JAKUBA 5 (mieszkanie rodziny Kuper)
Mindla Kuper
JA/ONI, III A (przed 28.02.1942)
Ojciec mój okropnie wygląda, ubyło mu 30 kg. Mama, brat i siostra też bardzo źle wyglądają, lecz nic nie można na to poradzić. Ja zostaję w domu, wyglądam dobrze. I ja przez cały dzień nie mam więcej, jak 20 dkg chleba, tylko że dotychczas mama zostawiała mi trochę zupy, ostatnio zaś nic więcej. Okropny głód jest, ludzie padają jak zatrute muchy. Dziś dostałam 1 kg pietruszki. Ojciec, brat i ja zjedliśmy na surowo. O losie, ironio, czy to się kiedyś skończy. Życie mi tak obrzydło, żyjemy gorzej niż zwierzęta. Jakże nędzne jest życie człowieka, wciąż się o nie toczy walkę. (s. 38)
JA/ONI, III A (28.02.1942)
W nocy była odwilż, jest bardzo ślisko, ale dobrze, że nie ma już takich mrozów. Dziś jest sobota, u nas wszyscy, oprócz siostry pracują do godz. 2, siostra zaś pracuje do godz. 6 wieczór. O godz. wpół do 1 mała dziewczynka przyniosła karteczkę następującej treści: „Droga Esterko i Mini proszę was przyjdźcie zaraz, gdyż nas wysiedlają, chciałam się z wami pożegnać”. Pisała to przyjaciółka mojej siostry. Jestem zupełnie załamana, ileż ona już przecierpiała, jakże borykała się z losem. Nieszczęśliwa rodzina. Dziewięć miesięcy temu straciła brata, uczeń pierwszej licealnej, to był geniusz, umarł na gruźlicę gardła. Najstarsza siostra jej jest w ZSRR. Ona zaś sama została z głuchoniemymi rodzicami; żyli z zasiłku, jest to raczej powolna śmierć, tydzień temu umarła jej matka, została więc sama z głuchoniemym chorym ojcem, bez koszuli na ciele.
O godz. 4 poszłam do domu, nie żegnając się, gdyż obiecałam, gdy siostra wróci z pracy przyjdę z nią; dała mi moc książek naukowych. Wieczorem nie mogłam pójść, gdyż musiałam wyprać dla nas kilka kolorowych koszul. (s. 38–39)
JA/ONI, III A (1.03.1942)
Marzec! Nareszcie przyszedł utęskniony marzec. Na dworze jest ciepło, wygląda, jak gdyby już była wiosna. Co ten miesiąc nam przyniesie – zapytuję. Czy będzie znów taki głód? Czy znów będą wysiedlać? Czy śmierć znów zrobi takie spustoszenie? Kto wie, oby Bóg dał, ażeby było inaczej. Całą noc przed oczami moimi widziałam koleżankę mojej siostry, Hanię Huberman z ojcem. Dzień przeminął mi szybko, o godz. 4 zajęłam się gotowaniem kolacji, o godz. 5 przyszedł ojciec mój z pracy. Stojąc przy kuchni dumałam właśnie, gdzie ona teraz jest. Wtem drzwi się otworzyły i weszła Hania Huberman z dziewczynką, kuzynką R. Inwert, szkolną koleżanką, zdawało mi się, że śnię. Powiedziała, że na podanie, które oddała w sprawie zwolnienia, była komisja lekarska i nie kazała jej się stawić, i że jutro o godz. 11 rano będzie miała odpowiedź, czy zostaje. Jestem pewna, że zostanie, gdyż ojciec jej nie może chodzić. (s. 39)
JA/ONI, III A (4.03.1942)
Mama z bratem wróciła dziś późno, nie mogłam doczekać się z kolacją, gdyż nie jadłam dziś więcej jak 20 dkg chleba, musiałam się sama wziąć za jedzenie. Mama zaraz nadeszła. Czy się kiedyś ten głód skończy? W getcie jest całe pomieszanie, po mieście krążą wersje, jedni mówią, że wysiedlają wszystkich, inni, że samych zasiłkowców i że tu będzie Arbeitslager. Można oszaleć. (s. 40)
