[TRASA] ZAMENHOFA – STAWKI 36

Mina Tomkiewicz

F, IV B

O świcie Piotr odprowadza Natę do rodziców na Stawki. Cicho i biało. W bramach „dzikich” domów kręcą się pojedynczy ludzie. To „czujki”, które ukrytym w bunkrach ludziom donoszą, co się dzieje. Piotr podchodzi do jednego, do drugiego, wydaje jakieś dyspozycje, tłumaczy coś […].
Na śniegu pozostały czarne sznurki śladów. Wieczorem nie będzie już śniegu, znikną ślady tysięcy nóg.
Mama bardzo się ucieszyła, że Nata przyszła, a Nata czuje się od razu jak dziewczynka, pozwala, żeby Mama martwiła się o nią, dogadzała jej. Siedzi razem z rodzicami w kryjówce pod schodami, do której prowadzą skomplikowane zejścia i karkołomne włazy. Kryjówka to mała norka, ale urządzono ją odpowiednio i zaprowadzono nawet elektryczność. W norce jest bardzo duszno, a jednocześnie mróz. Siedzą starsi ludzie, kobiety i dzieci, ci najbardziej zagrożeni. Mówi się cichutko, przy czym nawet to „cichutko” wydaje się niektórym za głośne […].
Nad głowami tupot ciężkich nóg i szczęk broni. Niemcy w fabryce […].
Kroki zbliżają się, rosną. Ktoś schodzi do schronu. W głuchej ciszy słychać, jak biją ludzkie serca, słychać przyśpieszone oddechy. W otworze wejściowym zjawia się znajoma postać.
– Moniek, ale robisz głupie żarty!
Poszli i nikogo nie wzięli. Co za radość! Ktoś znosi z góry kocioł zupy. Jak oni tu o wszystkim myślą. Narasta szmer rozmów, szczękają łyżki, chlupoce rzadki kapuśniak w rozdygotanych ze strachu ustach. (s. 330–332)

Bibliografia

– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.