BAŁUCKI RYNEK – Centralny Sekretariat, Wydział Kuchni, Wydział Transportu, Centrala Mleczarska
Oskar Singer
JA/ONI, V A (01.08.1942)
„Bałucki Rynek, brudny plac w najbrudniejszej Łodzi, to teraz serce i mózg getta. Tam wpada tętnica getta – Matrosengasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN]. Tu stopniowo zakładają swoje siedziby ważne resorty administracyjne: Centralny Sekretariat, Wydział Kuchni, Wydział Transportu, Centrala Mleczarska. Tu jest także brzuch getta – Wydział Zaopatrzenia, a obok niego straszący brudem duży plac – róg ulic Matrosen- i Hanseatenstrasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN, i Łagiewnicka].” (s. 74)
Szmul Rozensztajn
ONI, II A (20.02.1941)
„Kilka minut po ósmej rano Prezes był już na Bałuckim Rynku. Pierwszą wizytę złożył w Wydziale Chlebowym przy Łagiewnickiej 25, gdzie poinformowano go o przebiegu bieżących prac. [Prezes] wydał przy tym stosowne instrukcje.
Stamtąd Prezes pojechał do resortu krawieckiego przy Jakuba 16. Na wielkim podwórzu oczekiwało go około 1500 robotników ze wspomnianego resortu, a także z resortu przy Jakuba 8. […]” (s. 21)
ONI, II A (22.02.1941)
„Kiedy Prezes przyszedł dziś rano na Bałucki Rynek, sekretarka zameldowała mu, że na stację w Marysinie przybyła większa ilość artykułów żywnościowych dla getta, takich jak: [brak listy].
Z miasta dotarła też telefoniczna wiadomość, że do getta zostanie dostarczonych 3500 korców węgla. Prezes skwitował ją uśmiechem: „Moje zabiegi pomogły” […]” (s. 31)
JA/ONI, II A (24.02.1941)
„Na pierwszy rzut oka mogłoby się zdawać się, że raz w tygodniu, przynajmniej w niedzielę, kiedy gettowy Sambation — Bałucki Rynek jest pogrążony we śnie, Prezes ma możliwość trochę sobie odpocząć od swojej ciężkiej i odpowiedzialnej pracy. Niestety, tak nie jest. Ten, kto ma dar obserwacji i stoi też blisko pracy Prezesa, wie, że [jest] wprost odwrotnie, że dzień niedzielny jest najintensywniejszy. […]” (s. 43)
ONI, II A (25.02.1941)
„Dziś o dziesiątej rano szef Zarządu Getta, pan [Hans] Biebow odwiedził Prezesa na Bałuckim Rynku i odbył z nim dłuższą konferencję dotyczącą różnych zagadnień związanych z zarządzaniem gettem. Konferencja trwała ponad dwie godziny. Po konferencji Prezes był przybity i mocno zdenerwowany.” (s. 51)
„Ponieważ Prezes musiał załatwić szereg palących spraw w swoim gabinecie na Rynku Bałuckim, nie jadł dziś obiadu w swoim prywatnym mieszkaniu, ale w gabinecie.” (s. 52)
JA/ONI, II A (4.06.1941)
„Jednodniowy zakaz wychodzenia z powodu strzałów z ulicy. W nocy 27 maja 1941 ktoś wystrzelił z getta (róg Piwnej i Lutomierskiej, przy Modrej). Kula upadła niedaleko budki straży (niemieckiej) i na całe szczęście nikogo nie trafiła. Aż do teraz nie udało się wyjaśnić, kim był strzelający. Tym wypadkiem zainteresowało się gestapo, prezydium policji i burmistrz Litzmannstadt (Łódź), którzy w bardzo energiczny sposób zażądali od Prezesa odpowiedniej satysfakcji. Jak się później okazało, wspomniane instancje zażądały, by Prezes Rumkowski