JA/ONI, III A (6.03.1942)
Na dworze jest mróz, z rana było 17 stopni zimna. Szyby znów pokryły się białą warstwą. Ciężko jest na duszy, gdy jest zimno. Dzisiaj nie mamy co gotować, należą się nam trzy chleby, będziemy dziś gotować kawałek chleba. Jak na złość przyszedł okólnik, by dać tylko jeden [chleb]. Nie wiem, co robić. Kupiłam 3 kg buraków z racji od jednej pani za 10 Rm. Zgnite i śmierdzące. Dzisiaj ugotujemy połowę i jutro połowę. Czy to zasługuje na miano życia? (s. 41)
JA/ONI, III A (7.03.1942)
Dziś jest sobota. Siostra nie pracuje. Mama i brat do godz. 2 w południe. Tatuś przychodzi o 5-tej. Przepiękny i słoneczny dzień jest dzisiaj. Gdy słońce świeci, lżej jest na duszy. Jakże tęskne jest życie. Człowiek pragnie innego życia, lepszego niż to gettowskie szare i smutne. Gdy się spojrzy na te druty, co nas oddzielają od reszty świata, wyrywa się ku wolności, jak ptak z klatki, oczy napełniają się mi łzami. Jakże zazdroszczę ptakom, które mogą swobodnie wylatywać. (s. 41)
JA/ONI, III A (8.03.1942)
Ja do godz. 3 nic nie jadłam. Gdy ojciec wrócił z pracy, przyniósł mi trochę zupy, byłam w siódmym niebie. Brat z wielkiego przygnębienia płakał, jak małe dziecko. (s. 42)
JA/ONI, III A (10.03.1942)
Mama brat i siostra odchodzą o godz. wpół do 8 rano. Ojciec zaś odchodzi o godz. 8, leżąc w łóżku zauważyłam, że siostra zostawiła chleb. Prędko się ubrałam i zaniosłam siostrze chleb (pracuje Szopena 4) pół godziny trwa droga. (s. 42)
Jakże pragnę z rana, ażeby ojciec mój już odchodził, wtedy czym prędzej zeskakuję z łóżka i zjadam cały chleb, co mi mama zostawia na cały dzień. Boże, co się ze mną zrobiło, przecież nie umiem się wstrzymać, a potem cały dzień głoduję. Jakże bym chciała być inna. Boże zlituj się nade mną. Cały dzień piję surową wodę i ocet pozostały z konserwowanych buraków i z tym czekam do godz. 7 wieczór. Z powodu tego mam częste bóle brzucha. Dzisiaj wydawają chleb, stałam trzy godziny. W rzędzie dostałam trzy chleby. Gdy wróciłam, musiałam wziąć kawałek chleba, wieczorem se obiecałam, nie będę jeść, pomimo że mi mama da, bo czyj chleb będę jeść. Nie mogę usiedzieć w mieszkaniu. (s. 43)
Gdy wróciłam do domu była godz. 4, ze dwie godziny będę w domu. Nie mogę usiedzieć w mieszkaniu, wyszłam jeszcze raz do kooperatywy. Nie wiem, jakim cudem dostałam zadłużenia: 1,25 kg zacierek. Zamiast 50 dkg oleju dostałam 60 dkg margaryny, i 1 kg miodu czekoladowego. Rozpaliłam ogień i przystawiłam 20 dkg zacierek. Mama dziś przyszła wcześniej, przyniosła buraki. Szczęście! wszyscy już są, lecz ojca jakoś nie widać. Przyszedł o godz. 7 wieczór, bardzo żeśmy się niecierpliwili. Z ojcem przyszli dwaj współpracownicy. Rozłożyli na stole dwie brukwie i podzielili je na trzy części. Na każdego wypadło przeszło 70 dkg. Gdy wyszli, ojciec zaczął wyjmować z kieszeni kawałki brukwi. Te dwie brukwie współpracownicy buchnęli w kuchni, zaś kawałki niektóre obieraczki mu dały do jedzenia, lecz ojciec wiedząc, że w domu nic nie ma, nie zjadł, ale je przyniósł, pomimo że był bardzo głodny. Zupy z wydziału uczeń ich wylał. Nie mogę już pisać, gdyż łzami zachodzą mi oczy.
