FRANCISZKAŃSKA 21
Karol Rotgeber
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)
Symcha Binem Motyl
JA, V (19.04.1943)
Mój przyjaciel Bercio Bocian miał przygotowane miejsce dla swojej znajomej, z którą zamieszkiwał przez cały czas razem. Postanowiliśmy tam się udać. Schron ten mieścił się w 2 pokoikach na pierwszym i na drugim piętrze oficyny domu Franciszkańskiej 21, którego okna wychodziły na ulicę Bonifraterską i stanowiły doskonały punkt obserwacyjny na aryjską stronę. Wchodziło się do tego schronu przez piec, dosłownie, a odbywało się to w ten sposób: do pieca kaflowego, mieszczącego się w kącie pokoju, przystawiona była drabina, po tej drabinie wchodziło się na górę tego pieca, który prawie dotykał sufitu. Od góry piec ten miał otwór takiej wielkości, że jedna osoba z trudnością mogła się przezeń przecisnąć. Trzeba było przegiąć się w pół, aby przy pomocy dokładnie obliczonych ruchów wśliznąć się wpierw nogami, a potem górną częścią tułowia do środka. W tylnej ścianie pieca był otwór, który łączył się z drugim otworem w ścianie za piecem. Przez ten otwór przełaziło się do sąsiedniego pokoiku, gdzie była pierwsza część schronu. Druga część, stanowiąca właściwy schron, była o piętro niżej w takim samym pokoiku, do którego schodziło się przez otwór w podłodze, stanowiącej sufit niższego schronu. W razie potrzeby wszyscy mieli zejść niżej, po czem otwór mógł być zamknięty ściśle dopasowaną klapą. Oba pokoiki były do siebie podobne: każdy miał okno wychodzące na ulicę Bonifraterską i na rozległy plac, naprzeciwko którego stał dom, gdzie mieściła się melina mojej żony. (s. 161)
Bibliografia
– Karol Rotgeber, Pamiętnik, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, zespół „Pamiętniki”, sygn. 48.
– Symcha Binem Motyl, Do moich ewentualnych czytelników. Wspomnienia z czasów wojny, red. naukowa i wprowadzenie A. Haska, Warszawa 2011.


