HOŻA

Adina Blady-Szwajger

JA/ONI, VI A

Więc były sprawy sprzętu lekarskiego, opatrunków, które trzeba było wysyłać do lasu. To było proste. Z wyjątkiem tego jednego wypadku, kiedy dziewczyna w lesie zaszła w ciążę. To było gdzieś w styczniu 1944 r. Trzeba było pojechać na miejsce i zrobić zabieg. A przedtem jeszcze zdobyć zestaw narzędzi. Narzędzia zdobyłam, ale zabiegu nie mogłam się podjąć. Byłam przecież tylko początkującym pediatrą. Miałam w Warszawie kolegę ze studiów dwa lata starszego. Powiedział, że umie. Pojechał, wykonał zabieg. Okazało się po paru tygodniach, że ciąża rozwija się normalnie. Mąż tej dziewczyny zginął w walce, więc sprowadziło się ją do Warszawy. Ukryta w małym domku kolejarza? tramwajarza? gdzieś na Rakowieckiej dotrwała tam do powstania Urodziła zdrowego chłopca w prowizorycznej izbie porodowej w piwnicy na Hożej i z kilkudniowym niemowlęciem wyszła z Warszawy. Przeżyli. (s. 239)

Emanuel Ringelblum

ONI, I

Zamknięto szereg ulic, osadzono w więzieniu Polaków ze Wspólnej, Hożej i z innych ulic. (s. 91)

Wielkie zaniepokojenie w ostatnich dniach (20 sierpnia [1940]) z powodu decyzji o utworzeniu żydowskiej części miasta. Ludność żydowska dopatruje się w tym getta. Wyrzucają wszystkich z kamienic na Koszykowej, Hożej i Marszałkowskiej. Nie pozwalają zabrać dobytku domowego, hossa na mieszkania. 150 za izbę. (s. 115)

Słyszałem o pewnym Niemcu, który na widok Żyda schodzącego z chodnika na Hożej zapytał go, dlaczego to uczynił. Ujął go za rękę i odprowadził do mieszkania. Inny zaś już z daleka dawał znak ręką, żeby Żyd zszedł z chodnika. Zmusza to Żydów do chodzenia w tamtych rejonach zygzakiem, z chodnika po jednej stronie na chodnik po drugiej stronie i z powrotem. (s. 143)

Opowiadano mi o jednym, który siedem razy przeprowadzał się z powodu zmieniania granic getta. Inny cztery razy: wysiedlony z Hożej, Freta, Grzybowskiej 68 i stamtąd po raz czwarty. (s. 159)

Bogdan Wojdowski

F, II

Mijając mur zaczął rozróżniać zmianę akcentu; przechodnie z ulicy Wolskiej mówili tym samym językiem inaczej niż mieszkańcy Krochmalnej, chociaż odległość między nimi mogla wynosić kilkaset kroków. Były inne, dziwniejsze różnice, ponieważ ci z Płockiej i Karolkowej mówili inaczej niż ci z Hożej i Złotej, a nie dzielił ich mur; na Ochocie inaczej niż w Śródmieściu, jeszcze inaczej na Starym Mieście. Za murem też różniło ludzi wiele; skrzypek Lerch nigdy nie powiedział słowa z tym ciągliwym, wahającym się akcentem co Jankiel Zajączek, a Mordchaj Sukiennik klął zupełnie tak samo jak pijani furmani w zaułkach Woli. Wysiedleni z kresów Szafranowie mówili inaczej niż sąsiedzi, których znał od małego. (s. 240)

Na Hożej przed komisariatem czuwał rozciągnięty luźno patrol Feldgendarrnerie z brunatnymi wyłogami i blachami na piersiach, wstrzymując ruch i w zupełnym milczeniu wskazując objazdy, a w podwórzu tłum szmuglerów cisnął się bezładnie pod ścianą. Policjanci uwijali się w tym tłumie, rewidując schwytanych na mieście Żydów, którzy czekali z rękami uniesionymi w górę i z workami u nogi. Piekiełko było już pełne; głosy żandarmów, komendy policyjne mieszały się razem w koszmarnym rejwachu; w kącie podwórza obok trupa zastrzelonego szmuglera stał na luzie włączony Zündapp i rozdzierającym warkotem mieląc powietrze zagłuszał wołanie i słowa ludzi. Cienki krzyk kobiety przebił się nagle poprzez zgiełk tłumu i skoczył ku nim w przejściu dyżurny. (s. 170)

Bibliografia

– Adina Blady-Szwajger, I więcej nic nie pamiętam, Warszawa 2010.

– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. t. 29: Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, oprac. J. Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018.

– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, Warszawa 1978.