[TRASA] WARSZAWA – BIAŁYSTOK – LWÓW – WARSZAWA

Mina Tomkiewicz

F, I

To nie była przyjemna droga, kiedyśmy wyszli we wrześniu z Warszawy – zaczyna Mirek.
Piotr [mąż Natki] przyłączył się do wojska, a on został sam zgubiony w świecie trudności i niebezpieczeństw. Gnani niezrozumiałym, owczym pędem szli ciągle dalej, coraz dalej, przed siebie, uciekali od wyobrażeń, które sobie stwarzali, od własnych ciężkich myśli.
– W Białymstoku była wtedy centrala wszystkich uciekinierów. Zatrzymałem się tam. Kręciłem się po kawiarniach, gadałem, handlowałem […].
– Pojechaliśmy do Lwowa. Nie było tam tak źle: cukiernie, kina, swoboda. Rosjanie, owszem, właściwie zupełnie mili, prości, bezpośredni, ale ciągle się myślało, że coś się za tym wszystkim kryje, że jednak… „kurtyna” […].
– Mieszkaliśmy na sublokatorce. Kilka razy przeprowadzaliśmy się. Obce twarze, obce kąty. A wokoło pełno ludzi, stęsknieni, pełni wspomnień, niezadowolenia, nikt nie wie, co ze sobą robić. Zaczęto przebąkiwać o opcji. Trzeba się było decydować. A decyzja oznaczała spalenie za sobą wszystkich mostów, zupełną zmianę. Baliśmy się: wszyscy i wszystko w tej nieznanej Rosji wydawało nam się takie inne niż u nas. A tu wiedziałem: siedzicie wy, siedzi tylu innych, będę siedział i ja. U siebie wśród swoich. Helenka co prawda sprzeciwiała się. Mówiła, że woli nędzę niż niemieckie ciastka, ale mnie gnało.
– Kiedy szmuglowaliśmy się przez zieloną granicę, Helenka odmroziła sobie nogi. Co to była za straszliwa droga! Całą noc staliśmy w śniegu do pasa, a mróz był! (s. 55–56)

Bibliografia

– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.