GRANICZNA
Janina Bauman
JA/ONI, I
W dzień później [29.09.1939] po raz pierwszy zobaczyłam Niemców. Maszerowali ulicą Graniczną pod naszymi oknami, wysocy, dobrze odżywieni, schludni, w swoich zielonych mundurach. Śpiewali głośno znienawidzone Heili Heilo, ohydną pieśń zwycięzców, którą kiedyś słyszałam w Gdańsku. Ten widok i melodia zapisały się w mojej pamięci jako początek niemieckiej okupacji. (s. 41)
Władze okupacyjne ogłosiły właśnie, że obywatelom polskim zabrania się posiadania odbiorników radiowych i że wobec powyższego zobowiązani się dostarczyć swoje aparaty do dzielnicowych komend policji w określonym terminie. Niektórzy obywatele posłuchali natychmiast i widziałam, jak człapali przez ulice [Graniczną] ciągnąc ze sobą swoje odbiorniki, jakby to były psy na smyczy. (s. 48)
JA, I
W końcu września [1940] wyjaśniono nam, że będziemy musieli opuścić nasz dom i przenieść się do północnej części miasta, gdzie od długich lat mieszkała większość Żydów warszawskich. Ulica Graniczna miała pozostać po aryjskiej stronie. (s. 50)
Henryk Makower
JA, II A
Tymczasem interwencje u władz niemieckich – jak się tego należało spodziewać – nie ustawały i wreszcie odniosły skutek. Wyszło nowe zarządzenie Leista, które bardzo mocno okroiło getto. Odpadły przed wszystkim ul. Zielna i przecinające ja przecznice do Marszałkowskiej (przez co Wielka i Bagno stały się ulicami granicznymi), Graniczna, Senatorska oraz Żelazna i wszystkie ulice, które się znajdowały na zachód od niej. (s. 12)
Emanuel Ringelblum
ONI, I
Nieszczęśliwe wypadki z powodu burzenia […] na Rynkowej, na Granicznej. (s. 57)
Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu. (s. 87)
Plac Żelaznej Bramy i plac Bankowy były w ogóle ośrodkami chuliganerii, stąd bandy urządzały bezustannie wypady na wszystkie ulice. Na Granicznej wdarli się nawet do prywatnych mieszkań i rabowali. Chuligani wyzywali polską policję od „żydowskich pachołków”. Równocześnie, przed dwoma dniami, dokładnie kontrolowano [żydowskie] opaski i wylegitymowano wiele osób na Marszałkowskiej. Wśród rabusiów byli uczniowie, dobrze ubrani chrześcijanie. (s. 90)
Domy na Granicznej zostały z tej strony zamurowane i otwarto wyjście na Skórzaną, ale w ten sposób uratowano te kamienice dla getta. (s. 148)
Noemi Szac-Wajnkranc
JA/ONI, I
Na nowym mieszkaniu wita nas słońce. Wyjrzało zza chmur i przegląda się w oknach. Pokój zalany słońcem nie może być brzydki, ani smutny. Słoneczko! Jak to ładnie z twojej strony, że nie przejęłoś się hitlerowskimi zasadami i dla wszystkich jednakowo świecisz. Pan pułkownik z siostrą, właściciel mieszkania, z którym dokonaliśmy transakcji zamiennej, oczekuje nas. Podpisujemy umowę o zamianie lokum na czas wojny, o zamianie mebli, które oni nam zostawiają, a my im. Pan pułkownik narzeka, że w naszym kąpielowym nie ma gdzie postawić swej marmurowej umywalni […]. Jeszcze węgiel w piwnicy. Zamieniamy nasze 2 tony na 2 tony pułkownika […]. Przychodzi mój papa – wieczny optymista. Zaczyna wszystkim