NOWOLIPIE 23 (mieszkanie Jechiela Górnego)

Jechiel Górny

JA/ONI, I (zima 1939–1940)

W pierwszych dniach my, mężczyźni – współpracownicy Żyd[owskiej] Samopomocy Społ[ecznej] – również musieliśmy iść do pracy […] W sumie na różnych placówkach pracowałem może z 10 dni przez ten cały czas. […] Pierwszego dnia umówiliśmy się – grupa kilku mężczyzn z naszego domu – że będziemy się trzymać razem. Już o 5 rano na zewnątrz był mróz, śnieg skrzypiał pod stopami. (s. 289)

JA/ONI, II D (14.06.1942)

Tamtego wieczoru źle się czułem. Już o 9 wieczorem położyłem się do łóżka. Ostatnio śpię bardzo mało, o drugiej w nocy słyszałem dźwięki na kościelnym zegarze na Lesznie 2. Byłem zły na siebie, kręciłem się, nie mogłem znaleźć sobie miejsca w łóżku.
Leżę tak, do głowy przychodzą różne myśli, zegar wybija 2¾, gdy nagle słyszę z podwórza jakiś hałas. Nasz górny lokator, którego okna wychodzą na pierwsze podwórze, puka do nas. Mój gospodarz też się zrywa. Dowiadujemy się, że na podwórzu jest policja. Pierwsze pytanie, jakie zadaję, to: „Co to za policja? Żydowska czy polska?”. Ale nikt jeszcze nie wie. Przychodzi mi do głowy, że to „łapanka”, nie boję się jednak, bo moja „karta meldunkowa” jest w porządku. Spokojnie kładę się do łóżka.
Hałas jest jednak coraz silniejszy. Słychać już u nas na drugim podwórzu głośne kroki i jakieś szepty: „Cicho, cicho…”. Nie zastanawiając się długo, mój współlokator zakłada spodnie i wychodzi na dwór. „O, o, biegną” – słychać okrzyki.
Faktycznie – po dachach, począwszy od Karmelickiej 15, biegło 4 mężczyzn z workami w rękach. Goniła ich żydowska policja. Okradziony, który mieszka przy Karmelickiej 15, był ich kolegą. Nadeszła też polska policja.
Dwóch złodziei uciekło, a dwóch, z rzeczami, złapano u nas, na Nowolipiu 23.
Złodzieje byli całkiem porządnie ubranymi, jedynie bez butów i skarpet, dobrze odżywionymi młodzieńcami.
Żydowscy policjanci chcieli pokazać, co potrafią – kopali i bili tych dwóch, czym tylko się dało. Trwało to do 5, kiedy odprowadzono ich zakutych w kajdany (rozumie się, że przez jedynego polskiego policjanta) do komisariatu. O spaniu nie było już mowy. (s. 286)

JA, II D (15.06.1942)

Jest już po 9 wieczór, ale niewiele, może 10–15 minut. Jak zwykle Żydzi chodzą jeszcze po ulicach. Nawet się nie spieszą, chociaż istnieje niebezpieczeństwo bycia zastrzelonym przez pierwszego lepszego przejeżdżającego Niemca. Nagle hałas.
Z Nowolipia w kierunku Karmelickiej pojawia się mały czarny samochód – pędzi szybko ulicą. Siedzę u przyjaciela na balkonie, wracamy do pokoju. Samochód przejechał, wychodzimy znów na zewnątrz, gdy nagle dają się słyszeć strzały. Na rogu Dzielnej i Karmelickiej zostali zastrzeleni na miejscu trzej Żydzi, a jeden (żydowski policjant) raniony w nogę.
Samochód pojawia się jeszcze kilka razy. Znowu słychać strzały w okolicach Leszna.
Tymczasem Żydzi zaczynają biec do domów… (s. 287)

JA/ONI, II D (14.06.1942)

Przez otwarte okno dochodzą do mych uszu tony organów kościelnych. To widocznie odprawiane są modły w kościele na Lesznie, którego ogródek łączy się z domem, w którym mieszkam, przy Nowolipiu 23.
Ileż wart jest w ciasnych ramach ghetta widok kilku kwitnących drzew, zaoranej ziemi i zielonej trawy.
Po upływie może 15 minut dają się słyszeć głosy chóru. Dokańczam prędko kolację i zbliżam się do okna.
Po ścieżkach ogródka spaceruje grupa ludzi odświętnie ubranych. Mężczyźni w ciemnych garniturach, panie w eleganckich letnich sukienkach. Wśród nich wysoka postać, w czarny habit ubrana, z rękoma w tył założonymi – to ksiądz. Wesoła musi być rozmowa tam toczona – śmiech bowiem od czasu do czasu aż do mnie bardzo wyraźnie dochodzi.
Nie trwa to jednak długo. Organy milkną. Spacerowicze siadają na ławkach i krzesłach, widocznie tego wieczora specjalnie w ogródku rozstawionych. Jakby na rozkaz wszystko cichnie, by za chwilkę przy dźwiękach odzywających się organów odezwać się przecudownym chórem. Cicho, powoli, potem coraz głośniej unoszą się w powietrzu tony pieśni religijnych. Ksiądz siedzący w środku dyryguje, a zebrani (a może to specjalny chór?) śpiewają. […] Cichną dźwięki pieśni kościelnych i cicho, ledwo dosłyszeć można, nawet w ciszy wieczora, (1942 r.) półgłosem śpiewaną pieśń „Boże, coś Polskę”. Duch patriotyzmu – duch wyzwolenia się spod jarzma hitleryzmu żyje w każdym zakątku. (s. 295)

Bibliografia

– Jechiel Górny, Dziennik (22.05 – 22.07.1942 r.; 4.11 – 21.12.1942 r.), w: Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy – Archiwum Ringelbluma, t. 23, cz. II: „Dzienniki z getta warszawskiego”, oprac. K. Person, Z. Trębacz, M. Trębacz, Warszawa 2015, s. 274-344.