LESZNO 80/82

Halina Birenbaum

ONI, II A

„Mój starszy brat1 pracował jako student medycyny w żydowskim szpitalu (…)” (s. 14)

ONI, II

„W getcie zorganizowano stołówki dla biednych, dla uchodźców, bezdomnych i osieroconych dzieci. Założono dziesiątki komitetów domowych oraz szpital.[…] Warunki w szpitalu były okropne, chorzy (a nieraz i martwi) leżeli po trzech na jednym łóżku, brakowało żywności, lekarstw, opatrunków, wszystkiego. Rannych i skatowanych przez hitlerowców były setki — szpital nie mógłby ich pomieścić; nieszczęśników tych przybywało z każdym dniem!” (s. 18)

ONI, III A

„Mój starszy brat Marek pracował w szpitalu, który na razie był jeszcze czynny, a Chilka wzięto na Umschlag do uprzątania trupów.” (s. 24)

JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Marek2 zatrudniony był w czynnym jeszcze wówczas szpitalu, niedaleko nas, na Lesznie.” (s. 43)

„Z samego rana udałam się więc ze starszym bratem do szpitala. […]

Marek zostawił mnie w jakimś bocznym, pustym pokoiku, a sam poszedł do chorych, którymi szpital był wprost zatłoczony. Co pewien czas wpadał do mnie na kilka minut, przynosił coś do zjedzenia, ze swego głodowego wiktu. Uśmiechał się przy tym, zagadywał, nadrabiał miną i uspokajał, że tutaj nic mi nie grozi, a ten odcinek Leszna, gdzie znajduje się reszta rodziny, nie jest objęty akcją. Serdeczna troska brata odrywała mnie rzeczywiście, choć na krótko, od ponurych myśli. Ale dzień w szpitalu dłużył mi się jak wieki. Duma z powodu samodzielności prysła niczym bańka mydlana; jej miejsce zajęły lęk i żal, że dałam się namówić na rozstanie z matką, że może już jej nigdy więcej nie zobaczę.

Ludzie zatrudnieni w szpitalu kręcili się po całym gmachu, naradzając się ciągle, przekazując sobie świeże nowiny na temat tego, co hitlerowcy zamierzają zrobić z chorymi i personelem. Polowanie na Żydów przybrało tego dnia formy i rozmiary gigantyczne. Ilość złapanych nieszczęśników rosła z godziny na godzinę, ale wagonów podstawiano tak dużo, że wciąż jeszcze nie wszystkie były zapełnione. Mówiono, że cały szpital ma ulec likwidacji, obłożnie chorych esesmani zastrzelą na miejscu, chorych mogących się poruszać oraz personel — poprowadzą na Umschlag. Wyglądano niespokojnie przez okna i z trwogą oczekiwano dalszego rozwoju wypadków.

Wszystko to nie uchodziło mojej uwagi. Przysłuchiwałam się każdemu słowu chorych, chwytałam każdy szmer zza ściany, czytałam w każdym spojrzeniu przebiegających obok ludzi. Doskonale rozumiałam, co się dzieje, a fakt, że nikogo tu nie znam, że jestem w tym środowisku zupełnie obca, pogarszał moje samopoczucie. Modliłam się, żeby czym prędzej nastał wieczór, żebym mogła nareszcie wrócić do matki. Przysięgałam sobie w duchu, że już nigdy nikomu nie dam się namówić na rozstanie z matką, nawet za cenę pobytu w najbezpieczniejszej kryjówce! Tęskniłam do matki, jakbym jej nie widziała od lat, a nie od kilku godzin. Bałam się, że albo ją, albo mnie zabiorą osobno do wagonów, i nie zobaczymy się więcej…

Akcja jednak nie dotarła owego dnia do szpitala i nie zdarzyła się żadna z tych zapowiadanych strasznych rzeczy…” (s. 49-50)

1 Marek Balin

2 Marek Balin

Bibliografia

– Halina Birenbaum, Nadzieja umiera ostatnia, Oświęcim 2016.