dostarczył 25 Żydów na rozstrzelanie. […] Udało mu się po wielkich wysiłkach odwrócić groźbę rozstrzelania. W zamian władza zażądała innej satysfakcji: zamiast rozstrzelania — chłosta, tzn. zażądali od Prezesa, by dostarczył listę 25 Żydów, którzy mieli zostać wychłostani. […] We wtorek 1 czerwca 1941 na Bałucki Rynek przyszło dwóch przedstawicieli gestapo w Litzmannstadt i wraz z Prezesem Rumkowskim objechali getto, by znaleźć właściwe miejsce na publiczną chłostę 25 Żydów. Wybór padł na wielki plac przy Bazarnej. Przedstawiciele gestapo zażądali, by Prezes jak najszybciej zapewnił wszystkie potrzebne tam rzeczy, takie jak 25 specjalnych ławek, na których ma być położonych i przywiązanych 25 Żydów, przygotował 25 Żydów chłoszczących, bicze i 25 Żydów, którzy mają być ukarani. […]” (s. 75-77)
JA/ONI, II A (6.06.1941)
„5 czerwca 1941 roku po raz pierwszy odwiedził Litzmannstadt szef policji Rzeszy H[einrich] Himmler. Z wcześniejszego komunikatu Bałucki Rynek dowiedział się, że gość nazajutrz, to jest w piątek 6 czerwca, odwiedzi również getto. Prezes Rumkowski od rana oczekiwał gościa. Dopiero o 4.30 po południu zaczęły się zjeżdżać wysoko postawione osobistości niemieckiej władzy. Między nimi byli też przedstawiciele tajnej policji w Litzmannstadt. Ich auta stały przez krótki czas na Bałuckim Rynku. Kiedy pan Himmler ze swoją świtą przybył na Rynek Bałucki, Prezes Rumkowski został przedstawiony gościowi. Między panem Himmlerem a Prezesem Rumkowskim wywiązała się krótka rozmowa:
— Jak się tu miewacie? — pyta pan Himmler.
— Pracujemy i budujemy tu miasto pracy.
— I jak idzie praca?
— Myślę, że nieźle. Mam nadzieję, że będzie lepiej. Robię wszystko, by zintensyfikować i ulepszyć pracę. Moją dewizą jest: praca, spokój i porządek.
— Niech pan pracuje dla dobra swoich braci w getcie, a wtedy będzie wam dobrze — pan Himmler zakończył rozmowę.
Zaraz potem goście w towarzystwie Prezesa odwiedzili największy resort krawiecki przy Jakuba 16. Wszyscy wyrazili uznanie dla Prezesa za jego pracę. Zadowolony z wizyty Prezes Rumkowski dzielił się swymi wrażeniami z najbliższymi współpracownikami na Bałuckim Rynku i relacjonował swą rozmowę z panem Himmlerem. Przy tym Prezes wyraził przypuszczenie, że gość był najprawdopodobniej wcześniej dobrze poinformowany o przebiegu pracy w getcie.” (s. 80)
JA/ONI, II A (18.06.1941)
„Dziś o szóstej po południu przybył na Bałucki Rynek pan [Hans] Biebow i odbył dłuższą konferencję z panną [Dorą] Fuks i komendantem [Leonem] Rozenblatem (Prezes Rumkowski dzień wcześniej wyjechał do Warszawy w sprawach getta). Pan Biebow wyjaśnił, że ponieważ z małych miejscowości wszyscy Żydzi zostaną wydaleni (kobiety, dzieci i starcy; młodsi zostali wysłani do Niemiec na roboty) i ich liczba sięga 70 tysięcy, wielu z nich, to jest około 7–8 tysięcy, musi zostać przyjętych przez getto w Litzmannstadt. Przy tym pan Biebow kazał przedstawić sobie dokładne dane statystyczne [dotyczące] ludności getta od pierwszego dnia do dziś oraz inne liczby.
