MURANOWSKA 7/9

 

Halina Birenbaum

JA/ONI, I

„Rodzice znaleźli pokój na Muranowskiej w kamienicy nr 7/9 u pewnej dentystki, Żydówki. W pięciopokojowym mieszkaniu gnieździły się już cztery rodziny (sypiano również w kuchni). Meble nasze spaliły się wraz z całym mieniem na Nowiniarskiej. Nieliczne, uratowane rzeczy trzymaliśmy teraz w skrzyni; spanie urządziła nam mama na podłodze, na ocalałych z pożaru materacach. Mała, gliniana kuchenka, zmontowana w kącie pokoju, umożliwiała gotowanie, zastępując zimą piec. Ciasno było i duszno w tej naszej kuchni, sypialni, jadalni, umywalni i pralni. Mieszkaliśmy tam w pięcioro przez dwa lata — do wysiedlenia.” (s. 11)

„Zresztą sam widok łapanek był wstrząsający. Nieraz obserwowałam przez okno ich przebieg. Ciężarowe samochody zjawiały się nagle na zatłoczonej ulicy; przechodnie rzucali się do ucieczki. Okrzykiem „Halt!” lub ruchem ręki Niemcy zatrzymywali mężczyzn i ładowali ich, popychając i bijąc brutalnie, na ciężarówki. Strzelali przy tym w rozpraszający się tłum, w dzieci, które sprzedawały na ulicach słodycze, papierosy lub opaski, a w czasie łapanki zmykały ze swoim „towarem” ile sił w nogach. Strzelali również w okna mieszkań.

Ordynarne wyzwiska i przekleństwa hitlerowskich żołdaków mieszały się z krzykiem i jękiem rannych oraz bitych, z panicznym tupotem nóg uciekających. Jezdnia i chodniki pokrywały się trupami i krwią. Wreszcie naładowane samochody odjeżdżały, uwożąc swój żywy łup.” (s. 11)

JA/ONI, II A

„W ciągu wielu miesięcy, po całych dniach i nocach, mimo godziny policyjnej rozlegały się na podwórkach, ulicach, pod naszymi oknami jęki i okrzyki: „A sztykełe brojt, a sztykełe brojt”. Często wykradałam z domu chleb lub kilka kartofli i wynosiłam je na ulicę, ale głodnych było tylu, tylu, czy mogłam wszystkim pomóc?!” (s. 15)

JA, II

„Kolega Chilka, osiemnastoletni, bardzo ładny chłopiec, wysoki blondyn z niebieskimi oczyma, z mądrym i szlachetnym wyrazem twarzy, sprzedawał chleb, chodząc od mieszkania do mieszkania. Sam dla siebie nie mógł tego chleba kupić… Zjawił się i u nas, a kiedy odbierając pieniądze, przeniósł spojrzenie z chleba na naszą matkę, w oczach jego było tyle tragicznej żądzy, że aż stały się one wypukłe i wydawało mi się, iż za chwilę wypadną mu z orbit; wystająca grdyka zaczęła poruszać się szybko i niespokojnie…” (s. 16)

JA/ONI, II

„Byłam dzieckiem, ukrywano więc przede mną istnienie tajnej organizacji i wydawanej przez nią gazetki, ale odgadłam prawdę, bo mój młodszy brat Chilek należał do Haszomer Hacair, a że mieliśmy w domu maszynę, często widziałam, jak przepisuje na niej różne materiały dla ruchu oporu.” (s. 17)

JA, II

„Podwórko na Muranowskiej stanowiło wówczas mój świat zabaw i marzeń. Podwórka w getcie zastępowały dzieciom ogród, szkołę, świetlicę, boisko… Bawiłam się w gromadce rówieśniczek i rówieśników w chowanego, w berka, w klasy. Tu przekazywaliśmy sobie wrażenia z przeczytanych książek, chwaliliśmy się postępami w nauce na kompletach, bo niektórzy z nas uczyli się jednak, powtarzaliśmy nowiny usłyszane od dorosłych. Były to wiadomości o znęcaniu się hitlerowców nad ludźmi, o mordach i rabunkach, o podłościach i przekupstwie żydowskich zdrajców, „judenratników” i policjantów.

Marzyliśmy na głos o dobrym jedzeniu, owocach i słodyczach, które istniały przed wojną, a których tak bardzo teraz pragnęliśmy. Mówiliśmy o dalekich lasach, pachnących łąkach i rzekach dostępnych dla nas już tylko w książkach i opowiadaniach starszych. Lubiliśmy zastanawiać się: co będzie i jak będzie po wojnie…? Z radością witaliśmy każdą wieść prawdziwą lub zmyśloną o klęskach niemieckich na froncie wschodnim.

Nasze pogawędki, gry i zabawy podwórkowe często przerywało nagłe pojawienie się esesmanów. Na dźwięk słów: „Niemcy idą!”

— najpierw zamieraliśmy ze strachu, potem pędziliśmy co sił do naszych mieszkań, do matek.” (s. 19)

JA, II

„Uczyłam się w domu (…)” (s. 19)

„Uczyłam się chętnie. Bardziej jednak lubiłam czytać książki. Przesiadywałam nad nimi do późna w nocy przy śmierdzącej lampie karbidowej, przy świeczce lub gazowym płomyku, który często stanowił jedyne oświetlenie naszego pokoju. Matka zaganiała mnie do łóżka, a ja wykręcałam się, mówiłam: „Już, już”, „Za chwilę”, „Jeszcze trochę” — aż wreszcie matka zniechęcona daremnym upominaniem zasypiała razem z resztą rodziny, ja zaś, niejednokrotnie drętwiejąc z zimna, nie kładłam się, dopóki nie skończyłam lektury.” (s. 20)

 

Bibliografia

– Halina Birenbaum, Nadzieja umiera ostatnia, Oświęcim 2016.