[OBSZAR] WARSZAWA (strona aryjska)
Mina Tomkiewicz
F, II
– Przecież ogłosili, że sklepy będą mogły zostać, że nic nie zabiorą. Przecież tak wyraźnie napisali! – pieni się bezsilnie Ojciec.
Tak napisali, a potem pewnego dnia kazali przynieść klucze od fabryk i od sklepów po aryjskiej stronie i po prostu zabrali je. Ulica Graniczna była pierwszą ulicą za murem, po aryjskiej stronie. Znikły długie lata pamiętające szyldy: BRACIA FLIEDERBAUM, NACZYNIA KUCHENNE, MŁYNEK, i GOLDBERG. (s. 111)
Przypadkowo któregoś ranka [Piotr] natknął się przy murku na zmasakrowanego trupa dobrej znajomej. Leżała w poprzek ulicy, w jedwabnej bieliźnie, nogi w gazowych pończochach tytłały się w rynsztoku. Zaondulowane fale blond włosów splamione były krwią i błotem. Na górnej wardze pozostał jeszcze wygięty łuk, wyrysowany starannie jaskrawą pomadką. Złapana po aryjskiej stronie… Nie pierwszy taki wypadek, tylko że akurat dobra znajoma. Taka ładna, miła kobieta.
Kilka dni później Piotr był przy egzekucji stu osób także złapanych po aryjskiej stronie. Małe dzieci, kobiety padały pokotem pod salwą policyjnego szwadronu. Wrogowie potężnego Reichu: dziesięcioletni Abuś, który chciał zobaczyć Wisłę, Rywka, która chciała kupić tani chleb. Inni, podobni. Okazało się, że tańsze jest życie. (s. 189)
Kiedy Nata z Tolą zagłębiają się w czerń ulicy, Tola co chwila wydaje jakieś porównawcze okrzyki:
– U nas jest znacznie jaśniej! Więcej świateł, lamp… U nas nie ma takiego tłoku na ulicach, przecież tu można udusić się! A ci żebracy! Gdzie tam zobaczysz tylu! I te trupy! Straszne!
A Nata odpowiada jej ze stoickim spokojem:
– Ale „u was” nie chcieli cię trzymać, a „u nas” jakoś się żyje.
Tola przyznaje jej rację.
– Tak – mówi – tu czuję się swobodniej, nie boję się, jak mi kto spojrzy w oczy… (s. 194)
F, II A
Po aryjskiej stronie nie rokują dobrej przyszłości temu obwarowanemu dziwolągowi, który wyrósł w sercu miasta jak złośliwy nowotwór. U wielu Polaków, którzy dostali sklepy po Żydach czy od Żydów, prowadzą żydowskie fabryki lub mają na przechowaniu żydowskie rzeczy, to pesymistyczne nastawienie jest wyrazem utajonych życzeń; u innych – logicznym następstwem niemieckiej propagandy kwitnącej na żyznej glebie antysemickich nauk jeszcze przedwojennych. W każdym razie sprawa żydowska została przez nich przesądzona. (s. 113)
Na ogół nie myśli się o tym jeszcze, ale jak ktoś na tę drugą [aryjską] stronę tak przechodzi, prosty, swobodny, bez strachu, a ty nie możesz, to nagłym skurczem serca odczuwasz swoją inność, swoją niewolę. Po drugiej stronie jest wolność. (s. 113)
Sporo Żydów pozostało po aryjskiej stronie. Jedni uważają, że dobrze zrobili, inni twierdzą, że głupstwo. Przecież Żydowi znalezionemu po aryjskiej stronie grozi kara śmierci. Ba, Niemcy zachęcają specjalnymi nagrodami do wydawania Żydów i tych, którzy Żydów przechowują. Czy to jest życie w takich warunkach, pod ciągłą groźbą? (s. 110)
F, IV
Aryjska strona, która dzień w dzień oglądała makabryczne transporty na Treblinkę, nie wierzyła, by ktoś mógł uratować się z tego piekła. Aryjczycy patrzyli na mury getta jak na królestwo potępieńców, którzy już za życia są swoimi cieniami. Byli tacy, którzy wykorzystywali „okazję”, aby własną pieczeń upiec przy gettowym ogniu. Wielu Niemcy pokazali drogę, inni byli nauczeni od dawna. Byli tacy, którzy litowali się.
– To nie chwila na wyciąganie uraz i niechęci – mówili.
– Żydzi tacy-owacy, ale jednak ludzie – litowali się.
– Moja pani, przecież ja bym swego psa tak nie traktowała. Żal, moja pani. Chociaż to Żydzi, ale tak z nimi wyrabiać, to nie po chrześcijańsku, kary boskiej wola – kiwały głową przekupki na Żelaznej ulicy, wzdrygając się na odgłos strzałów dobiegających zza murów, i spiesznie stawiały znak krzyża. (s. 305)
Kiedy sprawa przewiezienia Niusi została w ten sposób szczęśliwie rozwiązana, wyłoniła się kwestia jej utrzymania po aryjskiej stronie. Niusia siedzi w mieszkaniu pani sędziny jak mysz pod miotłą. Krucze włosy i ten specyficzny wyraz żydowskich oczu nie są odpowiednim rynsztunkiem dla aryjskiej strony, szczególniej po historii z oficerami. Niusia nosi Steni sukienki, ale z czego żyć? Pani Barszczewska żyje od początku wojny z córką i z małą wnuczką w bardzo ciężkich warunkach materialnych. Wysprzedają rzeczy, resztki biżuterii, Stenia zarabia od czasu do czasu na jakimś wojennym interesie. Staruszka sędzina utrzymuje się z tego, że podnajmuje pokoje w swoim dużym mieszkaniu […]. (s. 308)
Na temat przejścia prowadzi się dyskusje bez końca. Iść czy nie iść. Zły wygląd, dobry wygląd. Wpadunki po aryjskiej stronie i dobrzy Polacy. Cena meliny i możliwości samodzielnego utrzymania się tam.
