SMOCZA 15
Mina Tomkiewicz
F, II
Piotr ma dosyć policji, przestaje w ogóle przychodzić. Szuka możliwości zarobku. Jak zbawienie przyjmuje propozycję Waldemara Schmidta, Niemca, z którym Goldberg był jeszcze kilkanaście lat przed wojną w handlowych stosunkach. Schmidt jest teraz wielką figurą w Wermachcie i dostał pozwolenie na fabrykę słomkowych butów dla wojska. Dostarcza surowce, jedzenie dla robotników, pieniądze. To szczęście dla getta takie fabryki, szczególniej w okresie łapanek. Pomijając bowiem zarobki, dopływ surowca i dodatkowej żywności, którymi można rozmaicie kombinować, przede wszystkim chronią robotników od wywózki […].
Duszne jest lato w pełnym smrodu getcie. Szczególniej jeżeli się chodzi Smoczą ulicą, gdzie mieści się fabryka. Ciężko czasem patrzeć Nacie w oczy… Dobrze, że człowiek jest taki zajęty i na nic nie ma czasu.
– Czy wiesz, co znaczy postawić na nogi taką fabrykę? Przecież ja muszę wszystkiego uczyć się od „a”, potem dopiero uczyć innych. (s. 168)
Piotr zakochał się w fabryce i świata poza nią nie widzi. Długi czas Nata nie przychodziła do fabryki, jakoś jej się nie złożyło. Kiedyś przyszła. Na Smoczej ulicy, za wysokim murem kilkanaście starych, rozłożystych drzew, obok spalone więzienie jak ruiny średniowiecznego zamku. Bluszcz wije się po resztkach żelaznych schodów, z rzadka rosną między gruzami kępki trawy. Słońce spaceruje po rozwalonych celach. Nata włóczy się dłużej po ruinach niż po fabryce. Dziwnie się trochę czuje, kiedy tak spaceruje z Piotrem między stołami zawalonymi słomą. Krępują ją spojrzenia robotnic i robotników, wynędzniałych, o zaszczutym spojrzeniu.
Piotr przedstawia ją: „Moja żona”. Nata nosi elegancką imprimé sukienkę i pracownicy całują ją z szacunkiem w rękę, kłaniają się nisko. Przed fabryką leżą snopy złocistej słomy, brnie się w rozsypanych źdźbłach po kolana. Pachnie. Nata rzuca się na miękkie, szeleszczące posłanie i przymyka oczy. Słońce i zapach. Dobrze. Ulica z jej dzikim wrzaskiem wydaje się daleka, nierealna. Piotr posyła po ciastka. (s. 169)
F, III
Waldemar Schmidt nie uzyskał zezwolenia w Berlinie na prowadzenie fabryki w getcie, a mimo to pan Sikora przyjmował ludzi bez końca i wydawał im zaświadczenia. Bo pan Sikora miał zięcia w Majdanku i chciał mieć duże pieniędzy […].
Piotr organizował w fabryce bloki mieszkalne, starał się o żywność, o stworzenie komórek obronnych, znał każdego. Przy pierwszej blokadzie u Schmidta, dzięki swej czapce policyjnej, wyprosił cofnięcie rozkazu. Zawrócili cały transport z drogi. Jaka radość wrócić sprzed bram Umschlagu! (s. 271–272)
Bibliografia
– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.