Zaraz jak tylko pan Biebow opuścił Bałucki Rynek, został wezwany adwokat [Henryk] Neftalin, którego panna Fuks i komendant Rozenblat poinformowali o rozmowie z panem Biebowem. Adwokat Neftalin natychmiast zmobilizował swoich pracowników w Wydziale Statystycznym i w nocy wykonano zestawienia. […]” (s. 84)
JA/ONI, II A (19.06.1941)
„W czwartek, 19 czerwca, około wpół do jedenastej wieczorem, razem z dwunastoma zaangażowanymi lekarzami i ich rodzinami przyjechał z Warszawy Prezes i zaraz nazajutrz rano odbył w związku z zaistniałą sytuacją dłuższą naradę ze swoimi zaufanymi ludźmi. Prezes był tego dnia nadzwyczajnie zdenerwowany, nie mógł sobie po prostu znaleźć miejsca. Przed obiadem Prezes w rozmowie ze mną zapytał, jakie plotki słychać w getcie… Odpowiedziałem mu, że największą „plotką” jest wizyta pana [Hansa] Biebowa na Bałuckim Rynku. Twarz Prezesa nagle okryła się najgłębszą powagą. „Tak, teraz widzę, że nie mogę zostawić getta nawet na dzień. Obawiam się, że jest już za późno… Tą sprawą jest zainteresowany nie tylko Biebow (jako zwierzchnik społeczności getta), ale też rządowy komisarz miasta i [szef] gestapo. Ubiegałem się też o przyjęcie u komisarza rządowego, jutro ma przyjść wiadomość. Niedobrze!” — kończy Prezes swoją wypowiedź. […]” (s. 85)
ONI, II A (21.06.1941)
„Dziś przed południem Prezes zaprosił do siebie [tj. do Sekretariatu na Bałucki Rynek] panów [Dawda] Warszawskiego, [Salomona] Sera i [Chaima] Litwina na naradę dotyczącą opracowania nowych ankiet dla pracowników. Jest to związane z nowym programem dodatków pieniężnych dla członków rodzin poszczególnych pracowników. Chodziło o rozwianie różnych wątpliwości, które na pewno się pojawią przy przydzielaniu dodatków. Po wymianie opinii postanowiono powołać następnego dnia redakcyjną komisję w osobach panów: Litwina, [Arona] Jakubowicza, [Henryka] Neftalina, Sera, [Władysława] Franka, Warszawskiego, komisarza [Leona] Rozenblata […].” (s. 86)
„Dziś przed południem Prezes Rumkowski zaprosił do siebie [tj. do Sekretariatu na Bałucki Rynek] panów [Awigdora] Szczęśliwego i [Zygmunta] Rajngolda, kierowników Wydziału Aprowizacji, w sprawie opracowania nowych racji żywnościowych (poprzednie racje kończą się jutro, w niedzielę). Po przedstawieniu danych dotyczących produktów Prezes doszedł do wniosku, że to, czym dysponuje, nie wystarcza na wydzielenie jakiejkolwiek racji i postanowił odczekać jeszcze kilka dni, aż zwiększą się dostawy. […]” (s. 88)
ONI, II A (22.06.1941)
„Dziś przed południem odwiedził Bałucki Rynek pan [Hans] Biebow. Prośba pana Prezesa o audiencję u komisarza rządowego nie została pozytywnie rozpatrzona. Los został przypieczętowany, przyjęcie do getta jeszcze 8 tysięcy Żydów z miasteczek jest pewne (dzień wcześniej wybuchła wojna między Rosją a Niemcami). Termin ich przybycia do getta jest tymczasem nieznany.” (s. 89)
ONI, II A (9.07.1941)
„Na dziś na szóstą Prezes zaprosił [do Sekretariatu na Bałucki Rynek] na specjalną konferencję przedstawicieli rabinatu w osobach rabina Josefa Fajnera, rabina Moszego Wajsa, rabina Szmuela Dawida Łaskiego, rabina A[brama] Sylmana i rabina Szlojme Jakubowicza. Prezes Rumkowski zapoznał zebranych z celem dzisiejszej konferencji i wyjaśnił, że choć sprawa, którą zaraz przedstawi, została już przez niego dawno gruntownie przemyślana, a jego postanowienie zatwierdzone, to uważa za swój obowiązek zaprezentować ją rabinom, zanim stosowny komunikat zostanie wydrukowany w „Geto-Cajtung”. „Chodzi o to — mówi Prezes — że zbliża się zima i już zawczasu