– Wiecie, jak przechodzi się przez Pragę, widać pełno Żydów: stoją na ulicy, sprzedają ciuchy, papierosy, kwiaty. Jakoś nikt ich nie zaczepia – twierdzi Sala, zwolenniczka „tamtej” strony.
Mówi się o tlenieniu włosów i zapuszczeniu wąsów, o specyficznym ubiorze, który ma charakteryzować „na aryjska”.
– Najgorzej, że szmalcownicy poznają podobno po oczach.
– Mówią, że łobuziaki dochodzą na chybi trafi i często zaczepiają nawet rdzennych chrześcijan, którzy dają im pieniądze na odczepnego, żeby nie mieć kłopotów z legitymowaniem się na policji.
Nikt nie mówi całej prawdy i nikt nie mówi nic do końca. Adresy i nazwiska po „tamtej” stronie to tajemnica, której nie wyjawia się nawet najbliższym. Droga ratunku dla jednego jest zamknięta dla drugiego, a więc ten drugi jako zagrożony jest tym samym niebezpieczny, nie wiadomo bowiem, w jakich sytuacjach kto się znajdzie. Nawet najporządniejszy człowiek może załamać się pod wpływem tortur czy wobec możliwości własnej czy cudzej śmierci. Najlepiej, jak nic nie wie. (s. 312)
F, IV B
Biedny Żyd po aryjskiej stronie prędzej daje sobie radę niż bogaty. Biedny umie inaczej żyć, liczy na swoje dwie ręce, na swoją głowę. Poza tym zaczepiają po aryjskiej stronie tych, których posądza się, że mają pieniądze. Z nich zdziera się skórę na melinach, tych szantażuje się, ograbia, wydaje Niemcom. Ci bez pieniędzy jakby nie liczą się. W pojęciu mas to właściwie nie są prawdziwi Żydzi. Błędne koło, paradoksalna sytuacja, z której nie ma wyjścia, bo ci z pieniędzmi nie wyobrażają sobie jeszcze życia bez nich. (s. 337)
Wyjście samej na ulicę po aryjskiej stronie wydaje się Nacie tak niemożliwe, że stoi jak przymurowana do miejsca.
– Niech pani nie stoi jak malowana lala. Zaraz ma być rewizja, a pani obnosi się jeszcze z tą opaską.
Jakiś „Andrzej” wpycha ją do ciemnego składu zawalonego walizami, worami, paczkami, zawiniątkami, tobołkami i pudłami. To żydowskie rzeczy, które szmuglują z getta w autach o podwójnym dnie, w śmieciach, innymi drogami. To rzeczy, z których żyją pochowani po melinach Żydzi.
Nata zdejmuje opaskę z tarczą Dawida i rzuca ją na ziemię. Potem schyla się, podnosi i ukradkiem, szybko chowa ją do torby. To nie jest rozważne, ale Nata czuje, że musi. Człowiek nie może tak od razu zrzucić z siebie skóry jak wąż. Po wygłoszeniu do siebie płomiennego przemówienia na temat odwagi, konieczności życiowych i tak dalej Nata wychodzi na ulicę, a czuje się jak niedoświadczony myśliwy przed wejściem do dżungli. (s. 339)
Mirek zgadza się z Ojcem, że z getta nie należy ruszać się. Mirek był już po aryjskiej stronie i wrócił, rozgoryczony i zły. Natrafił na pijaków i chociaż nie chcieli oni brać od niego pieniędzy ze względów patriotycznych, ale pili bimber od rana do nocy, po czym awanturowali się, sprowadzali sąsiadów na zabawy, a Mirek, schowany gdzieś pod stołem czy w szafie między ubraniami, bał się, żeby po pijanemu nie wygadali się. Nie zniósł długo tego życia w oparach bimbru i lęku, wrócił do getta, a jego powrót także nie przyczynił się do zachęcenia rodziców, aby przeszli. (s. 345)
F, V
Tydzień. Drugi. Trzeci. Łuna robi się coraz szersza, strzały rzedną, częstsze są wybuchy i huki z wysadzanych w powietrze domów. Zainteresowanie pierwszych dni opadło, ścielące się po niebie dymy przestały robić wrażenie. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ot, nie po chrześcijańsku, ale jednak… Straszne, ale w końcu… Na rogach ulic przekupnie sprzedają brązowe chleby i pęki wiosennych kwiatów. Na podwórzach śpiewają W Saskim Ogrodzie koło fontanny. Jak przed tym, jakby nic nie działo się tuż obok, w sercu miasta. (s. 383)
Bibliografia
– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.


