RYBNA 8 (Wydział dla Wsiedlonych)
Irene Hauser
JA, III B
„16 lipca 1942 r.: Od trzech dni jem dobrą zupę, a siły znikają z godziny na godzinę. Byłam w Urzędzie Mieszkaniowym, ponieważ nie mogę już wchodzić po schodach i wszędzie jest trudno dojść.” (s. 48)
JA/ONI, III B
„1 sierpnia 1942 r.: Byłam u dr. [Maxa] Konnsteina i dr. [Karla] Bondy na Fischgasse [8]. Wezwą go i za kilka dni pomogą mi. Tego nie można już znieść. Dziecko bardzo cierpi z tego powodu, a ja nie mogę już na niego patrzeć. Grozi mi, że mnie całkowicie okradnie, a i tak już nam tak dużo wyniósł. Wyrzucił pieniądze w bezsensowny sposób. Drewno, sacharyna, papierosy i obierki kartoflane, nic dla dziecka. Kawę i miód kupuje dla siebie w sklepie.” (s. 54)
ONI, III B
„3 sierpnia 1942 r.: Wezwanie Leo na Fischgasse [8] w sprawie separacji.” (s. 55)
JA/ONI, III B
„4 sierpnia 1942 r.: Dwunasta godzina w południe. Wielka próba alarmu lotniczego. Leo [Hauser] wezwany na Fischgasse [8], ponieważ nie mam spokoju, a on podjudza dziecko.” (s. 55)
„5 sierpnia 1942 r.: Idę do urzędu [Rybna 8]. Wysiedlą go i wrócą [jego] zakrwawione rzeczy. On zniszczy całą naszą trójkę. Teraz muszę działać, ponieważ chce zabrać dziecko. Ja mam się wyprowadzić, żeby on mógł je jeszcze wykorzystać. Przed niczym się nie wzbrania, grozi nieustannie. Nie wytrzymam obok niego ani dnia dłużej. Dziś decyzja.” (s. 55)
„6 sierpnia 1942 r.: Wyprowadziłam się z Bubim i jestem z tego zadowolona. Znowu mnie oszukał na chlebie. Wyłudził węgiel i kartofle. Opróżniłam walizkę pani Lilly. Dostałam groch i rękawiczki. Z narzutki zrobię torby na zakupy. Na sprzedaż, aby móc przeżyć. Leo chce mi odstręczyć dziecko. Woła je do siebie i podjudza przeciwko mnie. Żąda żywności Bubiego. Chce mu gotować kolacje. Z osobistego wyrachowania, ponieważ nic już nie ma. Byłam na Fischgasse [8]. Będzie jeszcze raz wezwany, a ja ciągle jeszcze nie mam zgody na przeprowadzkę.” (s. 56)
JA/ONI, III A
„5 sierpnia 1942 r.: Pani radczyni dworu [Sara Lipa Wilhelm] chce mnie wziąć do siebie. Mam nadzieję, że zgodzą się jeszcze dziś na przeprowadzkę. Byłam w urzędzie i obiecali, że jutro.” (s. 55)
JA, III B
„15 sierpnia 1942 r.: Wizyta na Fischgasse [8] z powodu skierowania do pracy i sprawy przesiedlenia. Od pani Lilly dostałam 3 [mk] za pracę. Wpłaciłam na warzywa. Nie ma zgody na przeprowadzkę. Przesadne trzymanie się biurokracji.” (s. 56)
JA, III A
„1 kwietnia: O wpół do ósmej byłem w Amcie dla Eingesiedelte [Wydziale dla Wsiedlonych], stamtąd zostałem odprowadzony do pralni (resort). Do domu przebrać się i tego samego dnia pierwszy dzień pracy.” (s. 352)
Oskar Singer
ONI, III A (29.04.1942)
„4)WOLNO ZABRAĆ Z SOBĄ TYLKO 12,5 kg BAGAŻU NA OSOBĘ.
