SPACEROWA
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, III A
19 kwietnia 1942 r.: „Wylepiono ogromne ogłoszenia o rozpoczynającym się od jutra badaniu przez komisje lekarskie wszystkich niepracujących mieszkańców getta od dziesięciu lat wzwyż. Na razie idzie nasza strona getta w czterech dniach. Nasza ulica [Spacerowa] w środę. Zwolnieni od badania są pracujący, mający kartki z Arbeitseinsatzu na pracę i Niemcy i Czesi. Za niestawienie kara. Chorych sprowadzą sanitariusze.” (s. 231-232)
JA, IV
5 września 1942 r.: „Moja przenajświętsza, ukochana, wymęczona, błogosławiona, rodzona Matka padła ofiarą krwiożerczej bestii germańskiego hitleryzmu!!! I zupełnie niewinnie, z winy jedynie złego serca dwóch czesko-żydowskich lekarzy, którzy byli u nas i nas badali. Od rana było już dzisiaj niespokojnie na mieście, bo rozeszła się lotem błyskawicy wiadomość, że w nocy brali dzieci i starców, których wsadzano do pustych szpitali, skąd w poniedziałek mają zostać wysiedleni (po 3000 osób dziennie!). Po drugiej, gdy byliśmy już po ugotowanej naprędce obiadowej zupie, zajechały na naszą ulicę [Spacerową] wozy i rolwagi z komisjami lekarskimi, policjantami, strażakami, pielęgniarkami, które rozpoczęły brankę. Zamknięto dom naprzeciwko nas (Spacerowa 8), skąd po półtorej godzinie wydostano troje dzieci. Krzyki, wyczyny, walki i płacze matek oraz całej asystującej ulicy były nie do opisania. Rodzice zabieranych dzieci formalnie szalały [!].” (s. 318-319)
JA, IV
6 września 1942 r.: „Na naszej ulicy [Spacerowej], która jest tuż przy szpitalu, cały dzień lament z przeciągających żałobnych wozów i pieszych konduktów ofiar.” (s. 323)
Andrzej Bart
F
„– Znasz ulicę Spacerową? Mieszkałam tam, zanim nas wywieźli. Byłby to duży kłopot, gdybyśmy tam poszli? Jakże skwapliwie korzystam z okazji i nie wiadomo kiedy i jak znajdujemy się w dawnym getcie, na ulicy o nazwie zwodniczej, bo spacerowanie po niej trudno sobie wyobrazić. Wiele się – myślę – nie zmieniło, tyle że bruk i domy starsze o sześćdziesiąt lat. W bramach chłopaki, którym kaptury i spodnie pozwalałyby czuć się swojsko w każdym miejscu świata Byli wolni, mogli iść, dokąd chcieli, a nawet gdyby się puścili pieszo, dojść w dwadzieścia minut do Piotrkowskiej, a przecież nie wyglądali na zadowolonych z tego powodu.” (s. 130-131)
„Pierwsze promienie słońca i lekka mgła sprawiają, że Spacerowa tonie w półprzejrzyste żółci i wydaje się, że Utrillo mógłby się pożywić jej nieoczywistym pięknem. Dora na szczęście nie odeszła daleko i na rogu Łagiewnickiej rozmawia z trzema mężczyznami siedzącymi na schodach zamkniętego jeszcze sklepu.” (s. 170)
„Dora ze swoją jasną, piękną twarzą, w staroświeckiej sukni sprawiała tu trochę niestosowne wrażenie, jednak nie padło w naszą stronę żadne złe słowo, ba, próbowali nawet udawać, że nic ich nie obchodzimy. Wybrała, trzeba przyznać, najbrzydszą bramę i bez wahania poprowadziła
mnie prosto między czterech młodzieńców, którzy na szczęście grzecznie się rozstąpili. Klatka schodowa przerażająco smutna, nawet jak na chorobę z kategorii ciężkich. Stęchły zapach kapusty, a przede wszystkim biedy, mimo że na podwórku jakieś samochody. Dorze to nie przeszkadzało, wchodziła po schodach szybko, a zwolniła dopiero przed drzwiami na samej górze, które ostatni raz mogły być malowane na rozkaz Rumkowskiego.” (s. 131)
„Nie wypada rozglądać się po cudzym mieszkaniu, ale cóż było robić, kiedy Dora tkwiła przy oknie i wpatrywała się w dom naprzeciwko. Z uwagą obejrzałem portrety dwóch papieży, z których Polak przeważał formatem i szerokością ramki, i pochyliłem się nad nadstawką kredensu, aby obejrzeć książki. Było ich siedem, co mogło znaczyć, że starsza pani pod szczęśliwą urodziła się gwiazdą. Trzy tomy Krystyny, córki Lawransa, Mała Encyklopedia Zdrowia i po mężu zapewne odziedziczony podręcznik skrawania. Pięknie o niej świadczyło, że miała go w poszanowaniu. Szostą książkę obłożono w szary papier, a więc musiała się zniszczyć od częstego czytania. Obstawiłem w myśli trzy tytuły i aby się sprawdzić, ostrożnie odsunąłem szybę w kredensie. Ostrożnie, nie znaczyło, nie przewracając słonia z grupą dzieci. Spłoszony spojrzałem na Dorę, ale niczego nie zauważyła. Wyglądała na zadowoloną, bo w którymś oknie rozpoznała z daleka kredens kuchenny służący kiedyś rodzinie Singerów.” (s. 150)
Bibliografia
– Dawid Sierakowiak, Dziennik, oprac. A. Sitarek, E. Wiatr, Warszawa: Żydowski Instytut Historyczny, 2016.
– Andrzej Bart, Fabryka Muchołapek, Wydawnictwo WAB, 2008.



