22. W kręgu czytelniczych domysłów

III

Figura TT

U podstaw naszej dotychczasowej interpretacji leżą dwa ważne dla semantycznej konstrukcji utworu obrazy Boga – czy inaczej to ujmując ‒ dwie różne figury Boga[1]. Pierwszy to obraz władcy panującego „na tronie przerażenia / z berłem śmierci”, drugi ‒ obraz „syna bożego”, przysłanego przez ojca, „aby nas pojednać”, i poddanego przemocy, aż do śmierci włącznie. Oba wydają się mieć charakter antytetyczny i niełączliwy. W swojej interpretacji starałem się uzasadnić, że wiersz Herberta skłania do wyboru jednej z dwóch dróg lektury. Można albo pójść drogą współczucia dla „syna” z jednoczesnym odrzuceniem (w oparciu o zasadę lektury ironicznej) obrazu Boga panującego w „pałacu z marmurowych chmur”, obarczonego winą („nie powinien przysyłać syna”). Albo też można pójść tokiem lektury nieironicznej i uznać Boga panującego w „barokowym pałacu” za jedyną rozsądną figurę boskości wobec drapieżnej i „niskiej” natury człowieka. Innymi słowy, tekst Herberta wydaje się wymuszać wybór między dwoma przeciwstawnymi figurami semantycznymi.

Figura TT jako uspójnienie przeciwstawnych sposobów odczytania

Moglibyśmy na tym posumowaniu zakończyć naszą interpretację, zostawiając Pana Cogito w obliczu nierozstrzygniętego konfliktu między dwiema sprzecznymi możliwościami lektury, z jakim musi się zmierzyć czytelnik. Takie zamknięcie sprawy, jak mi się wydaje, rodziłoby jednak pewien niedosyt, wynikający z poczucia niedoczytania tego tajemniczego utworu, jeśli nie do końca, to przynajmniej do granicy możliwych rozjaśnień. Wydaje się bowiem, że poza dwoma przedstawionymi, istnieje jeszcze trzeci sposób odczytania utworu, choć nie jest on oczywisty, a jego uzasadnienie wymaga pogłębionej analizy.

Niezależnie od tego, którą z dwóch możliwych dróg lektury wybierzemy, w tle zawsze pojawia się ta przeciwstawna, kontrując pierwszą. Można by powiedzieć, że każdemu z tych dwóch sposobów lektury towarzyszy cień lektury przeciwstawnej, tak jakby oba te ‒ przeciwstawne wszak ‒ konstrukcyjne obrazy stanowiły niesamodzielne elementy jakiejś bardziej złożonej figury, w której przeciwstawienie elementów jest zasadą konstrukcyjną tej nowej całości. Szukamy więc takiej figury, która byłaby rozszczepieniem i przekształceniem jednego obrazu w obraz przeciwstawny, oraz schematu, w ramach którego oba obrazy zostają złączone jako elementy jednej figury. Mowa oczywiście o obrazach Boga.

Przypisy

  1. Mówiąc o obrazach Boga, rozumiem pod tym pojęciem intencjonalny układ cech, jaki wyłania się nie tylko z wiary religijnej, rozumianej jako objawienie, lecz również z rozwinięcia go w wykładniach teologicznych, a także niekiedy filozoficznych i literackich. Nie chodzi tu o zmysłowy obraz będący przedstawieniem Boga ‒ w judaizmie, jak wiemy, obwarowany zakazem – ale o pewien pojęciowo-wyobrażeniowy model Boga osobowego, powstały poprzez rzutowanie przypisanych Mu przez objawienie cech na osobowe cechy ludzkie. Powstały w wyniku takiego rzutowania obraz pozwala ustanowić między człowiekiem i Bogiem komunikacyjną relację osobową. Obraz czy obrazy tak rozumiane podlegają w dziejach religii różnym korektom i przemianom, choć nigdy nie są to korekty dowolne czy łatwo przeprowadzone. Bywają sytuacje, w których obraz Boga wiary niejako nie wytrzymuje doświadczenia wiary. Przykładem niech będzie doświadczenie opisane w Księdze Hioba (zob. niżej). Innym przykładem takiej sytuacji dla Żydów był Holocaust, w obliczu którego obraz Boga Mocy i Majestatu nie wytrzymywał sytuacji bezwzględnej zbrodni popełnionej na całym narodzie. Cierpiący Bóg rabbiego Kalmana Szapiry wydawał się przywracać gasnącą w tej sytuacji wiarygodność Boga Izraela (zob. niżej).