PAŃSKA 35

 

Irena Birnbaum

JA/ONI, II

„Dom przy Pańskiej, do którego wprowadziliśmy się tuż przed zamknięciem getta w listopadzie 1940 r., był raczej komfortowy w porównaniu z innymi. Nowi lokatorzy, przybyli z różnych dzielnic Warszawy, zżyli się szybko ze sobą, do czego przyczyniła się godzina policyjna. Dozorcą naszym był bezrobotny adwokat, a moja nauczycielka francuskiego zajmowała się czyszczeniem tarasu obok jej mieszkania. Młodzież utworzyła własny klub, zajmujący się pracą społeczną. Jako jej członkini uczyłam biedne dzieci i brałam udział w zbiórkach żywności. Uważaliśmy się za szczęśliwych, mają dla siebie dwupokojowe mieszkanie ze wspaniałym balkonem, jedynym na całym podwórzu.” (s. 12)

JA/ONI, II D (marzec 1942)

„Na początku wiosny ponieśliśmy wielką stratę. Nasz sąsiad Stefan F[1]. zmarł nagle na atak serca. Był to stary kawaler, człowiek z wielką kulturą. Jego bratanek Michał Znicz, cieszył się powodzeniem jako aktor filmowy i teatralny. Stefan mieszkał sam i spędzał u nas długie zimowe wieczory. […] Niestety biedny Stefan zmarł w marcu 1942 r., a ponieważ sympatia, jaką go darzyłam, była powszechnie znana, zostałam wybrana delegatką komitetu domowego na pogrzeb.” (s. 14)

JA/ONI, II D (początek kwietnia 1942)

„W czasie wakacji Wielkanocnych nasz młodociany klub został „zmobilizowany” do pracy ogrodniczej dla podwórzu. Starano się zasiać jakiekolwiek jarzyny dla lokatorów spragnionych świeżego jedzenia i witamin. Moja matka, znająca się dobrze na ogrodnictwie, objęła dowództwo. Jeżeli chodzi o mnie, to wykręciłam się od tej pracy, chociaż chętnie brałabym w niej udział, gdyby kto inny dowodził grupą. Nastąpiło ogólne zaskoczenie.

„Niech się domyślą sami, dlaczego tak postąpiłam” – pomyślałam.

Rzeczywiście, nie upłynęło wiele czasu, a spocona i przemęczona młodzież podała się do dymisji.” (s. 17)

JA/ONI, II D (kwiecień-maj 1942)

„Gdy znaleźliśmy się przed bramą, spojrzał [Kuba Siemiatycki – przyp. AKR] na zegarek i rzekł: – Mam jeszcze godzinę czasu, możemy iść na spacer!

Postanowiłam zostawić nasze teczki w domu. Otworzyła nam drzwi Zocha. Momentalnie zlustrowała Kubusia wzrokiem od stóp do głów. Matka stała przy kaflowej kuchence, wstawionej do jadalni dla zaoszczędzenia węgla i gotowała obiad. Przedstawiłam jej Kubusia i wyruszyliśmy na spacer.” (s. 21)

JA/ONI, II D (9 V 1942)

„Dziewiątego maja obudziły mi promienie słoneczne, przedzierające się przez okno. – Ach, jakie czyste, błękitne niebo! – zawołałam. (…)Po południu zeszli się goście: kuzynostwo, sąsiedzi, mój kolega Marian oraz kilka koleżanek. Ostatnia przybyła moja kuzynka i koleżanka z gimnazjum, Hanka, która przeprowadziła jakiegoś chłopca, widocznie dla „ożywienia” urodzin. Opowiedziałam im o Kubusiu. Z początku byli zaskoczeni, potem zaczęli mi winszować. Niektórzy z gości znali go. Nagle usłyszałam dzwonek przy drzwiach. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta: To był on!

– Patrzysz na mnie jak gdybym był duchem! – zaśmiał się. – Nie mogłem po prostu pójść do domu, nie złożywszy ci życze. Ale nic ci nie przyniosłem.

– Wystarczy mi twoja obecność – szepnęłam. Zresztą braku prezentu okazał się kłamstwem, gdyż przyniósł książkę. Rozpoczął się teraz turniej dowcipów, przy czym protegowany Hanki wyraźnie przegrywał. (…) Około ósmej goście zaczęli się żegnać, obawiając się godziny policyjnej.” (s.23-25)

JA/ONI, II D (maj 1942)

„Wybraliśmy następnie sygnał: „Marsz Triumfalny” z „Aidy”: Verdiego. Zwykł gwizdać [Jakub Siemiatycki – przyp. AKR] to przechodząc przez podwórze, a ja wtedy biegłam do drzwi, bez tchu.” (s. 27)

„Przyszedł znowu następnego dnia, po owej „deszczowej wizycie”, w czasie mojej lekcji fizyki i matematyki z prof. Libermanem. Obawiałam się, że matka go wyrzuci tak jak w biedną Stefę, ale szczęśliwie tego nie uczyniła. Słyszałam, że rozmawia z moimi rodzicami w drugim pokoju i że się śmieją. W takim razie wszystko było w porządku. Po lekcji zostaliśmy sami, podczas gdy rodzice przyjmowali gości w stołowym.” (s. 27-28)

„Zwolniliśmy się w południe z kursów, by wziąć udział w kwestii szpitalnej. „Uzbrojeni” w ogromne skarbonki, stanęliśmy przed moją bramą, wraz z Halą Parnes, jej koleżanką oraz pewnym młodocianym sąsiadem, Olkiem. Kubuś przyciągał przechodniów swym humorem i dowcipami:

– Miejcie litość nad biednym Czerniakowem –prosił.

