OKĘCIE (lotnisko)
Mietek Pachter
JA, I
„Z naszego mieszkania miało dwóch pójść do pracy, ojciec i Wilek (starszy brat), ja i młodszy braciszek Sewek jeszcze nie podlegaliśmy temu. Z początku ojciec jeszcze wynajmował zastępców, ale gdy się dowiedziałem, że może mieć z tego powodu dużo nieprzyjemności, poprosiłem więc, że może mieć z tego powodu dużo nieprzyjemności, poprosiłem więc, żeby mi pozwalał chodzić za niego do pracy, ja brałem to jako jedną z rozrywek. Zbiorowe punkty były na Twardej 6 i na Opaczewskiej. Pierwszym razem dostałem się na lotnisko Okęcie, tu szły długie kolumny, około 2-3 tys. ludzi szło codziennie do pracy. Na miejscu ustawiliśmy się i rozdzielano do prac. Ja byłem w extra-grupie młodocianych i mieliśmy dostać jakąś lżejszą pracę, którą jednak nie dostaliśmy. Największych wybrali do rwania traw i zbierania papierków, a nas dali do noszenia kamieni, po dwie osoby przy jednej tradze.” (s. 31)
„Druga moja eskapada była [na] samo lotnisko. Mieliśmy zbierać skoszone siano. Była to dobra robota, bo pracowaliśmy na „zeks” (s. 31)
„Jestem znowu na Okęciu, odwalamy węgiel, stoimy i robimy łopatami, nic nie czyniąc” (s. 32)
JA, III A
„Praca idzie nadal w tych samych ramach, jesteśmy znowu na Twardej, część nas pracuje na Ciepłej. Pozostałe gąsiory zostały przez nas samych wylane i zniszczone, nie chcieliśmy narazić się na ponowne niebezpieczeństwo i nieprzyjemności. Ale znowu zaczyna się nowa era, otóż codziennie przyjeżdża auto z Okęcia-lotniska po cegły.” (s. 124)
Bibliografia
– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.