musimy zatroszczyć się o cieple ubrania dla ludności getta. […] Poruszając tę kwestię, Prezes Rumkowski wskazał, że będzie musiał zażądać od ludności noszącej długie ubrania (zarówno zimowe, jak i letnie), żeby przyniosła je w przyszłości do specjalnych pracowni krawieckich, które będą czyścić i naprawiać tę odzież. Powiedział też, że wszyscy będą musieli nosić krótkie ubranie (prócz rabinów i innych duchownych). W ten sposób Prezes pragnie poprawić zewnętrzny wizerunek społeczeństwa. Rozumie się, że chodzi przede wszystkim o warunki sanitarne, ponieważ ubrania się poniewierają w ciasnych i brudnych mieszkaniach i mogą być przyczyną chorób. Prócz tego skrawki z długich ubrań można wykorzystać do naprawy podartych rzeczy. Prezes zwraca się do rabinów, by wypowiedzieli się na ten temat. […]” (s. 90-91)
JA/ONI, II A (09.1941)
„Tego dnia telefon na Bałuckim Rynku nie milkł, zadawano tysiące pytań o stan zdrowia Pana Prezesa i jednocześnie życzono powrotu do zdrowia i [noworocznego] zapisania na dobry rok. W wigilię Rosz ha-Szana Prezes upoważnił mnie do zakomunikowania zainteresowanym, że postara się przyjechać ze swojego domu na Marysinie [Okopowa 125] do getta, do mieszkania przy Łagiewnickiej 36, gdzie, być może, będzie mógł przyjąć różne delegacje i po prostu dobrych przyjaciół, którzy chcą go powitać i życzyć mu Dobrego Roku. Czas przyjęć wyznaczył na pierwszy dzień Rosz ha-Szana między godziną czwartą a szóstą po południu. Niestety, stan zdrowia Prezesa się pogorszył. Noc była ciężka, a nazajutrz został gwałtem ściągnięty na Rynek Bałucki, ponieważ władza złożyła tam wizytę. Załamany i przygnębiony, poszedł tam już około dziewiątej rano. Ten dzień był dla Prezesa prawdziwym sądnym dniem. Od dziewiątej rano odbył wiele konferencji z przedstawicielami gestapo i zarządu getta na temat bardzo ważnej sprawy. […] Po jednej z tych konferencji Prezes kazał mi przynieść na Rynek Bałucki tałes, chcąc za wszelką cenę choć drugiego dnia Rosz ha-Szana pomodlić się razem z Żydami w jednej z gettowych bożnic (tego dnia Prezes niczego nie spożywał). Dopiero około 1.15 Prezes uwolnił się od konferencji i wspierając się na lasce, poszedł do bożnicy przy Łagiewnickiej 3. Pojawienie się Prezesa na ulicy wywołało w getcie wielką radość. Ze wszystkich stron pozdrawiali go przechodnie, życząc mu dobrego świąt i roku. Jeszcze bardziej cieszyły się dzieciaki, które towarzyszyły mu aż do bożnicy i rozpromienione radością życzyły mu dobrego roku. Prezes był bardzo poruszony życzeniami i w jego oczach pojawiły się łzy. Przyjście Prezesa do bożnicy (na dęcie w róg) wywołało wśród modlących się wielki entuzjazm. Przy wejściu czekali na niego gabajowie, panowie Warszawski i Klecki, którzy życzyli mu dobrego roku. Kiedy zaproszono go do modlitwy, zanurzył głowę w aron ha-kodesz i głośno się rozpłakał. Po modlitwie Prezes wygłosił do zebranych kilka krótkich słów […]. Drugiego dnia Rosz ha-Szana Prezes przyjął u siebie, w prywatnym mieszkaniu (Łagiewnicka 36), delegacje poszczególnych oddziałów i resortów. Wszyscy życzyli mu, by był zapisany na dobry rok, pytali i cieszyli się, że już czuje się lepiej. Nastrój był naprawdę radosny. Prezes był głęboko poruszony [wizytami] wielu delegacji i ich serdecznymi życzeniami. […]” (s. 120-121)
JA/ONI, II A (24.09.1941)