Ewentualne przedmioty, które znajdują się w posiadaniu osób przeznaczonych do wysiedlenia i które należy zostawić na miejscu, mogą zostać wystawione na sprzedaż w moim BANKU, Bleicherweg 7. Biuro Wysiedleń znajduje się przy Fischstrasse 8. W biurze tym udziela się wszelkich informacji dotyczących tej sprawy i przyjmuje podania oraz reklamacje.”(s. 22)
JA/ONI, III (03.05.1942)
„O ile getto jest już samo w sobie prawdziwie ruchliwym miasteczkiem, to teraz przypomina ono mrowisko, w które ktoś włożył przysłowiowy kij. Zdenerwowani ludzie nieustannie krążą po wszystkich ulicach. Jednym z najbardziej obleganych miejsc jest centrum dla nowo przybyłych mieszkańców getta – Wydział dla Wsiedlonych, znajdujący się przy Fischstrasse [Rybnej], gdzie informacji zasięgają tłumy ludzi. Wydział ten musi załatwić całą masę rzeczy w ciągu kilku dni. Ma on wykwalifikowanych pracowników i energiczne kierownictwo.” (s. 23)
JA/ONI, III A (04.05.1942)
„Pierwszy dzień wysiedleń. Komisja znajdująca się przy Fischstrasse [Rybnej], pracując dzień i noc, skompletowała kontyngenty. Codziennie tysiąc osób wędruje do więzienia policyjnego, które jest punktem zbiorczym wszystkich transportów. Ulicami getta ciągną nędznicy z Kolonii i Düsseldorfu: oni to właśnie są pierwszymi wysiedleńcami.
Na ulicach widać także wozy, które przewożą bagaże do centralnego więzienia. Jest to prawdziwe wybawienie dla ludzi starych i ułomnych, którzy nie są w stanie unieść nawet tych 12 kilogramów.
Wszyscy przychodzą punktualnie “Jecke”, jak nazywa się tutaj ironicznie niemieckiego Żyda, ma przecież dyscyplinę we krwi. Nikt nie próbuje ukrywając się odmienić swego losu. Najważniejszy jest porządek – nie można go zakłócić niestawieniem się. Wszystkie mosty spalone, nie ma już odwrotu, niczego nie można zmienić, pozostaje tylko punktualne przyjście na miejsce zbiórki. Policja żydowska nie ma z tymi ludźmi specjalnych problemów. Ci Żydzi są przyzwyczajeni do posłuszeństwa. Skompletowanie kontyngentów nie przedstawia najmniejszych trudności. Ci, którzy mają być wysiedleni, otrzymują swoje wezwanie do wyjazdu już 1 i 2 maja: „Wzywa się Pana Kohna Maxa, zamieszkałego przy Fischstrasse 12, do stawienia się 4 maja o godzinie 12 na Trodlerstrasse 7. Cel – opuszczenie getta Litzmannstadt. Wolno zabrać 12,5 kg bagażu na osobę.” (s. 27)
JA/ONI, III A (13.05.1942)
„Prezes musi wystawić określony kontyngent, a każdy transport musi liczyć tysiąc osób. Trzeba tych ludzi doprowadzić na miejsce. W dzień i noc są wyciągani z mieszkań, z łóżek. Złożone przez niektórych podania nie zostały do tej pory rozpatrzone. To jest niesprawiedliwe. Ludzie są rozgoryczeni. Komisja lekarska powinna wcześniej sprawdzić stan zdrowia przeznaczonych do deportacji petentów. Przy Fischstrasse [Rybnej] wszystkim puszczają nerwy. Powodem jest widmo niepełnych transportów. Policja otrzymuje surowe wytyczne. Ale i bez nich jest wystarczająco ostra. Jest to rozdział historii Żydów, który powinien być kiedyś opisany.” (s. 28)
JA/ONI, III A (13.05.1942)
„Ludzie piszą podania, proszą o komisje lekarskie; biuro przy Fischstrasse [Rybnej] jest zasypywane petycjami. Tamtejszy urząd ciągle jeszcze funkcjonuje, choć i tu widoczne są już oznaki paniki. Osoby zagrożone prześcigają się w wyszukiwaniu coraz to nowych protektorów. Biegają od wydziału do wydziału, wszędzie tam, gdzie pojawia się najmniejsza iskierka nadziei.” (s. 28)
