[TRASA] PIASECZNO – GRÓJEC

Leokadia Schmidt

JA, VI C 

Gdy zaczęło świtać, w drzwiach ukazał się klucznik w towarzystwie żandarma i kazał iść naprzód. Zaprowadził nas na stację kolejową, gdzie stał już wyłącznie dla nas przygotowany jeden wagon z lokomotywą. W wagonie nie było nikogo prócz nas i żandarma. Po chwili ruszyliśmy. W drodze wsiadł jeszcze jeden pasażer. Wyglądał na dużą szyszkę. Był gruby, opasły jak świnia i w czarnym mundurze. Udawał się na polowanie, gdyż pociąg w lesie zatrzymał się, a on wysiadł. Nie wiem, jak długo tak jeździliśmy, w każdym bądź razie było już zupełnie widno i słońce świeciło, gdy pociąg zatrzymał się i żandarm kazał nam wysiąść. Na stacji widniał napis: Grójec. Pod eskortą żandarma ruszyliśmy naprzód. Był piękny, słoneczny dzień zimowy. Popatrzyłam w niebo i długo nie mogłam oderwać wzroku. Pomyślałam, że to są ostatnie momenty naszego życia. Nie wątpiłam ani przez chwilę, że żandarm zawiezie nas w ustronne miejsce, zwyczajem niemieckim każe wykopać grób i puści na nas ogień z automatu. Stację zostawiliśmy już daleko za sobą. Wreszcie żandarm wprowadził nad do szarego budynku z napisem „Więzienie”. Brama zamknęła się za nami. Zaprowadzono nas na pierwsze piętro i zamknięto w celi. Było to mała klitka na pół ciemna. W jednym z kątów mieściła się drewniana nara, na niej siennik napełniony słomą, a w drugim mały stolik i dwa krzesła. (s. 321–322)

W końcu o 8.00 rano nadeszli komendant granatowej policji i burmistrz. Otworzono drzwi n podwórze, a następnie bramę więzienną, która prowadziła na główną ulicę miasta. Przeszłam na drugą stronę ulicy, czekając na męża. Stanęłam oszołomiona, rozglądając się dookoła. Wszędzie ruiny i zgliszcza, rozbite armaty i czołgi niemieckie. Na jezdni leżały słupy elektryczne, trupy niemieckich żołnierzy i zabite konie. Sklepy zniszczone. Obraz pożogi i zniszczenia. (s. 326)

Bibliografia

– Leokadia Schmidt, Cudem przeżyliśmy czas zagłady, przedmowa i objaśnienia W. Bartoszewski, Kraków–Wrocław 1983.