Dzisiaj chciałam się ubrać trochę później, gdyż nie miałam nic do załatwienia. Z rana zaraz sąsiadka mnie woła, bym weszła na strych i zdjęła bieliznę. Mam pecha z tą bielizną, co ja zrobię, jest zupełnie jeszcze mokra. Zostawiła mi dwa sznurki i cała bielizna musiała się na tym zmieścić. Gdy wyszłam na ulicę usłyszałam, że jest racja kuchenna dla tych, co nie biorą w kuchni. Rację tę trza dopiero jeść od 16-tego. Z jakim bijącym sercem czytałam plakaty, bo przecież od racji tej zależy nasze dwutygodniowe życie. Aż dreszcze przebiegły mi po ciele, jest to następująca racja:
50 dkg żytniej mąki
10 dkg grochu
30 dkg cukru białego
20 dkg cukru
15 dkg margaryny
15 dkg miodu
10 dkg kawy
2 kg konserwowych buraków
10 dkg brukwi
6 dkg gemüse salat
Racja ta jest znacznie gorsza od poprzedniej. Znów okropny głód nas oczekuje. Zaraz dostałam rację warzywną; buraki są pełne octu i lodu, nie ma nic do jedzenia, umrzemy z głodu. Zęby mnie bolą i jestem bardzo głodna, lewą nogę mam odmrożoną. Zjadłam prawie cały miód. Co ja zrobiłam, jaka jestem samolubna, czym one se nasmarują kawałek chleba, co one na to powiedzą. O Mamo, jakże jestem niegodna ciebie, ty tak ciężko pracujesz. Prócz ciężkiej pracy w resorcie, ma jeszcze poboczną od jednej kobiety, co stoi z bielizną na ulicy. Mama moja okropnie wygląda, zupełnie jak cień, pracuje bardzo ciężko. Gdy się budzę w nocy o godz. 12, czy 1 zawsze zastaję moją mamę ślęczącą nad maszyną, a o godz. 6 jest już na nogach. Przecież ja wcale nie mam serca, jestem wprost bezlitosna. Wszystko co mi pod rękę wpada – zjadam.
Dziś pokłóciłam się z ojcem, obrzuciłam ojca obelżywymi słowami, a nawet go przeklęłam. A było to dlatego: wczoraj zważyłam 20 dkg zacierek, nazajutrz wzięłam se łyżeczkę zacierek, wieczorem, gdy ojciec wrócił, zważył jeszcze raz, oczywiście że brakowało. Ojciec zaczął mi wymyślać. Miał rację, bo czyż mi wolno zjeść te pojedyncze deka, co Prezes daje do gotowania? Zdenerwowałam się i przeklęłam go. Co ja zrobiłam, jakże żałuję, to co się stało; lecz to co się staje, nie może się odstać. Ojciec tego mi nigdy nie przebaczy, nie będę mu mogła nigdy w oczy spojrzeć. Stanął przy oknie i zaczął płakać jak małe dziecko. Obcy go nawet jeszcze nigdy nie obraził tak jak ja, wszyscy przedtem już byli w domu. Ja czym prędzej położyłam się do łóżka, nie jedząc kolacji. Myślałam, że umrę z głodu, gdyż po całym dniu dopiero się posilamy wieczorem. Zasnęłam, obudziłam się dopiero o godz. 12 w nocy. Mama jeszcze szyła przy maszynie. Głód mi okropnie dokuczał, zeszłam i zjadłam. U nas byłaby szczęśliwa rodzina, gdybym ja nie zakłócała spokój, wszystkie awantury wywołane są przeze mnie. (s. 43–44)
JA/ONI, III A (10.03.1942)
Wracając do domu z prowiantem straszny widok przedstawił się przed moimi oczyma. Dwaj mężczyźni wprost ciągały starca, który nie mógł chodzić, takich wysiedlają. Jakie wielkie są ludzkie cierpienia! Gdy wróciłam do domu, Tatuś z Mamą czekali u sąsiadki, gdyż ja miałam ze sobą klucz. (s. 45)
JA/ONI, III A (14.03.1942)
Gdy wrócili z pracy, mama ugotowała buraki, co tatuś dostał. Mama przyniosła swoją porcję chleba z Resortu, też ją dołożyła. Nie wiem, z czego moja mama żyje, najciężej pracuje, a najmniej je. (s. 46)
Bibliografia
– Mindla Kuper, 24 lutego – 18 marca 1942 r. [w:] Oblicza getta. Antologia tekstów z łódzkiego getta, red. naukowa K. Radziszewska i E. Wiatr, Łódź 2018.



