JAKUBA 13
Mindla Kuper
JA/ONI, III A (13.03.1942)
Na dworze świeci słońce, lecz pomimo tego jest zimno, szyby są zamarznięte. Dzisiaj dodawają chleb, co się komuś należy. Ojciec kazał mi dzisiaj przyjść do siebie po trochę zupy, pomimo wszystkiego ojciec pozostaje ojcem. Obecnie pracuje Młynarska 32, w kuchni, prócz zupy z Wydziału dostaje jeszcze [jedną i] mnie ją oddaje. Czyżby inny ojciec to zrobił? Byłam tam o godz. wpół do 12. Gdy wróciłam od ojca poszłam po chleb. Nie stałam długo, gdyż zaraz wpuścili. O godz. 4-tej poszłam po masło do mleczarni na ul. Brzezińskiej pod 24, dostałam na karty żywnościowe 50 dkg. Po drodze wstąpiłam do kooperatywy kolonialnej, by zarejestrować karty na węgiel. Kazali mi przyjść dopiero w niedzielę. Gdy ojciec wrócił z pracy, rozpalił ogień. Mama gotuje wieczorem. (s. 45)
JA/ONI, III A (3.03.1942)
Dzisiaj wstałam o godz. 8 rano. Wyszłam do kooperatywy zobaczyć, czy dają zadłużenia, lecz nic nie wydają. Tatuś zostawił mi, abym zaniosła pieniądze za farby p. Berlinerowi na ul. Limanowskiego. Po drodze wstąpiłam na ul. Zgierską 76, do mojej byłej przyjaciółki Reginy Wajs, ma ona naszą taśmę centymetrową. Spotkałam ją na schodach z zapłakana twarzą. Matka jej jest bardzo chora. Poszłam z nią do Resortu, gdzie jej brat pracuje jako uczeń stolarski, po talon lekarski dla matki. Poszłam z nią do kuzynki, by do nich przyszła. Zasiłku R. W. nie dostaje, gdyż handlują irysami i papierosami, boją się, ażeby ich nie wysłano. Rozstałam się z nią na ul. Drewnowskiej. Dzień dzisiaj jest piękny, słońce świeci wesoło. Przecież dzisiaj jest Purym, przed wojną co za ruch był na ulicy, jakie torty i ciasta stały w wystawie, dziś nikt nie pamięta. Miło mi było spacerować, słońce muskało mi twarz, ponieważ mieszkanie było same, nie mogłam długo spacerować. Po drodze wstąpiłam do H. H., nie zastałam ją, poszła gotować obiad na gaz! Wszyscy już wrócili z pracy, zaczęłam trochę prać. Wtem przyszła ta sama dziewczynka i powiedziała, że Hania H[uberman]. wyjeżdża. Gdzie się ona zapodzieje z chorym i bezradnym ojcem, bez koszuli dla niego i dla siebie, głodni, wyczerpani i bez pieniędzy, bez jedzenia. Mama moja wyszukała koszulę dla niej i dla jej ojca. Czym prędzej z siostrą pobiegłam na górę. Gdy przyszłam, zaczęłam płakać, nie mogłam się wstrzymać. Nie byłam tam długo, gdyż musiałam skończyć pranie. Wciąż płakałam, na pożegnanie nie mogłam jej powiedzieć ani jednego pocieszającego słowa, nie mogłam mówić, łzy mnie dusiły. (s. 40)
Bibliografia
– Mindla Kuper, 24 lutego – 18 marca 1942 r. [w:] Oblicza getta. Antologia tekstów z łódzkiego getta, red. naukowa K. Radziszewska i E. Wiatr, Łódź 2018.



