[TRASA] MONIUSZKI – LESZNO

Mina Tomkiewicz

F, II

Któregoś dnia przybiega Niusia jakaś inna niż zawsze. Nieumalowana, blada, w ręku nieporządnie zawinięte paczki, spojrzenie za lśniące, za wilgotne. Siada ciężko na krześle i mówi:
– Wyrzucili nas z mieszkania! – Uśmiecha się przy tym sztucznie i żałośnie, żeby osłabić wrażenie.
– Bagatela, ulica Moniuszki! Pepę wyrzucili z Marszałkowskiej już ładnych kilka miesięcy temu! Będziecie u mnie – mówi Nata, która zawsze głupio się czuje wobec takich tragicznych sytuacji. Chciałaby odpukać od uroku, wypowiedzieć jakieś mistyczne „apage, Satanas”, litość dla kogoś przesycona jest obawą o siebie. W każdym razie dobrze, że sublokatorów już nie ma i że jest pokój dla Poldków. Można chociaż pomóc czymś konkretnym, a nie pustymi frazesami […].
– Dali nam 20 minut czasu. Jakaś wstrętna Niemczura, taka ich blond Gretchen, nie dała mi zabrać ani jednej sukienki z szafy. Pod jej aryjskim nosem wykradałam swoje własne łachy. Położyłam na ziemię prześcieradło i buchałam w nie, co w rękę popadło. Gdyby nie Stefa, tobyśmy nic nie mieli. Po obcych balkonach wdrapała się do mieszkania, kiedy już Niemcy zamknęli je na cztery spusty, i jeszcze wyrzuciła trochę rzeczy na podwórko. Wymyślała im przy tym, jak tylko Stefa potrafi.
W 20 minut! Z sześciu pokojów… lampy z brązu… szachy z kości słoniowej… lekkomyślność… do ostatniej chwili… i wszystkie meble Poldków, którzy zlikwidowali swoje mieszkanie kilka tygodni temu, wprowadzając się do ojca.
[Niusia] Rozłożona wygodnie na tapczanie rozsmakowuje się w opowiadaniu smutnej historii, koloryzowaniu jej, wyszukiwaniu komicznych momentów. Obraz nabiera życia i barw, fruwają z balkonu czerwone poduszki, kwadratowa Stefa wdrapuje się po wysokich murach jak kinowy dżentelmen-włamywacz, mały wózek unosi tobołki ze śmiesznie sterczącymi oślimi uszami węzłów, kolebie się na szczycie piramidki niepotrzebna szklana lampa ze służbowego pokoju, dzwoniąc perliście frędzelkami paciorków.
Z tego wszystkiego okazuje się, że najbardziej wzruszona jest panna Florcia. Dziesiątki razy omawia ze Stefą szczegóły wyrzucenia z mieszkania, nie może się nadziwić, nie może uporządkować w sobie sprzecznych uczuć. Dobrze, że Żydzi, ale jednak „Państwo”! I tak z nimi można wszystko robić? Ze zdumieniem i niedowierzaniem patrzy panna Florcia na zapadający się porządek społeczny, w którym dotychczas tkwiła, jako jedna ze śrubek wielkiej, burżuazyjnej maszyny. Z uczuciem grozy także, bo co się z nią stanie, kiedy padają ci, na których się do tej pory opierała? (s. 95, 96, 98–99)

Bibliografia

– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.