po kolei zachwycać się, aby nas pocieszyć, ale czyni to tak nieudolnie i naiwnie, że mam ochotę płakać: – Lepsze mieszkanie niż na Wspólnej, bo mniejsze, taniej będzie je opalać; mniej mebli, to lepiej, przestrzeń nie absorbująca – nowocześnie; łatwiej zresztą sprzątać. Stare graty zostawili? Graty mają swój staroświecki urok, może to antyki, zresztą jeżeli nie antyki, to można sobie wyobrazić, że to bezcenne sprzęty […]. Tego samego dnia wprowadza się do trzeciego pokoju rodzina, a na drzwiach piszę: dzwonić raz Szenberg, dwa Wajnkranc, trzy Ahezojcen. (s. 10)
JA, II A
Pierwsze tygodnie getta to jeszcze zupełny chaos. Przede wszystkim co dzień prawie Graniczną ulicę to włączają, to wyłączają z getta, gmina uparcie walczy, targuje się o każdą piędź ziemi, o każdy dom, a Niemcy jakby dla kawału, jakby się drażnili, to dają, to znów odbierają. Dochodzi do tego, że ludzie w ciągu kilku dni po kilka razy zmieniają mieszkanie, zostawiając w każdym coś ze swego dobytku. My, mieszkając początkowo na Granicznej ulicy, jesteśmy również na to narażeni. Siedzimy jak na wulkanie; trudniej znaleźć pomieszczenie niż igłę w nocy. (s. 12)
Mina Tomkiewicz
F, przed I
Pierwsza kampania agitacyjna agitacyjna Naty w sprawach powiększenia terytorium domowego ogniska ma się odbyć w składzie aptecznym cioci Reny na ulicy Marszałkowskiej […]. Od cioci Reny więc idzie Nata z kolei do stryja Feliksa Goldberga, na Graniczną ulicę (s. 20–21)
Są ulice, które zna się jak własną kieszeń, na których każdy kamień, każdy szyld można wyliczyć i określić. Są ulice, które tak wchodzą w krew jak ktoś bliski, o których po wielu latach niewidzenia mówi się z rozrzewnieniem: „Ach, ta moja Mila!” czy „Och, ta niezapomniana Marszałkowska!”, niezależnie od tego, czy te ulice były ładne czy brzydkie, czy to był zaułek czy aleja. Dla Naty taką ulicą jest Graniczna.
Graniczna wcale nie jest ładna. Krótka, raczej wąska, wrzaskliwa i natłoczona. Stare domy z żelaznymi balkonami w kunsztowne wzory i z licznymi plamami żółtego tynku. Przechodząc z dwóch stron w dwa duże place, plac Grzybowski i plac Żelaznej Bramy, tworzy jakby naczynia połączone. Jak w naczyniach połączonych przez Graniczną ulicę przelewa się nurt interesów, kipią transakcje, rozpryskują się przychodzące i odchodzące pieniądze.
Na etnograficznej mapie Warszawy zagiąć by można było na ulicy Granicznej wyraźny brzeg. Tu się zaczyna dzielnica zamieszkała w lwiej części przez Żydów; tu się zaczyna dzielnica, gdzie „strażnicy soboty” w jarmułkach i w chałatach pilnują, aby w piątki wieczorem o przepisowej porze zamykano sklepy, tutaj w niedzielę pracuje się za spuszczonymi żaluzjami, płacąc policjantom łapówki albo mandaty karne. Nikt nie każe Żydom, aby mieszkali w tej dzielnicy. To nie jest jakieś getto, ale tak już jest, że skupili się razem na tych kilkudziesięciu ulicach, większych, mniejszych, szerszych, węższych, ale w gruncie rzeczy podobnych do siebie, jak podobni do siebie są ludzie, którzy na nich mieszkają.
