ALEJE UJAZDOWSKIE 9a (siedziba Kriminalpolizei) (poza gettem)
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI A
„Dostałem po trzech miesiącach wezwanie do Kripo (Kriminalpolizei) w Alejach Ujazdowskich, niedaleko Alei Szucha. Nie wiedziałem z początku, czy uciekać, czy bezczelnie udawać ważniaka. Na szczęście nerwy mnie nie zawiodły i postanowiłem zaufać swojemu wyglądowi i papierosom. Nikt nie mógł mi udowodnić kontaktów z napastnikami. Pożegnałem się z moją dziewczyną i, nic nie mówiąc marce, pojechałem do Warszawy. […] Najpierw metodycznie sprawdzano na portierni wezwanie i papiery. Potem dość długo czekałem, aż poproszą mnie do gabinetu. Tam od razu bezczelnie poczęstowałem papierosami oficera stosunkowo niskiej rangi. Wziął z wahaniem papierosa, którego mu przypaliłem, i kazał sobie szczegółowo opowiedzieć cały przebieg napadu. Ta rozmowa mnie uspokoiła. Potem zaprowadzono mnie do piwnicy, gdzie w otoczeniu uzbrojonych Niemców miałem być poddany konfrontacji. Przedefilowało przede mną kilkunastu koszmarnie wyglądających więźniów. Miałem rozpoznać napastników, co było zresztą niemożliwe, bo w czasie napadu nosili na twarzach maski. Na wszelki wypadek starałem się patrząc – nie widzieć. Dwaj oficerowie nie spuszczali ze mnie wzroku. Na szczęście niczego nie musiałem udawać, bo nikogo nie rozpoznałem. Niemcy wywnioskowali to widać z mojej miny, bo w końcu dali mi spokój. Na odchodnym podpisałem oświadczenie, zapaliłem papierosa i wyszedłem jak z łaźni, nie wiedząc własnemu szczęściu” (s. 130-131).
Bibliografia
– Antoni Marianowicz, Życie surowo wzbronione, Warszawa 1995.



