GRZYBOWSKA 37
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (lipiec-sierpień 1942)
„Nazajutrz przydzielono nam pokój przy Grzybowskiej w domu Tarasiewicza. Jednopiętrowy dom Tarasiewicza mieścił się między Ciepłą a Waliców. Stary i niepozorny budynek. Były w nim nie więcej niż cztery mieszkania i dwa czy trzy sklepiki od ulicy. Wszystkie stały teraz puste. Kto w nich mieszkał uprzednio, nie wiedzieliśmy. Sam Tarasiewicz w tym domu nie mieszkał. Był to ten sam Tarasiewicz, do którego należały rozrzucone po Warszawie sklepy z kawą firmy „Pluton”.
Przydzielono nam pokój na pierwszym piętrze. Wąski i długi, o jednym oknie, wychodzącym na zapuszczony ogród. W pokoju stały dwa łóżka i mały, owalny stół z krzesłami. I dwa nasze worki z pościelą. Po drugiej stronie klatki schodowej przydzielono pokój buchalterowi Gminy, Dawidowi Weintraubowi. Kiedy wchodzimy po schodach, stoi przed drzwiami, jak gdyby na nas czekał.
Tak więc Weintraub stoi przed drzwiami, a za jego plecami widać głowę żony i główkę dziecka, które nosi na ręku.
[…]
Idą za nami wszyscy troje. Dwa nasze worki z pościelą już nam przyniesiono z Gminy. Odwiązujemy je i wykładamy poduszki na łóżka.
„Koralowa mieszka na parterze – mówi Weintraub – zna pan Koralową?” (s. 89)
JA/ONI, III A (sierpień 1942)
„Po całonocnej strzelaninie nastaje nowy dzień. O szóstej rano już stoję przed bramą i widzę nieprzebrany tłum robotników i robotnic, spieszący do szopów. […]
Kiedy tak stoję przed domem, widzę w tłumie moją krewną, Felicję Żychlińską. Nie wiedziałam, że przebywa w getcie. Syn jej był po stronie „aryjskiej”, a nawet mówiono, że ożenił się z Polką. Dziwiłam się, że nie zaopiekował się matką i nie umieścił jej gdzieś na wsi. Niosła płócienny chlebak na ramieniu i energicznym krokiem szła przed siebie. Nie zawołałam jej. Śledziłam ją z daleka. Patrzałam na jej twarz – jej prawdziwą twarz – skupioną, zamkniętą w sobie i surową.” (s. 88)
„Wieczorem tego dnia przyszła do nas obca kobieta, której nigdy nie widzieliśmy na oczy.
„Jestem gospodynią lekarki Natalii – powiedziała – u mnie mieszkała. Odnajmowałam jej dwa pokoje”.
,,No to co?” – zapytaliśmy.
,,Zabrano ją dzisiaj podczas blokady, i już nie wróciła.”
To tylko chciała nam powiedzieć, z tą wiadomością przyszła. Odwróciła się, zamknęła drzwi za sobą i już jej nie było.
A my spojrzeliśmy na owalny stolik – na blat stolika, na którym wczoraj leżały ręce Natalii – i wydawało nam się, że jeszcze słyszymy, jak mówi: ,,Ręką mi machnął na pożegnanie i w jednej chwili pociąg ruszył, i już go nie było”.” (s. 97)
Bibliografia
– Helena Szereszewska, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993.



