[TRASA] NOWOLIPKI / ZAMENHOFA – ZAMENHOFA (wacha) – MIŁA
Mietek Pachter
JA, IV B
[Blösche] wsiada na rower i wyciąga rewolwer w moim kierunku, pada strzał, ogarnia mnie nieprzyjemny zapach prochu i mimo woli zamknąłem oczy, które natychmiast otworzyłem, widzę, że on odjeżdża i na pożegnanie jeszcze raz strzela do mnie. Nie poruszyłem się, mogłem paść na ziemię, ale było mi wszystko jedno, on znika po chwili na zakręcie z Nowolipek na Zamenhofa. Odwracam się i widzę w murze za sobą ślady naboi, stoję w tej samej pozycji i widzę, że kule jednak nie leciały zbyt daleko ode mnie. Po prostu zabawił się moim kosztem, chociaż dla mnie zabawa nie należała wcale do najprzyjemniejszych.
Idę dalej, już teraz nie rozmyślam zbyt dużo, ale dziwię się, dlaczego on nie skończył ze mną. Po prostu mam szczęście, ale czy to na długo jeszcze się przeciągnie, no, zobaczymy, co najbliższe dni przyniosą. Na razie żyję i mam nadzieję ku temu. Jestem już w pobliżu wachy na Zamenhofa, dochodzę śmiałym krokiem i mijam wachę, „pozdrawiając” wachmana, trzeba było się im jeszcze kłaniać! Gdy jestem przy pierwszej bramie, stawiam drabinę i wiadro, teraz bez balastu idę dalej. Jestem przy ulicy Miłej, gdy znowu słyszę świst hamulców rowerowych. Odwracam się, a przy mnie stoi Glück – ten, który prowadził nas kiedyś do pracy na Twardej. Z niedowierzaniem patrzał się na mnie, widziałem szczerą radość w jego oczach, ja tylko ukłoniłem się, nie okazywałem zbyt dużej radości z powodu tego spotkania. Ten wyciąga rękę do mnie, aż mnie zatkało, jednak musiałem ująć ją w uścisku, ale ile to mnie zdrowia kosztowało! (s. 239–240)
Bibliografia
– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.



