22. W kręgu czytelniczych domysłów

Wiara chrześcijan oczywiście wychodzi poza schemat TT, dopisując do historii o „przysłaniu syna” epilog w postaci jego zmartwychwstania, które stanowi dla chrześcijan najważniejsze eschatologiczne przesłanie tego wydarzenia, przywracając jednocześnie boski majestat ukrzyżowanemu synowi. W monologu Pana Cogito ten wątek skrywa się pod motywem „berła śmierci”, który, jak już wiemy, może być odczytany na dwa sposoby. Nie ma jednak potrzeby dalszego rozwijania tego ściśle już religijnego wątku. Czytelnik – myślę – bez trudu poradzi sobie z jego interpretacją.

Taki sposób odczytania utworu, jaki przedstawiłem w ostatniej części artykułu, pozostawia monolog Pana Cogito w napięciu pomiędzy dwoma obrazami Boga, które zachowując swą rozłączność semantyczną, zarazem współtworzą jedność konstrukcyjną obrazu w ramach schematu TT, zdolną unieść największą aporię wiary chrześcijańskiej. W tym sensie utwór Herberta w takiej interakcyjnej interpretacji wydaje się przesuwać w kierunku pierwszego ze znaczeń tytułowych „rozmyślań”, a dokładniej: uruchamia oscylację między znaczeniami kartezjańskimi oraz – tak to nazwijmy – „przemyskimi”.

***

W tym miejscu może rodzić się pytanie czy nasze dwie przeciwstawne interpretacje nie są zarazem sprzeczne w znaczeniu. logicznym, a z takimi mamy do czynienia, kiedy daje się uzasadnić prawdziwość dwóch zdań sprzecznych: „p” i „nie-p”. Wydaje się, że – przynajmniej w pewnej mierze – tak. Jeśli weźmiemy pod uwagę sens nagłosowego „nie powinien przysyłać syna”, to trafne wydają się oba sprzeczne odczytania: „nie przysyłać” – w pierwszej interpretacji, jak i „nie prawda, że nie przysyłać” – w drugiej. Choć, gdy weźmiemy pod uwagę przyczyny takiego stanu rzeczy, sprawa wydaje się mniej oczywista. Mają one podstawę, jak pamiętamy, w niedookreśleniu warstwy brzmieniowej, które umożliwia skonkretyzowanie ich na dwa różne sposoby, wyznaczające w istocie dwie różne warstwy semantyczne utworu. Dochodzi do tego brak wystarczających informacji, by móc zweryfikować tak różne konkretyzacje, odnosząc je do intencji autora. Czy taki stan rzeczy, kiedy stwierdzamy w utworze sprzeczność, jest groźny dla samej interpretacji, w takim znaczeniu, że generowane przez utwór jego wykładnie, a więc interpretacje, same zawierają cechę sprzeczności. Byłaby to dość niebezpieczna konsekwencja ze względu na poznawczy i racjonalny charakter, jaki przypisujemy badawczej czynności interpretowania. Wchodzimy tu w samo centrum współczesnej teorii interpretacji i sporów, jakie się wokół jej poznawczego statusu toczą (np. spór Umberta Eco z Richardem Rortym). Istnieją dwie szkoły myślenia na ten temat. Niektórzy z faktu występujących w utworach semantycznych antynomii, skutkującymi rozbieżnymi lub nawet sprzecznymi wykładniami, wyprowadzają wniosek, że sprzecznością obarczona jest także cała dziedzina interpretacji, a nawet szerzej: poznania literatury. Oznacza to, że działa w niej prawo Dunsa Szkota, które powiada, że jeśli można udowodnić prawdziwość dwóch zdań sprzecznych, to na tej podstawie można udowodnić prawdziwość dowolnego twierdzenia. W rachunku zdań zapiszemy to prawo tak: p → (~p →q). W takim ujęciu interpretacja byłaby strukturalnie zależna od utworu, dziedzicząc jego cechę antynomiczności. Przekreślona zostaje tym samym możliwość weryfikacji czy falsyfikacji wyników poznawczych interpretacji, konsekwencją tego poglądu jest bowiem brak podstaw do wyróżniania lepszych lub gorszych hipotez interpretacyjnych, bo jak wynika z powyższego prawa, każda da się równie dobrze lub równie źle uzasadnić. Czasami określa się tę cechę interpretacji – niezbyt fortunnie – jej „poznawczą nierozstrzygalnością”. Nasza interpretacja zmierza w innym kierunku, kieruje się zasadą, że sprzeczności semantyczne występujące w dziedzinie sztuki literackiej (celowe lub przypadkowe, często kluczowe dla semantycznego i artystycznego konceptualizmu) nie przenoszą się na dziedzinę poznania literatury. Utwór może być dwu lub nawet wielowykładalny, ale nie oznacza to, że właściwość analogicznej wielowykładalności powinna posiadać także jego interpretacja. Przeciwnie, interpretacja poznawcza nie jest częścią utworu. Jeśli akty interpretacyjne mają posiadać charakter poznania racjonalnego (a takie tylko może być poznanie pretendujące do naukowego) same powinny być wolne od antynomicznej sprzeczności i niejednoznaczności, w innym wypadku przemieszczają się w dziedzinę myślenia irracjonalnego, a w najlepszym wypadku upodobniają się do dyskursu literackiego. Jeśli stwierdzamy w utworze Herberta możliwość uzasadnienia dwóch przeciwstawnych „hipotez całości” pozostających wobec siebie w relacji sprzeczności, to nie znaczy, że samo to twierdzenie zawiera sprzeczność, albo jest antynomiczne, czyli prowadzi do sprzeczności. Może być prawdziwe lub fałszywe, może być błędne lub nieuzasadnione, ale nie sprzeczne lub – co na jedno wychodzi – „nierozstrzygalne” w znaczeniu logicznym. Pierwszy pogląd można nazwać pluralizmem interpretacyjnym nieograniczonym, zakłada on bowiem, że każda interpretacja jest równie trafna, jak każda inna (np. Richard Rorty). Drugi, zakładając możliwość wielości trafnych interpretacji, zakłada zarazem możliwość istnienia interpretacji błędnych, dających się jako takie sfalsyfikować (np. Umberto Eco)[1].

Przypisy

  1. Więcej na ten temat zob. w: Ryszard Nycz, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Warszawa 1995; Umberto Eco [oraz] Richard Rorty, Jonathan Culler, Christine Brooke-Rose, Interpretacja i nadinterpretacja, red. Stefan Collini, tłum. Tomasz Bieroń, Kraków 2008; Henryk Markiewicz, O falsyfikowaniu interpretacji literackich, „Pamiętnik Literacki” 1996, z. 1, s. 59–74; Andrzej Tyszczyk, Interpretacja, sens i wartość. O aksjologicznych konsekwencjach problemu nierozstrzygalności interpretacji literackiej, w: tegoż, Od strony wartości. Studia z pogranicza teorii literatury i estetyki, Lublin 2007).