OKĘCIE (obóz przejściowy) – TWORKI – PRUSZKÓW [TRASA]
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI C
„[…] ruszyliśmy, nawet bez noclegu, po paru godzinach do kolejki EKD, żeby jechać do Pruszkowa. Spośród stukilkudziesięcioosobowej grupy wielu ludzi uciekło po drodze. Mnie nie wypadało. Uważałem się za wodza. Znaleźliśmy się w kolejce – była to stacja Salomea albo Opacz, nie pamiętam. Jedziemy do Tworek, skąd miał nastąpić wymarsz do obozu. I nagle z naszego pociągu, mocno zatłoczonego, wyskakuje jakiś facet, Polak, i zaczyna do nas strzelać. Strzelanie do ewakuowanej ludności było czymś absurdalnym, czystym szaleństwem. To musiał być wariat. Na tę jego akcję nasz Niemiec zmienił się z baranka we wściekłą bestię. Zaczął tupać nogami, wszystkie wcześniejsze ustalenia, że w Tworkach wypuści mnie z bardzo chorą „ciotką”, wzięły oczywiście w łeb. To było zresztą zrozumiałe. Na dworcu, obstawionym przez kilkudziesięciu żandarmów, z wagonów zaczęli wychodzić przerażeni pasażerowie. Niemiec, zachowując się już bardzo stereotypowo, piekląc się i wrzeszcząc, sformował pochód, który ruszył w stronę obozu”. (s. 178-179)
JA/ONI, VI C
„Stoję więc z matką marudząc, przy wagonach, czoło pochodu się oddala, pociąg nie rusza z miejsca. I nagle podbiega do mnie rudy konduktor EKD i mówi: „Tu jest opaska Czerwonego Krzyża. Czy pan jest sam?” – „Nie, z ciotką”, – Proszę, tu jest druga opaska”. – „A co mamy robić?” – „Założyć i wsiadać do wagonu”. – Ale dopiero co przyjechaliśmy, żandarmi będą strzelać”. – Proszę się nie bać, tylko natychmiast wchodzić do kolejki”.
No i z tymi opaskami, i z duszą na ramieniu, jako lekarze czy sanitariusze, wchodzimy do wagonów. Niemcy stoją z karabinami gotowymi do strzału, ale nie strzelają. W tym momencie konduktor wydaje zagłuszający gwizd. Kolejka cofa się i zatrzymuje w lesie, Nikt nam nie musiał mówić, co dalej robić. Prysnęliśmy w las”. (s. 178-179)
Bibliografia
– Antoni Marianowicz, Życie surowo wzbronione, Warszawa 1995.



