GRÓJEC

 

Adam Czerniaków

JA/ONI, I

„W mieście wyrzucają z domów na Koszykowej, Marszałkowskiej Żydów. Rzeczy muszą zostawić. 16-go opuścił Warszawę transport z Mińska miasta 57, z Mińska powiatu 23, Grójca i Warki 24, Falenicy i okolic 27, Łowicza 98, Piaseczna 35, Skierniewic 35, Warszawy 435. Jeden robotnik usiłował uciec z punktu zbornego na Kawęczyńskiej. Arbeitsamt oddał go w ręce SS. Z grupy Piaseczno uciekło 14 osób.” [18 VIII 1940] (s. 114)

Mietek Pachter

JA, II

„Jesteśmy na placówce TWL [obóz gospodarczy oddziałów Waffen SS – były placówki na Żoliborzu oraz Twardej 21, dalej autor pisze, że było to 2km od getta, a więc zapewne chodzi o Żoliborz] – „Towarzystwo Wykończenia Ludzi”. Praca była zależna od sezonu i dnia, była to największa bocznica, w której były wszelkie zapasy żywnościowe dla wojska. […] Pewnego dnia z naszej kolumny zostało wybranych 10 osób, ja między nimi […] jedziemy do Białobrzegów, by przywieźć materiał budowlany z tartaku. Jestem znów spokojny, przyglądam się wszystkiemu, co mijamy w drodze. Widzę dużo ludzi z ghetta idących z zasłoniętymi twarzami, ludzie ci, widząc, że w ghecie i tak długo nie pociągną, puścili się w drogę, nie ryzykowali niczym, bo cóż może być gorszego od śmierci głodowej. […] Jesteśmy w tartaku [w Białobrzegach], pracuje tam kilka ludzi, porozumieliśmy się z nimi. Pracę mają ciężką, ale do jedzenia mają dość, a to dziś jest najważniejsze. Przynieśli dla każdego z nas po białym bochenku chleba. Ładujemy deski na auto, jeden z chłopców przylatuje z wiadomością, że za tartakiem jest parnik, gdzie gotują kartofle dla świń – a ci [te] są obecnie na tym samym poziomie co my, jeśli nie wyższym. Chłopcy w lot postanowili, że wezmą dziesięć woreczków, które leżą w jednej z komórek, i naładują je kartoflami, które są przeznaczone dla świń. […] Przyjeżdżamy do Grójca, tu trzeba dolać wody do maszyny, bo chłodnica była strasznie gorąca, ja jednym skokiem znalazłem się w sklepie mleczarskim i kazałem sobie podać mleko, kilka rogalików i masła. […] Jesteśmy na miejscu, materiał wyładowują inni, my dostajemy obiad i idziemy do domu. Odległość od miejsca naszej pracy do ghetta liczyła przeszło 2 km i przez ten szmat drogi musiałem nosić mój dobry uczynek dla biednych [autor zakupił masło i chleb w Grójcu]. […] Jechałem tak cztery razy do Białobrzegów i przywoziłem, ile tylko można było, aż blokowy Krzewin zobaczył, że to może być dobry interes, więc biorąc forsę od ludzi, posyłał ich, mnie wykluczył.” (s. 44-46)

 

TRASY:

Trasa: Piaseczno – Grójec,

Bibliografia

Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942, oprac. Marian Fuks, Warszawa 1983.

– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.