„24 września 1941 r.: Wczoraj rano, drugiego dnia Rosz-ha Szana, Prezes przybył na konferencję z przedstawicielami władzy na Bałucki Rynek. Około jedenastej, kiedy Prezes był sam w swoim gabinecie, przyszedłem życzyć mu dobrego roku, a także przekazać życzenia od różnych osób przesłane pocztą. Zaraz spostrzegłem, że Prezes jest bardzo zatroskany w związku z jakimś ważnym wydarzeniem. Na początku myślałem, że to rezultat choroby, z której się dopiero podniósł. „Nadchodzi ciężkie doświadczenie dla Żydów — Prezes przerywa swoje milczenie. — Bardzo ciężkie, także dla naszych Żydów z getta Litzmannstadt”. […] Tymczasem na Bałucki Rynek znów przyszli przedstawiciele władzy na kolejną konferencję, która trwała do pierwszej po południu. Zdenerwowany Prezes po odejściu przedstawicieli władzy wziął tałes i zawołał mnie, bym poszedł z nim do jednej z bożnic. Bojąc się, że w innych bożnicach już jest dawno po modlitwach, skręciliśmy z Bałuckiego Rynku na Krawiecką 3, do domu kultury, gdzie został urządzony dom modlitwy na Straszne Dni. Trafiliśmy na intonowane przez kantora zichrojnes podczas szimenesre. […]” (s. 123-124)
ONI, II A (24.09.1941)
„Prezes Rumkowski podczas przyjmowania różnych delegacji i osób prywatnych w drugi dzień Rosz ha-Szana został wezwany do Litzmannstadt na konferencję poświęconą nadchodzącemu niebezpieczeństwu. Konferencja trwała trzy godziny i już wieczorem Prezes powiadomił kierownictwo Wydziału Mieszkaniowego, na czele którego osadził adwokata H[enryka] Neftalina, że czas jest krótki i trzeba zaraz przystąpić do akcji lokowania przybywających wysiedlonych Żydów. Przy tym powiadomił, że już w piątek przybywa pierwszy transport kobiet, dzieci i starców z Włocławka […]. Nazajutrz Prezes wezwał na Bałucki Rynek przedstawicieli Wydziału Szkolnictwa, panów [Eliasza] Tabaksblata i [Mojżesza] Karo, i nakazał im oczyścić szkoły na Marysinie, gdzie wysiedleni będą czasowo umieszczeni, nim dokona się właściwej translokacji. Jednocześnie Prezes nakazał panu [Salomonowi] Hercbergowi, kierownikowi Marysina II, przygotować na przyjęcie wysiedlonych dom dla młodocianych przestępców.” (s. 126-127)
JA/ONI, II C (6.11.1941)
„Zagłada Cyganów. Wczoraj wieczorem przybył na dworzec marysiński [Stacja Radegast] pierwszy transport Cyganów, który liczył 1200 osób, w tym mniej więcej 250 dzieci. W drodze Cyganka urodziła dziecko. Dwoje dzieci wyjęto z wagonu martwych, mówi się, że po prostu zamarzły. Władza kazała pochować dzieci na żydowskim cmentarzu, co zrobiono. Wyżywieniem Cyganów zajmuje się na razie Prezes. Tak więc na jego polecenie przesłano dla cygańskich dzieci i chorych 100 litrów mleka i z kuchen po dwa obiady i pół litra kawy na osobę. Jednocześnie Prezes zaopatrzył ich w rury do piecyków żelaznych, wiadra i tym podobne sprzęty. Dziś wieczorem nadjechał drugi transport Cyganów. Z powodu późnych godzin nocnych nocowali w wagonach. Dziś po południu Prezes był w kripo [Kościelna 8]. Stamtąd przyszedł bardzo zdenerwowany, mocno wzdychał i rwał sobie włosy z głowy (nowe nieszczęście?). Dziś wieczorem na Bałuckim Rynku zameldowało się u Prezesa trzech lekarzy i trzy siostry i zgłosiło swoją gotowość do służby w obozie Cyganów. Propozycja została przyjęta.” (s. 149)
JA/ONI, II C (12.11.1941)
„Kiedy Prezes wreszcie się o tym dowiedział [tj. o nadużyciach w sprzedaży tytoniu], rozkazał, by nie sprzedawać ani tytoniu, ani wyrobów tytoniowych inwalidom, którzy nadużyli jego zaufania. Inwalidzi, buntowani przez swych „wodzów”, którzy dzięki kartelowi zrobili całkiem niezły interes, próbowali zorganizować w lokalu Wydziału Tytoniowego [Brzezińska 24] demonstrację. Ta źle się odbiła na ich sytuacji materialnej — przez osiem tygodni nie otrzymywali ani tytoniu, ani papierosów do sprzedania […].
