Św. JAKUBA 10 (kolektyw praski)

 

Viktor Hahn

JA, III A

„1 kwietnia: O wpół do ósmej byłem w Amcie dla Eingesiedelte [Wydziale dla Wsiedlonych], stamtąd zostałem odprowadzony do pralni (resort). Do domu przebrać się i tego samego dnia pierwszy dzień pracy.” (s. 352)

„6 kwietnia: Dzień czystości. Sprzątanie w domu. Poszedłem w deszczu do resortu

na obiad. Potem zarobek 12 marek.” (s. 352)

„2 kwietnia: Zostałem w domu, żyd[owskie] święto, i zarobiłem 40 marek na sprzedaży.” (s. 352)

JA/ONI, III A

„22 kwietnia: Bez chleba do pracy. W gazetach dobre wieści, ale dzień tragiczny: rano umarł mój współlokator [Paul] Heisler, wieczorem ogłoszono kwarantannę, a późno w nocy zmarł pan [Rudolf] Hirsch, który spał [na pryczy] pode mną.” (s. 353)

JA, III A

„23 kwietnia: Pierwszy dzień kwarantanny. Zjadłem dużo chleba i puding.” (s. 353)

„24 kwietnia: O godz. 10 wyjście do odwszalni. Kąpiel o pół do piątej, do tego czasu oczekiwanie względnie leżenie na siennikach. Kąpiel była świetna, potem odpoczynek i dobrze przespana noc.” (s. 353)

JA/ONI, III A

„26 kwietnia: Niedziela, znów wspominanie. Przed południem mięso na Z[usatz]-K[arte], po południu 2 [porcje] zupy i kiełbasa z resortu. Graliśmy w remika (w karty), a potem wygrzewaliśmy się w słońcu na podwórku.” (s. 354)

JA, III A

„30 kwietnia: Zimno. Ratowanie się i sprzedawanie, co się tylko da. Wszyscy sprzedają ubrania, buty itd., a podwórko pełne Polaków [polskich Żydów]. Chleb do niedzieli, tj. na 3 dni. Jestem 7 dni na kwarantannie. Robię pożyczony puding. Bardzo dokuczliwy, denerwujący dzień, a wieczorem zebranie dotyczące wyprowadzki. Wiele przemówień, dyskusji i oczekiwania nadchodzących wydarzeń.” (s. 354)

„3 maja: Znowu niedziela na kwarantannie. Wreszcie przyjemnie. Rano byłem w drogerii po spirytus, a na śniadanie zjadłem znów zupę ziemniaczaną. Dom ponownie pełny kupujących. Po południu dr [Alexander] Bayer oznajmił, że kwarantanna zostaje przedłużona, na razie więc nigdzie nie jedziemy.” (s. 354-355)

„4 maja: Pada deszcz. Dokładnie dzisiaj mija 6 miesięcy naszego pobytu w getcie. Moja prośba została pozytywnie rozpatrzona, a więc zostaję. Wysłałem [w ślad] za wysiedlonymi 5 kart [pocztowych]: dwie do Ašy, [po jednej do] matki, Emila i Lessów. Odjechali w deszczu. Byłem w resorcie po obiad. Wieczorem czyściliśmy obierki ziemniaczane, a pani Fleischerová zrobiła z nich zupę haše.

Dr Gotschalk, przez którego mamy kwarantannę, wrócił ze szpitala, jest prawie zdrowy i może wychodzić na zewnątrz. Ale my wciąż mamy kwarantannę: polski bałagan. Wieczorem znowu było zebranie. Sporządzaliśmy nowe spisy, tych, którzy zostali.” (s. 355)

„5 maja: […] Wypożyczyłem sobie: Když nastaly deště i trochę czytam. Ta cała kwarantanna jest psu na buty. Każdy chodzi, gdzie chce, i robi, co chce, mimo że drzwi we dnie i w nocy pilnuje 2, 3 strażników, czyli izolatorów. Pomieszczenia są pełne porzuconych przedmiotów, wzięliśmy palnik spirytusowy, spirytus dostaniemy w drogerii, 10 dkg za 3 marki. Pod wieczór zmęłliśmy czyste obierki i pani Fleischerová ponownie nam z nich zrobiła zupę haše na kolację. Znalazłem po wysiedlonych 2 ładne garnki do gotowania i słoik po marmoladzie. […]

