FRANCISZKAŃSKA/SMUGOWA [TRASA]

Jakub Poznański

ONI, VI B
9 VIII 1944
„Pomimo tylokrotnych wezwań [Hansa] Biebowa, do wczorajszego transportu stawiło się […] tylko kilkanaście osób dobrowolnie. Należy stwierdzić, że ludność niechętnie się stawia i nie chce opuszczać nawet tych marnych legowisk, które tu posiada. By nastraszyć i zmusić do ich dobrowolnego zjawiania się, zainstalowano wczoraj koło 11-ej obławę. Mniej więcej o tej porze wjechała do getta, od strony Franciszkańskiej róg Smugowej, niemiecka straż pożarna, uzbrojona w karabiny i posadzona na jedno ze swoich aut osobowych (autobusów), bez przyrządów pożarniczych, i obstawiła blok: Łagiewnicka, Zawiszy, Młynarska, Brzezińska. Blok ten został przeszukany przez żydowską policję i wszyscy lokatorzy sprowadzeni na dół, a potem na plac Łagiewnicka 1/3. W zależności od usposobienia policjantów przeszukani mniej lub bardziej skrupulatnie, mieszkań zamkniętych po większej części nie otwierano. Dla historii należy zaznaczyć, że domu przy ul. Berka Joselewicza 16, w którym mieszkają sami wyżsi dygnitarze getta, podobno wcale nie ruszono. Bardzo możliwe i charakterystyczne. Z placu, na którym zgromadzono podobno przeszło 2000 osób, odtransportowano ich tramwajami do kina na Marysinie. Miarodajne czynniki twierdzą, że przeszło 700 osób po drodze uciekło, tak, że do kina przybyło niepełne 1300. Część ich podobno jeszcze wczoraj wysłano transportem”.
(s. 194)

JA/ONI, VIII
20 I 1945
„Wczoraj (zegarek mój wskazywał dokładnie godzinę jedenastą) ktoś nagle podważył klapę zamykającą nasz loch i usłyszeliśmy radosny okrzyk: „Panowie! Niech żyje Polska!”
Nie wierzyliśmy własnym uszom. Sceptycy krzyczeli, że to prowokacja. Jednak wołający wzywał niektórych z nas po imieniu. Przezwyciężyliśmy strach. Wspinając się po drabinie, wyszliśmy na powierzchnię. Wyłącznie mężczyźni. Kobiety zostały w piwnicy.
Oślepiło nas światło dzienne. Potem istny szal radości. Uściski i pocałunki – częstokroć z obcymi ludźmi.
Biegniemy ulicą Franciszkańską. Brama getta otwarta na oścież.
Wtem rozlegają się glosy: „Jadą. Jadą!” U wylotu ulicy Smugowej ukazuje się czołg radziecki. Sunie wolno, witany owacyjnie przez ludność. Po kilku minutach podążają za nim dwa samochody wojskowe, oddział konny i grupa piechurów. [tekst nieczytelny] auto osobowe, zatrzymuje się na rogu. Dochodzę, gdyż myślę, że będzie pytać o drogę, a że władam rosyjskim, będę mógł lepiej wytłumaczyć. Siedzący w aucie oficer w randze generała mówi, że Polska Republika ma Samodzielny Rząd Demokratyczny; na czele państwa stoi prezydent Bierut, prezesem Rady Ministrów jest Morawski, min. Spraw Wojskowych – Naczelnym dowódcą Rola-Żymierski, że w skład rządu wchodzą wszystkie partie, i prosi, żebym to przetłumaczył na język polski dla ogółu, co też niezwłocznie uczyniłem. Trudno opisać entuzjazm, który ogarnął obecnych. Na rzecz generała posypały się oklaski i okrzyki. Wiwat i niech żyje. Generał pojechał dalej w stronę miasta. Miałem przy sobie papierosy około 600-700 sztuk, które niezwłocznie rozdałem częściowo ludziom, a częściowo żołnierzom.
Ludność okrążyła nas, bo za mną jeszcze kilku wyszło z getta, i zasypywała pytaniami. Ilu nas uratowano, czym żyliśmy itd”.
(s. 264-265)

Bibliografia

Jakub Poznański, Dziennik z łódzkiego getta, Warszawa 2002.