GNIEŹNIEŃSKA 26 (Dom Starców)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (3.09.1942)
„Kolektyw przy ul. Limanowskiego został wraz ze wszystkimi innymi zlikwidowany i Roza Sztajner ze swymi towarzyszami niedoli trafiła do domu starców. Jednak nie do takiego, który istniał już w getcie, ale do nowo wybudowanego – dla nich, dla „obcych”. (s. 156)
ONI, IV (3.09.1942)
„Nazajutrz, 4 września 1942 roku, mogła tylko napisać drżącą ręką kilka tych słów do swojego przyjaciela: „Nasza placówka [Dom Starców] jest od świtu otoczona przez żydowską policję, nie można tu ani wejść, ani stąd wyjść, ratuj mnie, przyjacielu, niech pan zrobi, co tylko może. Jeszcze nie chcę umierać. Roza Sztajner.” (s. 159)
ONI, IV (5.09.1942)
„Zaczęło się!
Zaczęło się w jednym z zakątków getta, ale już drżało całe. Tak jak zwykle to bywa w getcie, ludzie wiedzą tu o tym, co się dopiero ma stać.
Gdzie się zaczęło?
Mówią:
– Z Domu Starców przy ul. Dworskiej już wyprowadzają wszystkich pensjonariuszy. Mówią:
– Z Domu Starców przy ul. Gnieźnieńskiej zabierają wszystkich.” (s. 162)
ONI, IV (6.09.1942)
„[…]Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że punkty zbiorcze urzą- dzono w budynkach dawnych szpitali przy ulicach Łagiewnickiej i Drewnowskiej i w byłych domach starców przy ulicach Gnieźnieńskiej i Dworskiej. Takie punkty są też na Marysinie i w Centralnym Więzieniu przy ul. Czarnieckiego. Owe „azyle” nie tyle są charakterystyczne (wszak to co charakterystyczne jest wynikiem logicznego myślenia i prawdziwego lub nawet fałszywego sądzenia, a nie zdziczałej woli), ile symboliczne. Każdy „złapany” jest bowiem chory i kwalifikuje się do szpitala, tyle tylko że w tych szpitalach nie ma łóżek ani lekarzy, którzy mogliby ich leczyć… każdy ze „złapanych” kwalifikuje się do domu starców, nawet jeśli jest młody, nawet jeśli jest dzieckiem nie mającym nawet dziesięciu lat, bo ktokolwiek wszedł na wóz, ten postarzał się i osiwiał w mgnieniu oka… tyle że pensjonariusze takiego domu liczą zwykle jeśli nie na lata, to choć na miesiące pobytu, a ci tutaj mają przed sobą może dni, może godziny, a może tylko minuty… Każdy ze „złapanych”, nawet kryształowej uczciwości, kwalifikuje się do Centralnego Więzienia, bo już sam fakt schwytania czyni go winnym. Przecież żółte łaty na jego piersi i plecach krzyczą: „Żyd – przestępca!”… A skoro tak, to jego miejsce jest w więzieniu!…
Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że w punktach dostają 25 g chleba i talerz dobrej, gęstej zupy na kościach. Ale czy ktokolwiek z nich zjadł swój chleb i zupę? Czy przeszły im przez gardło? Tego nie wie nikt. „ (s. 194-195)
Oskar Singer
JA/ONI, V A
„Z domu nr 3 kieruje wszystkimi 6 „sanatoriami” [Helena Rumkowska]. Tutaj planuje menu, administruje przydziałami, rejestruje personel. Być może jest to najtrudniejsze zadanie z całego ich kompleksu. Obowiązki gonią ją na Marysinie od jednego zakładu do drugiego, stamtąd na Gnesener Strasse [Gnieźnieńską] na drugim końcu getta. Ponad 11 000 ludzi rocznie to jest 11 000 wiecznych zmartwień, ale też i 11 000 wdzięcznych, uratowanych!” (s. 121)
JA/ONI, I C
„[Ch. Rumkowski] Już 12 marca 1940 roku, a więc jeszcze przed zamknięciem getta, stworzył pierwszy Dom Dziecka. Oznacza to początek budowy opieki społecznej, która w istniejących warunkach musi być uznana za jedyną istniejącą w getcie. Jego twórczy duch porusza się w dwóch kierunkach. Z jednej strony rozwija różne formy zamkniętej opieki społecznej, z drugiej zaś organizuje wspaniałą otwartą opiekę społeczną. Najpierw tworzy 19 kwietnia 1940 roku Dom dla Starców i zapewnia azyl dla starej generacji nagle pozbawionej korzeni i podstaw egzystencji.” (s. 127)
Bibliografia
– Józef Zelkowicz, Tamte straszne dni, w: Notatki z getta łódzkiego 1941-1944, red. naukowa: M. Trębacz, E. Wiatr, M. Polit, K. Radziszewska, tłum. M. Polit, Łódź: Wydawnictwo UŁ, 2016.
– Oskar Singer, Przemierzając szybkim krokiem getto… Reportaże i eseje z getta łódzkiego, tłum. K. Radziszewska, Łódź: Oficyna Bibliofilów 2002.