Inwalidzi ze swej strony, pozostając bez zarobku, próbowali za wszelką cenę przebić się do Prezesa i przeprosić go za niewłaściwe postępowanie części z nich — lichwiarski handel wyrobami tytoniowymi. To się im jednak nie udało. Prezes nie chciał ich przyjąć nawet na krótką rozmowę. W Purim, w dniu, w którym przypadły urodziny Prezesa, delegacja trzech inwalidów jednak się dobiła do wrót Bałuckiego Rynku, wierząc, że tego dnia zostaną wyratowani z opresji. Piszący te słowa był świadkiem rozmowy, która odbyła się między delegacją a Prezesem w poczekalni gabinetu na Bałuckim Rynku. Rozmowa była krótka i bardzo ostra w tonie… Prezes powiedział, że dopóki będzie żyć i kierować gminą, inwalidzi nie otrzymają ani tytoniu, ani papierosów z Wydziału Tytoniowego, sklął ich i ostrzegł, żeby mu się więcej nie pokazywali na oczy. […]” (s. 158-160)
ONI, II C (26.11.1941)
„Wizyta rabinów na Bałuckim Rynku. Na polecenie gestapo zostali zaproszeni przez Prezesa na 9.15 rano przedstawiciele rabinatu w osobach: rabin Fajner, rabin Salomon Markus z Wiednia. Ze strony gestapo udział wzięli panowie Halperin, [Gunther] Fuks i [Albert] Richter.” (s. 180)
Anonim (autor „Szukajcie w popiołach”)
(Centralny Sekretariat Przełożonego Starszeństwa Żydów)
JA, III B
„Przypominam sobie ów [dzień] w którym przyszedłem do nowo utworzonego wydziału. Jedynie co mam — to wielkie zadanie, plan pracy poza tym nic więcej. Lecz oto otrzymuję z centralnej buchalterii książeczkę z “zapotrzebowaniami”, a centralny sekretariat dostarczył mi pieczątkę.” (s. 70)
JA/ ONI, V
„Pewien informator opowiada mi: przychodzi pewien młodzieniec i zwierza się z dręczących go trosk. „Kilka [lat] temu żyłem z [pewną] kobietą […] dobrze […], miałem z nią dziecko. Kocham to dziecko. Jest to dobroduszna dziewczyna. Jest bardzo piękna […]. Sama nie ma tak wiele, [jednak] bardzo dobrze traktowała moje cierpiące dziecko. Nie mogę tego nigdy zapomnieć. Teraz, [gdy] obróciło się koło Fortuny i ja zarabiam trochę lepiej, a [dziewczyna] zarabia bardzo mało, [odwdzięczam] się jej za wszystko: wspomagam ją. Nie czyniłem z tego […] tajemnicy. Moja żona wie o tym. Ostatecznie [chodzi] przecież tylko o trochę pieniędzy. Nie zabieram przecież nic z [żywności], z naszych przydziałów, bym tym żonie lub memu dziecku wyrządzał krzywdę. Pomagam dziewczynie, bo pamiętam przecież ze swoimi „racjami”. Jest przecież kobietą, niczym więcej. Jest zazdrosna […]. I oto otrzymałem wezwanie od Prezesa, bym stawił się w sobotę rano na Bałuckim [Rynku]. Pretensje mojej żony może pan sobie wyobrazić. Ona powiada, że zakochałem [się w] dziewczynie, że zaniedbuję ją. Że o dziecku nie myślę. Że oddaję ciężko zarobione [pieniądze].” (s. 99)
Bibliografia
– Oskar Singer, Przemierzając szybkim krokiem getto… Reportaże i eseje z getta łódzkiego, tłum. K. Radziszewska, Łódź: Oficyna Bibliofilów 2002.
– Szmul Rozensztajn, Notatnik, przekład i red. M. Polit, Warszawa, Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, 2008.
– Szukajcie w popiołach: papiery znalezione w Oświęcimiu, oprac. L. Brener, A. Wein, Łódź: Wydawnictwo Łódzkie, 1965



