SZCZĘŚLIWA 9 – SZCZĘŚLIWA 13 [TRASA]

 

Mietek Pachter

JA, V

„W naszym podwórzu [Szczęśliwa 9] nic się nie zmieniło. Szymon pyta się nas, czy byśmy nie zechcieli przeprawić się z nim do pewnego miejsca, gdzie zostało schowane dziecko, a trzeba by było je sprowadzić. Na miejscu znajdziemy też napoje. My przyjęliśmy tę propozycję z entuzjazmem. Posiłek nie trwał długo u nas, tak samo i mycie. Ruszyliśmy więc na wyprawę. Trzeba było przedostać się do domu na naszej ulicy numer 13. Bramą wyjść było strasznie niebezpiecznie, bo widzieliśmy, że gniazdo karabinu maszynowego jeszcze dalej czuwa po drugiej stronie domu na piętrze. Postanowiliśmy starą metodą skoczyć do parkanu, a pod jego ochroną przedostać się dalej. Pierwsi dwaj przeskoczyli szybko. Gdy Wilek leciał, padły pierwsze strzały – trzeba było być ostrożnym. Przestrzeń była niewielka, ale strzały padały gęsto. Pozostałem wraz z Szymonem, postanowiliśmy zrobić jakiś trik, by nie dać się złapać przez ckm-istę. Udaliśmy się więc do jednego ze sklepów i tak przez cicho otworzone drzwi wyskoczyliśmy. W sekundzie gdy dopadliśmy do parkanu, padły dopiero strzały. Wiedzieliśmy, że całą uwagę będzie poświęcał bramie i nie pomyśli, że my możemy innym wyjściem wyskoczyć.
Tak więc byliśmy już razem, teraz przechodziliśmy „gęsiego” (jeden za drugim) w kierunku powyżej opisanej bramy. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, w jednej chwili rzuciliśmy się do bramy. Niemiec będący przy karabinie maszynowym był zdezorientowany, nie wiedział, gdzie idziemy i w którym kierunku, puścił serję, ale trochę za późno. W bramie przystajemy cicho, by nasłuchać, czy ktoś nie podąża za nami, ale przekonaliśmy się, że wszystko jest w porządku. Teraz z kolei skierowaliśmy się w kierunku celu naszej podróży.
Dziecko było tu schowane w jednej ze skrytek. Było to dziecko, które straciło rodziców jeszcze wczoraj, niemcy jakoś cudem nie znaleźli go. Ktoś dał znać o tym do naszego schronu, gdzie był jakiś członek jego rodziny. Następnie z kolei dowiedział się o tym Szymon i teraz my mamy znaleźć to dziecko i przynieść je do schronu. Jeden z naszej paczki został przy oknie na klatce schodowej, skąd miał uważać, czy niemcy nie zbliżają się, bo gdybyśmy pozwolili się zaskoczyć, wtedy nawet na tamtym świecie nie zaznalibyśmy spokoju. My dotarliśmy do mieszkania, gdzie przez piecyk trzeba było dostać się do skrytki. Gdy Wilek i Szymon weszli, zastali dziecko na łóżeczku, mocno przerażone, które na nasz widok krzyczało: „Ja chcę do mamusi…”. Światło było zapalone. Jakiś dziwny zbieg okoliczności spowodował, że ludzie z tego schronu wyszli i zdołali go zamknąć, a dziecko ocalało. Jak to było – nie dowiedzieliśmy się od nikogo. Dziecko uspokoiliśmy i wynieśliśmy ze skrytki. Szymon powiedział, że weźmiemy żywność z tego schronu do naszego, by ulżyć sugestii naszych współlokatorów schronu.” (s. 357-358)

Bibliografia

– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.