LUBECKIEGO 6 – GĘSIA – PAWIA [38] – LUBECKIEGO 6 [TRASA]
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (sierpień-wrzesień 1942)
„Zostawiłam Ninę w mieszkaniu i poszłam z panią Stefanią Gliksberg do jatki na Pawią. Powiedziała nam sąsiadka, że w trzecim domu od rogu – w mieszkaniu numer jeden – można kupić koninę. Zeszłyśmy ze schodów i przystanęłyśmy przed bramą. Kiedy spojrzałyśmy na prawo, zobaczyłyśmy na Gęsiej przejeżdżających na rowerach żydowskich policjantów. Brama od podwórza więziennego była szeroko otwarta. Nie mogłyśmy oderwać oczu od tej bramy. Pani Stefania odezwała się:
„Mówił mi mąż, że zabito tam dwóch mężczyzn i dziecko. Matkę dziecka postrzelili ciężko w szyję. Jest w szpitalu, ale podobno będzie żyła”.
„Czy to prawda, że wpadli do mieszkania dlatego, że widać było światło przez szparę?”
,,Zobaczyli nakryty do kolacji stół. Znaleźli duże zapasy żywności. Wino i konserwy. I wpadli we wściekłość. Ale nie mówmy już o tym”.
Skręciłyśmy z bramy na lewo i poszłyśmy ulicą Lubeckiego.
Oto sklepik w suterenie. Oto brama numer cztery, gdzie była kuchnia, skąd Kowalska przynosiła zupę. Podniosłam oczy na balkon pierwszego piętra kobieta z siwą głową siedziała nieruchomo na balkonie.
Na rogu ulicy Lubeckiego i Pawiej było więzienie. Dokoła była cisza. W okienkach – żadnej twarzy.
,,To Pawiak – szepnęła pani Stefania – to jest właśnie Pawiak”.
Od rogu na Pawiej dwa pierwsze bloki zajmowali lekarze. Mieszkał wśród nich radca Kupczykier, chory na tyfus plamisty.
Przez ciemną bramę – na podwórze. Z podwórza – na prawo. W parterowym, wąskim pokoju wisiał na ścianie obdarty ze skóry koń. Kawałki mięsa leżały na ladzie. Człowiek przepasany ścierką rąbał toporem kości.
Kupiłam pół kilograma koniny. Pani Stefania tyle samo.
Kiedy wróciłyśmy do domu, zobaczyłam siedzącą w kuchni przy stole koleżankę szkolną Niny, Krysię Braun.
Straciła matkę i babkę. Uratowała się ukrywając się w kominie. Zapisała się z koleżanką do szopu i właśnie tam idzie.
,,Nosisz eleganckie palto” – zauważyła Nina.
„Jak mi się sprzykrzy – odpowiedziała Krysia – wejdę do pustego mieszkania i włożę inne. A to zostawię. Codziennie przebieram się w inne suknie. Pełne szafy sukien w pustych mieszkaniach”.
Zjadła z nami zupę, którą Kowalska przyniosła w wiadrze.” (s. 117-118)
Bibliografia
– Helena Szereszewska, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993.



