu wojny.
Czwarty wreszcie, niewielki pokoik zajmował on z żoną. Był najmniej liczącym się w gronie lokatorów mieszkania, sprawował jednak funkcje lekarza sanitarnego i stale ktoś miał do niego jakieś pilne sprawy. Większość dzwonków do drzwi – porannych i wieczornych, wywołujących o tych porach dnia odruch zrozumiałego niepokoju – z jego właśnie obowiązkami była związana.” (s. 83-84)
Bibliografia
– Arnold Mostowicz, Żółta gwiazda czerwony krzyż, Łódź: Centrum Dialogu im. Marka Edelmana, 2013.



