STAWKI–PAWIA 6–ZAMENHOFA [TRASA]
Mietek Pachter
JA, IV A
„Wujek w ciągu tego krótkiego czasu stał się siwy jak gołąb. Właśnie w chwili gdy mi zaproponował, bym coś dla niego zrobił, byłem na wszystko gotowy, a zarazem szczęśliwy byłem, że mogę mu czemś przysłużyć się. Otóż proponował mi, bym poszedł na Pawią pod 6-ty i wyjaśnił mi dokładnie, gdzie leżą jego futra, on chce je spieniężyć, a z uzyskanych pieniędzy ja dostanę 50%. Złożyłem od razu veto, tego za nic nie uczynię, mogę to uczynić tylko w formie przysługi, a jeśli on nie cofnie tej propozycji udziału, to nie pójdę. On, widząc, że nic nie wskóra, zgodził się, bym mu [to] przyniósł. Miałem się udać wraz z Sewkiem, było to poza granicami ghetta, a znajdowało się w pasie „neutralnym”.
Udaliśmy się tam bez wiedzy rodziców, trzeba było przy wasze zaczekać na partję, która by szła do Schultza lub Toebbensa, i wtedy my się dołączyliśmy do nich, a przy Pawiej skręciliśmy i schowaliśmy się w bramie. Następnie, gdy się przekonaliśmy, że jest spokojnie, wyszliśmy przez bramę i przy samym murze przesuwaliśmy się, aż pod 6-ty numer. Wchodzimy do podwórka, które nam było dobrze znane, ale jaki smutny widok teraz to przedstawiało. Wszystko porozbijane, na podwórzu leżą stosy rzeczy, mebli, pościeli itd. Ale teraz nie ma czasu na rozczulanie się, trzeba teraz działać szybko i ostrożnie, musimy się wywiązać z tego zadania należycie. Skręcamy na prawo i schodzimy do pół parteru, tu znajduje się magiel i piekarnia wujka. Naszym celem jest magiel, trzeba się uwijać cicho, a tymczasem w maglu panuje półmrok, oczy nasze nie są przyzwyczajone do mroku, tak że chodząc, narobiliśmy straszliwy hałas, bo nie widzieliśmy różnych przedmiotów, które znajdowały się na ziemi. Postanowiliśmy zaczekać chwilę, aż nasze oczy przystosują się do ciemności, a wtedy będzie lepiej ominąć przeszkody. Tak też po minucie mogliśmy już posuwać [się] pewnie. Dochodzimy do jednego z magli i obliczam według wskazówek. Następnie zabieramy się do pracy, trzeba wyłożyć kamienie, a pod nimi powinno być kilka paczek, nie wolno nam robić zbytniego hałasu, więc jak podaję kamienie Sewkowi, a on układa je na ziemi. Po piętnastu minutach mamy już paczki wydobyte, zaczynamy się ubierać w futra, a na futra wkładamy letnie płaszcze […] Wychodzimy z bramy, ale wpierw badamy teren. Mówię do Sewka, by szedł za mną i uważał na każdy mój ruch. Docieramy do rogu Zamenhofa i właśnie też nadchodzi partja. Ukrywamy się w sklepie i obserwujemy, czy ktoś z nadludzi nie asystuje, ale wszystko dobrze idzie. W jednej chwili śmiałym wypadem jesteśmy już w partii i wymieszaliśmy się z ludźmi.” (s. 174-176)
Bibliografia
– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.



