GĘSIA 33 – Róg ulic GĘSIA/LUBECKIEGO – LUBECKIEGO 7 – LUBECKIEGO 6 [TRASA]

 

Helena Szereszewska

JA/ONI, III A (sierpień-wrzesień 1942)

„Nina idzie i idzie. Nad nią błękitne niebo. Pod nią asfalt ulicy Gęsiej. A dokoła pustka i cisza – ani jednego przechodnia.
Nagle staje jak wryta. Słyszy krzyki i widzi przy bramie odwróconego tyłem do niej Niemca, bijącego Żyda gumową pałką. Żyd skulił się i przysiadł. Oparty o mur stoi rower, a przy rowerze pies wyjący cicho, czekający tylko na znak swego pana. Szare krótkowzroczne oczy Niny nie widziały tego z daleka.
Teraz widzi. Ale i słyszy też jednocześnie daleki, głuchy, rytmiczny tupot. Jest zbawcza brama! Więc wpada do niej. A z bramy na podwórze, kierując się do piwnicy. Na podwórzu na ziemi leży dwóch zabitych Żydów. Bez butów i bez marynarek. Ostrożnie przechodzi obok nich. W korytarzu piwnicznym razem z kilkoma kobietami czeka czas jakiś. Potem idzie dalej. Idzie i idzie. Teraz przechodzi obok domu, gdzie mieści się szkoła pielęgniarek. Siostra jej, Irena, jest uczennicą tej szkoły.
Nina podnosi oczy – czy nie zobaczy Ireny w oknie? Ale w oknach nie ma nikogo.”
Przed likwidacją „małego getta” szkoła pielęgniarek mieściła się w gmachu Ubezpieczalni na rogu Pańskiej i Mariańskiej. Tutaj, na Gęsiej – w czasie wysiedleń – nie było już ani regularnej pracy, ani wykładów. Irena spędzała dnie w szkole, ale nocowała w domu… Dyrektorka szkoły, pani Bielicka, pracowała w szopie Schultza jako sanitariuszka. Widziałam nieraz z balkonu, jak wracała z pracy w czepku pielęgniarskim i granatowej pelerynie.
Uczennice szkoły musiały same dbać o wyżywienie. Ciągnęły po ulicach wózek z kapustą albo z chlebem. Niemieccy żołnierze spoglądali na nie dobrotliwie.
,,Siostrzyczki, siostrzyczki” – mówili do nich po niemiecku. Teraz Nina przechodzi obok bramy domu, gdzie po wysiedlonej rodzinie pozostała w mieszkaniu dwuletnia dziewczynka. Wraz z mieszkaniem i dziecko dostało się ludziom, którzy z kolei tam zamieszkali. Kilku Niemców wiedziało o dziewczynce. Przychodzili każdego dnia i pytali, czy dziecko jadło, czy nie dzieje mu się krzywda, czy nie brak mu czego.
A oto więzienie na Gęsiej. W tym czasie znajdowała się tam żona adwokata Ruffa. Przysłano ją do więzienia z „aryjskiej” strony. Jana Ruffa wysłano do Oświęcimia, gdzie wkrótce zmarł na czerwonkę. Ruffowa, która nie przyznawała się do swego pochodzenia, wysłana została do Ravensbriick, skąd po wojnie wróciła do kraju.
W więzieniu tym znajdowało się wtedy wielu Cyganów. Pewnej nocy uciekło ich stu. Cyganów wysiedlano wówczas tak samo jak Żydów.
Na rogu Lubeckiego i Gęsiej Związek Aptek otworzył aptekę. W tej aptece pracował Seret, który przedtem był kierownikiem apteki w „małym getcie” – na rogu Prostej i Twardej. Pewnego dnia zabrano mu z domu żonę i dziesięcioletniego syna. Kiedy dowiedział się o tym, wybiegł z apteki na Umschlag i nie wrócił więcej.
We wrześniowym słońcu, z gołą głową, w granatowej bluzeczce w białe kropki, Nina mija już aptekę i skręca w Lubeckiego.
(…)
W piwnicy domu numer siedem pali się światło elektryczne. Musi spojrzeć w tę stronę. Potem skręca do bramy, wstępuje na pierwsze piętro i staje przed drzwiami mieszkania numer dwa. Na klatce schodowej stoi wyrzucony z mieszkania niepotrzebny Gliksbergom kredens. Są w nim talerze, kieliszki, nawet kryształowe wazony i zastawa stołowa. Szuflady w tym kredensie wyrwane są siekierą.
Staje przed drzwiami, które roztrzaskano kolbami karabinów. Przed drzwiami, które nie miały filungów, skrzyżowane deski i kawałki drewna zasłaniały otwór.
I stuka. Wtedy wychodziłam z kuchni i otwierałam drzwi.” (s. 116-117)

Bibliografia

– Helena Szereszewska, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993.