– Co łaska dla biednego Milejkowskiego!

W ten sposób zrobił cały tłum ludzie uśmiechali się z aprobatą, a nasze skarbonki stawał się coraz cięższe.” (s. 32)

„Pod koniec maja Kubuś musiał zrezygnować z rannych wizyt. Nastąpił teraz okres egzaminów licealnych. Tym niemniej bywał u mnie prawie każdego popołudnia. Mój dom stał się jego drugim domem. Był lubiany przez wszystkich, nie wyłączając sąsiadów. Nawet moja matka nie miała odwagi urządzać skandali w jego obecności. Uważał się też za członka rodziny. Wobec tego pomagał sadzić kwiaty na balkonie, reperował żelazko elektryczne.” (s. 34)

„Matka i Zocha pilnowały nas wszystkimi sposobami. Kiedy siedzieliśmy sami, w drugim pokoju, pojawiały się co kilka minut pod jakimkolwiek pretekstem, maszerując przez pokój jak na defiladzie.” (s. 34)

JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Miałam teraz więcej wolnego czasu i starałam się wykorzystywać przynajmniej wspaniałe słońce czerwcowe, opalając się na balkonie. W tym celu przykrywałam balustradę serwetą tak, aby nie można było nic zobaczyć od strony podwórza.” (s. 42)

JA/ONI, II D (po 21 czerwca 1942)

„Pewnego popołudnia sobotniego siedziałam z Kubusiem na balkonie. On grał na harmonijce, podczas gdy ja śpiewałam walca Straussa „Opowieści Lasku Wiedeńskiego”. Jedna z sąsiadek, Wiedenka z pochodzenia, wychyliła się przez okno nadsłuchując. Nagle usłyszeliśmy śmiechy na czwartym piętrze, gdzie mieszkał pewien mój „odpalony” adorator. Jednocześnie zauważyłam jakiś błyszczący przedmiot, wychylający się z okna. Zdążyliśmy jeszcze wstać i uciec do mieszkania. W chwilę potem strumień wody zalał balkon.” (s. 46)

JA/ONI, II D (po 21 czerwca 1942)

„Kilka dni później, pewnego pięknego czerwcowego wieczoru, siedziałam na balkonie, nucąc. Mężczyźni zebrali się na podwórzu, „politykując”. Młodzież gwarzyła po stronie przeciwnej, ale ja nie miałam ochoty dołączyć do nich. Wolałam patrzeć na gwiazdy, a szczególnie na jedną z nich. Umówiłam się z Kubusiem, że będzie na nią patrzył o tej samej godzinie.

W pewnej chwili usłyszałam znowu uśmiechy na czwartym piętrze i o to na balkon spadła moneta zawinięta w papier. Bez namysłu chwyciłam ją i rzuciłam na podwórze. Nieco później wrócił ojciec i opowiedział mi następującą historię. Jeden z jego rozmówców, słysząc brzdęk monety, zawołał: „Boże, pieniądze zaczynają już spadać z nieba jak manna!”

Następnie szukał przez długi czas z latarką tego skarbu, aż wreszcie, ku wielkiemu swemu rozczarowaniu, znalazł tylko… dwa grosze. Niedługo potem scena się powtórzyła, z tą różnicą, że tym razem Kubuś grający na harmonijce dostał… aż pięć groszy. Nie namyślając się wiele, schował monetę do kieszeni i zawołał głośno: „Dziękuję”. Od owego dnia nie rzucano więcej pieniędzy.” (s. 46)

JA/ONI, II D (początek lipca 1942)

„Owego dnia matka wyszła Zochą na sprawunki, daleko do domu, a ojciec miał wrócić dopiero po południu. Wobec tego wdziałam kostium kąpielowy i opalałam się na balkonie, zakrywszy uprzednio balustradę – serwetą. Nie oczekiwałam wizyty Kubusia i dlatego pozwoliłam sobie na strój raczej prowokujący. Spokój nie trwał jednak długo. Około pierwszej rozległ się sygnał i przez dziurkę w serwecie zauważyłam Kubusia przemierzającego podwórze wraz z Kadyszem, który szedł w odwiedziny do swoich krewnych. Momentalnie zdałam sobie sprawę z tego co nastąpi. Oczywiście, mogłam go nie wpuścić do mieszkania; ale czyż zabrania się wstępu komuś, kogo się kocha? Stało się koniecznością stoczenie walki, a ja już od dawna przygotowywałam się do takiej ewentualności.

