[OBSZAR] WARSZAWA

Mina Tomkiewicz

F, I

Mimo coraz większych trudności transportu Piotr przyjeżdża teraz co wieczór. Opowiada, że w Warszawie kopią rowy, ogromne wzruszenie i zamieszanie. Maszerują kolumny żołnierzy, śpiew, owacje, ruch na ulicach. Zaciemnienie. Alarmy lotnicze. Były już nawet dwa silne naloty. (s. 36)

Po przetrawieniu wiadomości o wyjeździe Piotra przestaje płakać i wychodzi na ulice Warszawy wyglądające w tej chwili tak, jakby całą ludność ogarnął szał wycieczkowy. Może to już koniec wojny? Tysiące ludzi z walizami, z plecakami i torbami płynie nieprzerwanym strumieniem zapchanymi ulicami. Pieszo, na wozach, w autach, na rowerach.
Dokąd oni wszyscy idą? Po co? Kto zostanie?
Z daleka słychać strzały, eksplozje bomb, ale nikt się nie zatrzymuje. Wycieczkowicze w nieznane gnają bez zastanowienia. Oczy mają puste, twarze pełne natężenia […].
Warszawa będzie się bronić. Pełno wojska, ustawiają kuchnie polowe, kwaterują żołnierzy po domach, armaty na dachach, żołnierze z dziewczynkami. Barykady z tramwajów, łóżek, stołów, szaf. Ludzie kręcą się z ulicy na ulicę, z domu do domu, z piętra na piętro. Z łachami oczywiście i z betami. Bo uważają, że w tym miejscu jest źle, a tam będzie lepiej, „tam” zaś jest zawsze „gdzie indziej”, nie tu, gdzie się jest w danej chwili. Powstają teorie o bezpieczeństwie, każdy stara się logicznie wytłumaczyć nielogiczne uciekanie od losu, uzasadnić lęk przed śmiercią, jakby to wymagało uzasadnienia. (s. 42)

Kiedy rozeszły się pogłoski o kapitulacji, a po bezustannym bombardowaniu nastąpił niepokojący, tajemniczy spokój (…moja pani, co to może być? Podobno Rosjanie! Rosjanie? Nareszcie… Z kwiatami… Na moście…!), Nata jedna z pierwszych wybiegła na ulicę, żeby się czegoś dowiedzieć, żeby niczego nie przepuścić. Towarzyszył jej młody inżynier, który uciekł z Łodzi, aby „wpaść” w oblężoną Warszawę. Znała go zaledwie kilka dni. Z trudem przedostawali się przez barykady, kupy kamieni, skakali przez wyrwy i doły, przemykali ostrożnie między zwojami drutów, brodzili w pokładach szmat, papierów i gratów. Domy przecięte na połowę, jakby magicznym nożem, z ocaloną wanną na piątym piętrze, z nietkniętymi malowidłami pokojów, czasem z wykrzywionym komicznie sielsko-anielskim obrazkiem. Dogorywające wśród gruzów płomienie, zdechłe konie z wyciętymi krwawymi zadami (…głód, wielki głód…), trupy ludzi, psów, kotów. (s. 44)

Bibliografia

– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.