SZCZĘŚLIWA 5

 

Mietek Pachter

JA, V

„[…] plan był gotowy, z naszego dachu [Szczęśliwa 7] przejdzie na sąsiedni i na nasz rozkaz on się rzuci, tylko musi celnie kierować się! Rzeczywiście, znalazł najlepsze wyjście, nas też wybawił z kłopotu, dziękowaliśmy mu w duszy za to.
Zobaczyliśmy, że jeden Niemiec stoi na trotuarze, pokazaliśmy go naszej żywej bombie i ten podszedł do tego miejsca. Stanął, spojrzał na dół, stwierdził, że jest w odpowiednim miejscu, obejrzał świat dookoła posępnym wzrokiem, chciał go teraz w obliczu śmierci oskarżyć, w naszym kierunku uśmiechnął się czule i runął w przepaść. Padł celnie, niemiec cicho runął pod takim ciężarem, który padając z takiej wysokości, stał się miażdżący. Wyleciało kilku niemców, którzy natychmiast przystąpili do ratowania swego towarzysza, ale jak widzieliśmy, nie udało to im się. Miał kręgosłup złamany, już go teraz nic nie ocali. Zrobili nosze i zabrali go ze sobą. Kilku podeszło do leżącego samoójczyka, poznali w nim swą ofiarę, swego niedoszłego psa gończego. Byli tym mocno zdziwieni. Ciężko im było zrozumieć, że ich niezawodne metody stały się zawodne. Kilku z nich nie mogło powstrzymać swojego sadyzmu, zaczęło kopać i rzucać przedmiotami w martwe ciało. Następnie zabrali się do dalszej czynności, szukania tych przeklętych, zbuntowanych niewolników.” (s. 303)

„Po posiłku podchodzi do mnie Srul „Łysy”, pytając się, czy nie pójdę z nim coś załatwić. On ma przynieść prywatne rzeczy swojej „madonny” – chyba była to „warszawska kuzynka”, czyli kochanka. Zgodziłem się i na to; szukam coś, by mnie odciągnęło od mych ponurych myśli. Po godzinie wybieramy się w kierunku sąsiedniego domu numer 5. Gdy wchodzimy do tego podwórza, słyszymy za bramą głośne krzyki po niemiecku i syczenie wody. Podczołgaliśmy się pod samą bramę i tu leżąc, obserwowaliśmy, co się tam dzieje. Okazało się, że to jest straż pożarna, która zamierzała gasić rogowy dom, gdyż chodzi o to, by szop się nie zapalił. Tam są maszyny żydowskie, maszyny są wartościowe, chociaż ich byli właściciele nie mają teraz już żadnej wartości. Tak więc postanowili zgasić płonący sąsiedni dom.
Srul daje mi znać, byśmy się cofnęli, bo teraz jest zbyt niebezpiecznie wejść do tego domu. Cofamy się wolno i bezszelestnie.” (s. 382)

Bibliografia

– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.