Naturalnie – stracił głowę, widząc mnie po raz pierwszy samą w mieszkaniu, i to w stroju plażowym. Nie było łatwo bronić się przed nim, ale przysięgałam sobie, że się nie poddam.

Bertie – prosiłam – nie zmuszaj mi do zawołania sąsiadów! To byłoby okropne dla nas obydwojga! Ale on mnie nie słuchał. Należało wygrać na czasie. Przypomniałam sobie nagle, że nie zatrzasnęłam zatrzasku w drzwiach wejściowych. Kubuś poszedł zamknąć drzwi, ale wrócił natychmiast i walka rozpoczęła się na nowo. Po kilku minutach usłyszałam zgrzyt klucza w zamku. Drzwi nie otworzyły się z powodu zatrzasku. To ojciec wracał do domu o wiele wcześniej niż zwykle. W pierwszej chwili ogarnęła nas stanika. Szybko jednak zaczęłam odzyskiwać zimną krew i schroniłam się na balkonie. Kubuś poszedł otworzyć drzwi. Powiedział ojcu, że opalaliśmy się przez cały czas i nie słyszeliśmy, jak starał się otworzyć drzwi wejściowe.” (s. 48-49)

JA/ONI, III A (22 lipca 1942)

“Stałam przy oknie i patrzyłam na podwórze, gdy pojawić się tam znajomy pracownik Gminy. Zapytałam go o nowiny.

– Dopiero co uciekłem tylnymi drzwiami – rzekł. – Auto gestapowskie zatrzymało się przed bramą i hitlerowcy udali się do biura prezesa.” (s. 56)

JA/ONI, III A (22 lipca 1942)

„Wróciłam do domu. Wkrótce mieszkanie zapełniło się sąsiadami znajomymi. Inni radzili się drugich i wszyscy czuli się zdezorientowani i prawie w stanie paniki.” (s. 57)

JA/ONI, III A (23 lipca 1942)

„Młodzież całego domu zebrała się u Hali Parnes. Omawiano ostatnie wydarzenia […]. Staraliśmy się zabić czas „gwarząc.”.” (s. 58)

JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„W bramie mojego domu zastałam następujący afisz: „Wszyscy niezatrudnieni mieszkańcy tego domu mają się stawić jutro, o szóstej rano, na Umschlagplatzu. Dostaną chleb z marmoladą. Ochotnicy dostaną podwójną porcję.” (s. 60)

JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„Zabrano się pośpiesznie do pakowania rzeczy. Szafy wypróżniono częściowo już wcześniej, rozlokowując walizki u krewnych wcześniej w różnych punktach getta. Resztę najpotrzebniejszych rzeczy wpakowano bezwładnie do worków. Zochy w mieszkaniu nie było.” (s. 65)

JA/ONI, III A (po 24 lipca 1942)

„Kiedy wysiedlenie Małego Getta okazało się plotką, powróciliśmy na razie do mieszkania na Pańskiej.” (s. 67)

JA/ONI, III A

„Dom przy ulicy Pańskiej zmienił swój wygląd. Prawie wszyscy lokatorzy pracowali już w szopach, czyli wielkich fabrykach kuśnierskich i krawieckich, oraz firmach drzewnych i innych wcześniej produkujących towary dla armii niemieckiej.” (s. 73)

JA, III A (sierpień 1942)

„Do mieszkania przy ulicy Pańskiej nie powróciłam już więcej. Pozostało tam wiele rzeczy i osobistych pamiątek. Między innymi książka z dedykacją Kubusia.” (s. 75)

ONI, III A (między 12 a 15 sierpnia 1940)

„Rodzice postanowili za wszelką cenę przedostać się na Pańską, by uratować trochę żywności. Wyprawa została uwieńczona sukcesem, choć nie bez przeszkód.” (s. 76)

ONI, III A (między 12 a 15 sierpnia 1942)[T1]

„Nastrój ten spowodowany wypadkami które rozegrały się przy ulicy Pańskiej. Podczas blokady padła ofiarą cała rodzina Kaperów, sąsiadów z czwartego piętra. Przewozili oni rzeczy na wózku, gdy zaskoczyła ich blokada. Kaper ofiarował Ukraińcom pieniądze. W odpowiedzi na to żołdak zastrzelił jego żonę i syna. Kaper z córką zostali wywiezieni na Umschlag.” (s. 76-77)

ONI, III A (sierpień 1942)

„Pewnego dnia stryjkowi i udało się wysłać żołnierza do naszego byłego mieszkania na Pańskiej po to, było odzyskać towary, które miał tam schowane. Żołnierze dostali się do mieszkania i zamierzali już wynieść towar, gdy nagle zagrodził im drogę oficer SS, wymachując rewolwerem i krzycząc, że majątek żydowski należy do niego. Musieli się usunąć.” (s. 88)

 

Bibliografia

– Irena Birnbaum, Non omnis moriar. Pamiętnik z getta warszawskiego, Warszawa 1982.