Wszystko jest tu polskie: Przed kilkoma dniami policja weszła na nasze podwórko i wygnała oraz pobiła Polaków, którzy tam od nas kupowali. Kiedy już ci ludzie znaleźli się na zewnątrz, [policjanci] zamknęli drzwi i sami wykupili wszystko, co mieliśmy i chcieliśmy sprzedać. Poza tym mamy od 1 maja polską kuchnię, gotuje lepiej niż nasze, a w zupie jest o wiele więcej ziemniaków […]

W nocy byłem 2 razy na dworze, dostałem lekkiej biegunki, pewnie po tej zupie z obierków. Ustępy są stale bardzo zanieczyszczone i wieczorem na zebraniu przegłosowano opłatę 1 marki na osobę za doprowadzenie do porządku ustępu, schodów i korytarzy.” (s. 355-356)

JA, III A

„9 maja: Jest nas na kwarantannie 35 osób plus 3 osoby spoza kolektywu. Poprzednio 2 z nas chodziło rano po kawę dla wszystkich i niosło ją do nas na trzecie piętro w bańce. Było to uciążliwe i dlatego teraz chodzimy rano po kawę sami, każdy dla kilku osób. Po zupę chodzi stale 2 ludzi, na przemian. Dotychczas było ½ litra zupy dziennie, wczoraj był rwetes i od dzisiaj będzie się codziennie wydawało po 0,7 litra.

Ładna pogoda. Rano kęs chleba, musimy oszczędzać. Zastanawiam sie, co zrobię z butami, zdzierają się, a mam ostatnie 2 pary. Jedne są lekkie, całkiem jeszcze dobre, ale w drugich, które stale noszę, już jakiś czas temu naprawiałem obcasy. A i guma użyta w nich na podeszwy zaczyna szwankować. Poza tym kiepski humor. Lekarz opukiwał chorego Jirkę Fleischera, który leży już 5 dni z gorączką. Gramy znów w karty.

Coś charakterystycznego dla tutejszych warunków: pan Hirsch umarł 23 kwietnia, a 6 dni później przyjechali tu po niego, aby odwieźć go do szpitala, do którego miał iść jakiś czas temu. Leżał 3–4 tygodnie w pokoju.” (s. 357-358)

JA/ONI, III A

„13 maja: […] W nocy miejscowa policja wkroczyła do kolektywu i zabrała wielu znajomych, którzy dopiero dziś mieli stawić się na miejscu zbiórki. Podobno jeszcze dziś odjeżdżają. Złowili 300 ludzi do kontyngentu. W niektórych pokojach była to ponoć straszna noc.

Rano była u mnie Novákova, która czeka na rozpatrzenie podania, w przeciwnym razie jeszcze dziś musiałaby wyjechać. Może im to odłożą. Bardzo niechętnie by poszli! W nocy policjanci poszukiwali także ludzi od nas. Gdyby nie nasza „złota” kwarantanna, byłoby nas dzisiaj o wiele mniej. Z tego wynika, że nigdy nie wiadomo, co jest dla kogo dobre.” (s. 360)

„15 maja: O godz. 5 rano policja rzeczywiście przyszła po Kummermannów. O godz. 8 staję do poboru, uznany za zdolnego, o godz. 5 muszę być na zbiórce. Polscy lekarze badali nas dokładnie, byliśmy całkiem nadzy. Stamtąd poszedłem do resortu po zupę i pieniądze za kwarantannę, wypłacili mi aż 56 marek, zaraz za nie kupiłem jedzenie na drogę. […] Gdy wróciłem, zjadłem zupę, a pani Fleischerová potem mi wszystko zapakowała. Ledwie to zrobiła, do pokoju wkroczyła policja i zabrała względnie miała rozkaz wkrótce doprowadzić wszystkich, nie czyniąc wyjątku dla Fleischerovej, Nettlovej ani mnie. Polski bałagan! Zostałem zwolniony, ale mimo to zmuszono mnie do wyjścia. Dobrze, że zgłosiłem się do Poznania. Walizki odniosłem najpierw na dwa razy do Sašy, a potem na miejsce. Lekko nie było, wciąż musiałem odpoczywać. Cieszę się, że jestem w pomieszczeniu, tj. w garażu, gdzie będziemy dzisiaj spać.” (s. 360-361)

Bibliografia

– Dziennik Viktora Hahna z łódzkiego getta, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”, R. 2020, nr 16.