Na Granicznej ulicy Nata urodziła się. Na Granicznej ulicy są składy Goldbergów i nie było dnia od niepamiętnych czasów, aby tam „po drodze” nie wpadła chociaż na kilka chwil. Dostać na kino, pochwalić się dobrym stopniem albo tak po prostu usiąść, pogadać. (s. 23–24)
To druga generacja na Granicznej ulicy: córki, synowie, zięciowie, którzy mieszkają jeszcze na Granicznej, ale woleliby przejść do dzielnicy położonej z drugiej strony Królewskiej ulicy, Marszałkowską wzwyż, bocznicami. Do nowych domów, na ogół zarezerwowanych dla rdzennych Polaków i dla garści asymilantów. Zdarza się, że w jednym domu na Granicznej ulicy mieszka po kilku lekarzy i adwokatów, tam wyżej nie ma takiego tłoku. (s. 25)
Jak dobrze zna Nata każdą wystawę, każdy szyld czy tabliczkę na Granicznej ulicy. Jak szczegółowo Nata zna historię powodzeń i niepowodzeń ludzi, którzy się za tymi szyldami i tabliczkami kryją. W niekończących się gawędach omawiano w domu sprawy związane z rodowodem sąsiadów, ich ślubami, pogrzebami, stosunkami domowymi i interesami. Chcąc nie chcąc, obijało się to o uszy, chociażby człowieka nawet specjalnie nie interesowało.
Na Granicznej ulicy nie było oczywiście jednego mieszkańca, który by nie znał rodziny Goldbergów (s. 26)
F, II
– Przecież ogłosili, że sklepy będą mogły zostać, że nic nie zabiorą. Przecież tak wyraźnie napisali! – pieni się bezsilnie Ojciec.
Tak napisali, a potem pewnego dnia kazali przynieść klucze od fabryk i od sklepów po aryjskiej stronie i po prostu zabrali je. Ulica Graniczna była pierwszą ulicą za murem, po aryjskiej stronie. Znikły długie lata pamiętające szyldy: BRACIA FLIEDERBAUM, NACZYNIA KUCHENNE, MŁYNEK i GOLDBERG. (s. 111)
– Chodziłaś sobie niby nic po Marszałkowskiej, po Granicznej? – Nata przymyka oczy. To tak blisko, Marszałkowska, Graniczna, a jednocześnie wydaje się takie dalekie i niedostępne jak morze czy tuberozy. (s. 192)
F, VI A
Poszła kiedyś na ulicę Graniczną, ot tak, może żeby odnaleźć siebie na tej ulicy, która kiedyś była jej. Część domów padła jeszcze w ’39 roku, przez resztki murów widać drzewa Ogrodu Saskiego. Te domy, które zostały, są obce i nieżyczliwe. Gdzie podziały się znajome szyldy: ROMAN KLENIEC – SKŁAD APTECZNY, PFEFERBERG nad źle chodzącym zegarem; BRACIA FLIEDERBAUM – NACZYNIA KUCHENNE? Gdzie wielki szyld nad składami Goldbergów? Gdzie ludzie za szyldami?
Sklepy, owszem, zostały. Mniej towarów, nic dziwnego, przecież wojna, a nad sklepami inne szyldy. MARCIN WOŹNIAK, WOJCIECH PALUCH, ANTONI CZAPLICKI. Nikt nie wita Naty przyjaznym uśmiechem, nikt nie interesuje się, jak Nata z domu (…adwokatka… dziennikarka… oho…). Nata chodzi po Granicznej ulicy jak po cmentarzu. Nad oknami wystawowymi składów Ojca wisi szyld: MARCIN WOŹNIAK. Brak łez, beznadziejnie, Nata ucieka z ulicy Granicznej. (s. 395–396)
ADRESY:
Bibliografia
– Janina Bauman, Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta, Kraków 1989.
– Henryk Makower, Pamiętnik z getta warszawskiego. Październik 1940-styczeń 1943, Opracowała i uzupełniła Noemi Makowerowa, Wrocław etc. 1987.
– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. t. 29: Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, oprac. J. Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018.
– Noemi Szac-Wajnkranc, Przeminęło z ogniem. Pamiętnik. Pisany w Warszawie w okresie od założenia getta do jego likwidacji, przedm. E. Kaganowski, Warszawa 1990.
– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.



