ELEKTORALNA 12 (ruiny kościoła św. Ducha / oddział szpitala na Czystem – dezynfekcja/apteka)

Janina Bauman

JA/ONI, II B

Inne dziewczęta z naszego kompletu podjęły nasze dręczące pytanie, co mogłybyśmy zrobić, by pomóc głodującym. (…) Organizacja do której w końcu trafiły nazywała się Towarzystwo Popierania Rolnictwa, w skrócie Toporol. Była ufundowana przez Gminę Żydowską i opierała się na pracy ochotniczej. Celem Towarzystwa było wykorzystanie każdego nie zabudowanego skrawka ziemi w getcie dla uprawy warzyw. Plony miały być przeznaczone dla głodujących. Nie mogłyśmy liczyć na żadne wynagrodzenie, choćby w postaci warzyw, ani też na Ausweisy, czyli zaświadczenia, że jesteśmy zatrudnione. Jedyną korzyścią jaką nam obiecano, miało być przeszkolenie rolnicze. Rok „szkolny” zbliżał się właśnie ku końcowi, więc rozpoczęłyśmy pracę niemal natychmiast. Skierowano nas na teren przedwojennego szpitala Świętego Ducha [Elektoralna 12], który został zburzony w czasie oblężenia. Ruiny szpitala mieściły się na tyłach Leszna, bardzo blisko domu, w którym teraz mieszkałam. Teren, na którym stał niegdyś szpital, był dość obszerny. Obecnie pokrywała go gruba warstwa gruzu. Pierwszym więc naszym zadaniem było odgruzowywanie. (s. 65–66)

Adam Czerniaków

JA, I (30.12.1939)

Ktoś znalazł szczątki ojca w szpitalu Św. Ducha – nazywa to szczęściem. (s. 57)

ONI, I (31.12.1939)

W Gminie pogrzeby: 1) robotnik wypadł z okna (?) w Zamku, 2) Gamarnikow, 3) ojciec nieszczęśliwej ofiary nalewkowskiej, znaleziony wśród gruzów szpitala Św. Ducha. Powiedziała, że to prawdziwe „szczęście”, że poznała ojca. Nowa definicja szczęścia. (s. 57)

JA, II B

Dziesiątki lokatorów schodzi na spacer po Stawki. Ogrodów nie ma. Niemowlęta wozi się do „ogródka” po szpitalu Ś-go Ducha. Siedzą tam wśród ruin po zbombardowanym szpitalu.(s. 20)

Marek Edelman

JA/ONI, II A

Coraz więcej bram domów i mieszkań upstrzonych jest żółtymi ostrzegawczymi kartkami „Fleckfieber!”. Szczególnie masowo chorują nędzarze na „punktach”. Szpitale, zamienione wyłącznie na zakaźne, są pełne. Na jeden oddział przyjmuje się dziennie 150 chorych, którzy leżą później po dwóch – trzech w łóżkach i na podłodze. Nad umierającym stoi się ze zniecierpliwieniem, żeby prędzej zwolnił miejsce dla następnego. Lekarze nie mogą nadążyć, nie wystarczają. Ludzie mrą setkami. Cmentarz nie może pomieścić wszystkich. Grabarze nie nadążają grzebać. (Getto walczy, s. 13)

Stanisław Gombiński

JA/ONI, II B (wiosna–lato 1941)

Przy ulicach, przy których rwie strumień ludzki, nie ma ich [miejsc zielonych] prawie wcale. Wzrok przechodnia nie ma przy czym się zatrzymać, nieliczne drzewa wraz z przyległym kawałkiem darni – na Lesznie przy kościele ewangelickim [Leszno 16], przy kościele na Nowolipkach [nr 48/50], na Siennej – pozdrawia jak drogich a rzadko widywanych przyjaciół, pieści je spojrzeniem, wita z uśmiechem. Jakiś ogródek ma znaczenie oazy. Nie ogródki to zresztą, a nędzna ich imitacja – w ruinach spalonego szpitala św. Ducha [ul. Elektoralna 12], na tyłach kościoła Wszystkich Świętych [pl. Grzybowski 3/5], przy Wielkiej Synagodze na Tłomacki[e]m [7] – ocaliło się kilka drzew i nieco zieleni dokoła nich. To wiele. (s. 43)

ONI, II B

Na gołej przestrzeni tworzy się nowy ogródek – trochę trawy i piasku – dzieci będą mogły w tym kącie parę godzin dziennie przebyć. Gdy będą chciały dowiedzieć się, co to jest drzewo żywe, poprowadzi ich „pani” do tych szczęśliwych dzieci, które na Elektoralnej i na pl. Grzybowskim do „prawdziwego” ogródka wstęp mają. (s. 44)

Henryk Makower

ONI, III A

Kryły się te uczennice pielęgniarskie przez dłuższy czas w ruinach szpitala św. Ducha przy ul. Elektoralnej. (s. 84)

Mina Tomkiewicz

F, III A

Żeby dostać się do ogródka koło ruin szpitala na Elektoralnej, trzeba było mieć protekcję. Trzeba się o to starać jak do ogródka przy kościele ewangelickim, w którym zbierają się neofici i gdzie rej wodzi Krancowa.
Nata chodziła poprzednio do ogródka kościelnego, ale jego dziwna atmosfera, mieszanina faryzeuszostwa ze ślepą chęcią służenia nowej wierze, nie odpowiadała jej, wobec czego przeniosła się do ogródka szpitalnego.
Dzieciaki bawią się brudnym piaskiem pokrytym plamami słońca. Kilka matek z niemowlętami w wózkach, na które Nata patrzy krytycznie, żeby rodzić dzieci podczas takiej wojny… Gorąco, 22 lipca toż to jądro lata.
Jakiś mąż z zaaferowaną miną odwołuje żonę na bok. Szepcą chwilę, szybko wychodzą z dzieckiem na ręku. Jeszcze jeden mężczyzna i jeszcze jeden.
– Co się stało? – niepokoją się zagadane panie.
– Podobno coś się szykuje, lepiej wracać do domu.
Ogród pustoszeje.
Nacie nie chce się wracać, ma blisko do domu, przyjemnie jej wśród drzew, z dala od wrzasków ulicy. (s. 245)

 

Bibliografia

Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942, oprac. M. Fuks, Warszawa 1983.

– Janina Bauman, Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta, Kraków 1989.

– Marek Edelman, Getto walczy. (Udział Bundu w obronie getta warszawskiego), Warszawa 1945.

– Stanisław Gombiński (Jan Mawult), Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta, red. naukowa i wprow. M. Janczewska, Warszawa 2010.

– Henryk Makower, Pamiętnik z getta warszawskiego. Październik 1940-styczeń 1943, opr. i uzup. N. Makowerowa, Wrocław etc. 1987.

– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.