26. Odkrycia lekturowe czytelnika
W roli badacza pierwotnego sensu
Spróbujmy popatrzeć na wiersz z innej perspektywy. Wybierzmy tym razem tradycyjną strategię historyczno-psychologiczną, zakładającą próbę odczytania intencji autora oraz dążenie czytelnika do odkrycia pierwotnego znaczenia, jakie tekst mógł mieć dla współczesnych mu odbiorców. W tym celu staramy się zrekonstruować pierwotną sytuację komunikacyjną, kontekst społeczno-historyczny. Sięgamy zatem do biografii twórcy[1], jego przeżyć i doświadczeń z czasu powstania wiersza.
Zbigniew Herbert napisał Domysły na temat Barabasza w drugiej połowie lat 80. poprzedniego wieku. Przebywał wówczas na emigracji, a jego twórczość – objęta w Polsce cenzurą i publikowana nielegalnie w tzw. drugim obiegu, stała się w kraju symbolem oporu wobec komunistycznej władzy. Poeta znalazł się w garstce pisarzy niepokornych wobec ówczesnej władzy, więc – pomimo ogromnej wartości jego wierszy i wielokrotnego nominowania go do Literackiej Nagrody Nobla – w kraju jego twórczość była w dużej mierze przemilczana przez krytykę. W Polsce Domysły na temat Barabasza ukazały się w „Tygodniku Powszechnym” w 1989 roku, czyli w momencie wyzwolenia się Polski z komunizmu, po dłuższym okresie nieobecności twórczości poety w cenzurowanej prasie. Ówczesnemu czytelnikowi trudno było oddzielić sposób czytania tego utworu od poglądów i etycznej postawy „księcia niezłomnego” polskich poetów, od politycznej sytuacji Polski końca lat 80. Wśród licznych komentarzy Herberta do zachowań jego rodaków w czasach PRL szczególnie krytycznie brzmią te pod adresem polskich pisarzy. Udzielając w 1985 roku Jackowi Trznadlowi wywiadu, opublikowanego poza krajem, tak mówił o twórcach, którzy – jego zdaniem – ulegli całkowitemu zniewoleniu i destrukcji moralnej:
A w Polsce jest coś około dwu tysięcy statystycznych pisarzy. Nic dziwnego, że ta dywizja szukała oparcia w polityce, która dawała nagrody, medale, papier, stołki poselskie […]. Sytuacja materialna większości członków związku literatów w okresie, o którym mówimy, była znakomita, a ich kariery błyskotliwe i szybkie[2].
Herbert wręcz z obrzydzeniem opisuje pisarzy przychodzących na spotkania w Związku Literatów Polskich, który według niego był „zakładem wychowawczym, szkołą upokarzającego drylu”[3]. Prowadzący rozmowę Trznadel dopowiada: „Pan chyba będzie zawsze bronił tego aksjomatu, że człowiek jest wolny w swoich wyborach, bo inaczej to, co mówimy, nie miałoby sensu. Czyli że był możliwy inny wariant”[4]. Odpowiedź Herberta może być odebrana jako swoista wykładnia do odczytania przesłania Domysłów na temat Barabasza:
Trzeba było zdobyć się na gest. Każdy gest moralny w czasach terroru jest połączony z ryzykiem, to jasne, ale także, o dziwo, wydaje się nieskończenie śmieszny. Na scenę współczesnego dramatu wyłazi facet w pełnej zbroi. Gwarantowany huragan śmiechu. Nawet teraz, kiedy zgodzimy się, że należało wówczas opowiedzieć się po stronie prawdy i wolności, brzmi to jakoś żenująco. Ale innej rady nie było i nie ma. Wolność jest zawsze tragiczna, człowiek wolny jest człowiekiem samotnym, człowiekiem marginesu, jak ciężko chory, obłąkaniec, anachoreta. Alternatywą tej postawy było życie w kupie, po „dobrej” stronie historii. A było to życie pozorne, na niby, zakłamane, pełne intryg, podjazdów. chwiejnych układów personalnych[5].