JA/ONI, III A (14.05.1942)
„Wczoraj w godzinach przedpołudniowych chodziły słuchy, że prezes, który odwiedził Wydział dla Wsiedlonych, powiedział, że ma wyjechać dwa tysiące kolejnych osób. Po południu była to już smutna pewność. Ale na tym nie koniec.” (s. 29)
JA/ONI, V A (09.1942)
„Tak zwani nowo wsiedleni – teraz figurują już jako dawno wsiedleni, takie jest tempo naszych czasów – mogą znów trochę swobodniej oddychać, wszyscy gonią za jakimś zatrudnieniem. Referat pracy przy Fischstrasse [Rybnej] jest ciągle oblężony, ale problem wciąż istnieje. Dlaczego? Czy wszyscy zdolni do pracy mężczyźni i kobiety nie mogliby robić czegoś pożytecznego? Miejmy nadzieję, że prezes także na ten temat powie decydujące słowo, pobudzi do działania Wydział Zatrudnienia.” (s. 74)
JA/ONI, V A (wiosna/ lato 1943)
„Ponieważ okazało się, że prace nie mogą być przeprowadzone w pierwotnie przewidzianym budynku przy Sulzfelderstrasse [Brzezińska] 41, prezes udostępnił na ten cel pomieszczenia Wydziału dla Wsiedleńców: Obiekt ten, mieszczący się przy Fischstrasse [Rybnej] 8, miał zostać przejęty przez Wydział Ewidencji po likwidacji Wydziału dla Wsiedleńców.” (s. 92)
JA/ONI, III B (22.06.1942)
„Faktem jest, że na Zachodzie było bardzo mało Żydów władających jidysz, nie wspominając już nawet o języku polskim. Jeśli się nawet tacy znaleźli, to byli to Żydzi wschodnioeuropejscy z Zachodu. Dopiero później – ale o tym będzie jeszcze mowa – stosunkowo dużo młodych ludzi dostało posady, głównie w Biurze dla Wsiedleńców. Oprócz tego było jeszcze kilka miejsc w Służbie Porządkowej (policji) i w straży pożarnej. Dla mężczyzn powyżej czterdziestki możliwości były bardzo ograniczone. Dla większości wysiedlonych rynek pracy był niedostępny. Jedynym ratunkiem były kolektywy. Ale to już rozdział sam w sobie. Mężczyźni byli tam narażeni na szykany nie do opisania. Kierownicy transportów byli pod presją i musieli podlegający im materiał ludzki dosłownie zamęczyć na śmierć. Ludzie byli wyciągani w nocy z pokoi i zmuszani w najgorszą pogodę, bez odpowiedniego pożywienia ładować węgiel transportowany do getta, bądź też zwozić warzywa, którym groziło zepsucie.” (s. 105)
JA/ONI, III B (29.06.1942)
„Z dnia na dzień komplikują się problemy przesiedlonych. Zakres działania agendy rośnie. – W getcie jest przymus pracy. Jakie znaleźć zajęcie, jeśli coś robić trzeba? – Rzecz prosta: tworzy się nowy urząd.
Prezes organizuje „Oddział dla Przesiedlonych. Ci odetchnęli z ulgą. Wreszcie będzie jakaś placówka, jakaś władza, która zainteresuje się nimi wyłącznie, pomyśli o ich troskach. Absolutna separacja przeprowadzona! Przesiedleńcy zostaną na zawsze tylko przesiedleńcami. Oddzieleni od innych, mają własny zarząd.” (s. 108-109)
Bibliografia
– Irene Hauser, Dziennik z getta łódzkiego, red. Ewa Wiatr, Krystyna Radziszewska, Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2019.
– Dziennik Viktora Hahna z łódzkiego getta, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”, R. 2020, nr 16.
– Oskar Singer, Przemierzając szybkim krokiem getto… Reportaże i eseje z getta łódzkiego, tłum. K. Radziszewska, Łódź: Oficyna Bibliofilów 2002.



